Rolnik szuka żony

0
52
Rolnik-szuka-zony
REKLAMA

Witold mieszka w jednej z poddąbrowskich wsi i pracuje w polu od dziecka. Jest jedynakiem, skończył studia rolnicze w Krakowie, więc kiedy rodzice się zestarzeli i nie mieli już siły gospodarować, przepisali wszystko na niego. Dokupił ziemi i zainwestował w maszyny. Na początku uprawiał głównie zboża, potem przeprofilował gospodarstwo i hoduje warzywa.
– Połowę zboża sprzedawałem od razu po żniwach, reszta leżała do wiosny i czekała na lepsze ceny, pieniądze były z tego niezłe. Od kiedy zacząłem uprawiać jarzyny, jest jeszcze lepiej, hurtownicy przyjeżdżają po towar do domu, trochę sam sprzedaję na giełdach, głównie w Krakowie i Sandomierzu – opowiada Witek. Praca na roli sprawia mu ogromną radość, lubi chodzić w pole, nawet w niedzielę nie obejdzie się bez spaceru, sprawdza wtedy, co trzeba jeszcze zrobić. – To jest moje miejsce na ziemi, jak chodzę po tych polach, wiem, że żyję. Jak się kocha swoją pracę, to przynosi ona nie tylko pieniądze, ale także zadowolenie – mówi mężczyzna.
Jak był młodszy, miał duże powodzenie u dziewcząt, był jednym z tych przystojniaków, z którymi nie było wstydu pokazać się na dyskotece. Miał samochód i pieniądze, więc zawsze się koło niego kręciły liczne koleżanki. Na studiach poznał Martę i wydawało się, że to będzie miłość na całe życie. Przyjeżdżała do niego do domu, rodzice bardzo ją polubili i traktowali już prawie jak synową.
Jednak w czasie praktyk studenckich po czwartym roku studiów Marta poznała innego i zostawiła dla niego Witka. Długo nie mógł się pozbierać. Po studiach wrócił na wieś i rzucił się w wir pracy.
– Spotykałem się z dziewczynami, ale z żadną na poważnie. Mama stale nalegała, żebym się wreszcie ustatkował i ożenił, bo, jak mówiła, nic ważniejszego w życiu nie ma od miłości i szczęścia rodzinnego – wspomina Witek. Gdy kilka lat temu zmarli jego rodzice, zaczął się na poważnie zastanawiać nad ożenkiem. Zaczął się rozglądać wśród miejscowych, bywać na różnych imprezach. Poznał wiele kobiet, ale żadna nie przypadła mu szczególnie do serca.
Jeden z kolegów doradził mu, żeby dał ogłoszenie na portalu randkowym. Tak więc na portalu umieścił swoje dane, koledzy zrobili mu parę fotek. Napisał, że szuka żony, która będzie z nim prowadzić gospodarstwo.
Wtedy też zdarzyło mu się kilka przezabawnych historii, z których do dzisiaj śmieje się z kumplami przy piwie. – Umówiłem się z pewną panią, która na pierwsze spotkanie przyjechała z walizką i od razu chciała ze mną zamieszkać. Inna powiedziała mi wprost, że może za mnie wyjść, ale pracować nie będzie, bo nie po to kobieta bierze męża, żeby harować w polu. Kobiety z portalu proponowały seks, chciały, żeby sponsorować im wyjazdy czy coś kupować. Przez rok spotkałem się z kilkunastoma paniami, ale żadna nie okazała się poważną kandydatką na towarzyszkę życia – mówi Witek.
W poddąbrowskich wsiach nie brak starych kawalerów, bardzo często są to bogaci, zapracowani rolnicy, którzy bezskutecznie poszukują żon. Ich dobra sytuacja materialna nie jest jednak zachętą dla potencjalnych kandydatek. – Pracy na wsi trzeba poświęcić swój czas, nie ma go na zabawy, nawet w zimie jest mnóstwo roboty. Wcale nie znaczy to, że swoją żonę zagoniłbym do roboty, ale panie i tak się boją. Jak tylko dowiadują się, że jestem rolnikiem, od razu tracę u nich szanse – dodaje ze smutkiem Witek.

REKLAMA
REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments