Śmiertelna „zabawa” na autostradzie

0
40
lodem-w-tira
REKLAMA

Był czwartek 21 lutego, kilka minut po godzinie 19 autostradą A4 w kierunku Tarnowa jechał ciężarowy man. Auto prowadził 46‑letni mężczyzna. W Biadolinach Radłowskich kierowca przejeżdżał pod wiaduktem, właśnie wtedy na ciężarówkę spadła wielka bryła lodu, która uszkodziła kabinę. Mężczyzna stracił panowanie nad kierownicą i wjechał w energochłonne bariery znajdujące się po prawej stronie drogi. Będący w szoku kierowca zdołał jeszcze wyjść z samochodu o własnych siłach, ale wkrótce stracił przytomność. