Sądne dni w Okocimskim

0
96
Prezes Małopolskiego Związku Piłki Nożnej, Ryszard Niemiec, zaapelował do brzeskich radnych o podjęcie zdecydowanych działań mających na celu ratowanie klubu. Radni zapowiadają, że przyjrzą się sprawie, nic jednak nie obiecują
REKLAMA

Głównym punktem obrad miało być podjęcie decyzji w sprawie dalszego funkcjonowania stowarzyszenia, ale nic w tej kwestii nie ustalono. Zebranie jednak rozjaśniło nieco członkom i kibicom, co w klubie oprócz biedy piszczy.

REKLAMA

Mało pieniędzy, dużo długów
Członkowie komisji rewizyjnej domagają się wdrożenia działań dyscyplinarnych wobec wiceprezes Ewy Witkowskiej za to, że zabroniła im wglądu do klubowej dokumentacji. Sama prezes próbowała przekonać zebranych, że wykonała dla klubu tytaniczną pracę. Członków stowarzyszenia zmiękczyć się jednak nie udało, wielu zarzuca pani prezes kłamstwa i brak rzetelnej informacji o sytuacji w klubie. Ewa Witkowska wycofała się ostatecznie z działalności w OKS, niektórzy zapowiadają jednak, że tak sprawy nie zostawią i o jej działaniach zawiadomią prokuraturę.
Z dość pobieżnego i chaotycznego sprawozdania finansowego, które przedstawiła wiceprezes Witkowska, wynika, że poważne kłopoty klubu zaczęły się już ponad dwa lata temu.  – Na koniec 2013 roku długi wynosiły ponad milion złotych. Wynikało to głównie z tego, że utrzymanie drugoligowej drużyny okazało się bardziej kosztowne, niż przypuszczaliśmy. I mimo że cięliśmy koszty, dług rósł, bo finansowanie na klub zmniejszyli główni sponsorzy. Kiedy w 2013 roku weszłam do zarządu klubu, wnioskowałam o wycofanie drużyny z rozgrywek, spotkało się to jednak z krytyką zarówno ze strony działaczy OKS, jak i Małopolskiego Związku Piłki Nożnej – mówiła E. Witkowska, dodając, iż Carlsberg w ubiegłym roku dziesięciokrotnie obniżył w porównaniu z rokiem 2012 dotacje na rzecz klubu. W tym samym czasie drugi strategiczny sponsor, Can-Pack, zwiększył dotowanie ponadtrzykrotnie. W latach 2012-2015 dochód klubu wynosił kolejno: 1,9 miliona, 1,4 miliona i 2,2 miliona złotych. W tym czasie zadłużenie klubu, jak twierdzi prezes Witkowska, zostało zmniejszone o 640 tysięcy złotych. Na koniec ubiegłego roku dług wyniósł, jak wstępnie obliczono, blisko 900 tysięcy złotych. Sytuacja finansowa w klubie omawiana była teoretycznie, prezes Witkowska i klubowa księgowa nie przedstawiły zebranym żadnych oficjalnych dokumentów.


Zakaz wzglądu do dokumentów
O tym, że komisja rewizyjna nie mogła sprawdzić dokumentacji, mówił jej szef Tadeusz Wesołowski. – Przez kilka dni bezskutecznie próbowałem tego dokonać, ale księgowa informowała mnie, że szafy są zamknięte, a klucz zabrała pani prezes. Moim zdaniem świadomie i z premedytacją złamała statut OKS, dlatego wniosłem o podjęcie wobec niej czynności dyscyplinarnych.
– Pani Witkowska kłamie, bo to nie drużyna generowała straty – twierdzi członek klubu, Stanisław Myszka. – Dawniej w OKS pracowała księgowa i jedna osoba, która była do wszystkiego. A ilu teraz jest zatrudnionych? A ile kosztowały wyjazdy do spa i inne fanaberie, na które nie stać nawet bogatych klubów? Wycofałem się, bo nie mogłem patrzyć, jak szasta się pieniędzmi.
Czesław Kwaśniak, były prezes OKS domaga się, aby finanse w klubie sprawdził zewnętrzny audytor i prześwietlił ostatnie pięć lat działalności. Obiecał, że jeśli zajdzie taka potrzeba, osobiście za audyt zapłaci.
Nastrojów na zebraniu na pewno nie poprawił prezes Marcin Jurkiewicz, który pod koniec października ubiegłego roku złożył rezygnację z funkcji. Swoją decyzję uzasadnił tak: Nie miałem żadnego wpływu na decyzje podejmowane przez zarząd, a nie chciałem być jedynie pozorantem. Chodzi o to, że zwróciłem się z wnioskiem, aby członkowie zarządu nie zajmowali żadnych płatnych funkcji – nie zgodzono się ze mną. Chodzi o prezes Witkowską, ta twierdzi, że za pracę na rzecz klubu pieniędzy nie brała, a jedynie za zajęcia z dziećmi.

Jak uratować klub?
Obecny na zebraniu prezes Małopolskiego Związku Piłki Nożnej, Ryszard Niemiec zaapelował o podjęcie zdecydowanych działań mających na celu ratowanie klubu oraz o to, aby działacze nie pozwolili, aby na gruzach OKS funkcjonowało stowarzyszenie założone przez Ewę Witkowską. – Nie może być tak, że ktoś wykorzystuje trudną sytuację klubu i próbuje załatwiać swoje interesy. Budżety OKS w poprzednich latach były całkiem przyzwoite, tylko nieumiejętne zarządzanie doprowadziło klub na skraj przepaści. Przestępstwem było zmuszenie zawodników do podpisania oświadczeń o rezygnacji. Niech idą precz ci, którzy myślą o upadku i bankructwie! – grzmiał. Prezes Niemiec twierdzi, że rozmawiał z prezesem Can-Pack, a ten zobowiązał się, iż wycofa decyzję o wstrzymaniu sponsorowania. Pod warunkiem jednak, że dotację dla klubu zwiększy samorząd.
Prezes Niemiec twierdzi, że wielkim błędem jest wycofanie klubu z rozgrywek ze szczebla centralnego w środku sezonu. – Musimy zwołać drużynę i rozegrać rundę wiosenną, ja ze swej strony obiecuję, że OKS zostanie zwolniony ze wszystkich opłat. Nie degradujmy drużyny, która jest wizytówką Brzeska na arenie ogólnopolskiej. Proszę  brzeskich radnych o pośpiech, bo czasu mamy bardzo mało – apelował w czasie ostatniej sesji brzeskiej rady miejskiej.
Zdaje się jednak, że ponowne zebranie drużyny nie będzie łatwe. – Jedną nogą jestem już w innym klubie – wyznaje jeden z piłkarzy, Mateusz Wawryka. – Od trzech miesięcy nie dostałem w klubie żadnych pieniędzy. Dostaliśmy wolną rękę, powiedziano nam, że mamy radzić sobie sami, więc samodzielnie zaczęliśmy szukać klubów, w których moglibyśmy grać. Łatwo powiedzieć: chłopaki wracajcie, będziemy grać, ale przecież musimy z czegoś się utrzymać.
Odesłanie zawodników OKS też budzi wiele kontrowersji. Dyrektor klubu, Tomasz Karwala w połowie stycznia wręczał piłkarzom do podpisania oświadczenia, że wycofują się z rozgrywek. Okazuje się, że takie postępowanie było niezgodne z prawem. Tym bardziej że dyrektor Karwala był zatrudniony w klubie do końca ubiegłego roku. Oświadczenie wręczone przez Karwalę podpisali Aleksander Ślęczka i Radosław Jacek, z tym że ten drugi przezornie udał się z pismem do prawnika.
– Najgorsze jest to, że teraz za żadnego piłkarza OKS-u nikt nie da ani złotówki. Bo skoro sami chodzą po innych klubach i proszą, aby ich przyjąć, to znaczy, że nic nie są warci. To jest trwonienie klubowego majątku – mówi wiceprezes OKS do spraw bezpieczeństwa, Rafał Zając.
Czy miasto pomoże zadłużonemu klubowi? Sekretarz gminy, Stanisław Sułek tłumaczył zebranym, że jest na to niewielka szansa. – Jeszcze kilka lat temu dotacja samorządu oscylowała w granicach pół miliona złotych, wtedy jednak OKS był jedynym w mieście klubem sportowym, który prowadził pracę z dziećmi i młodzieżą. Teraz podobnych stowarzyszeń jest ponad dwadzieścia. Jeśli zaś chodzi o finansowanie zawodowych sportowców, to przepisy mówią jasno, gminie tego robić nie wolno.

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o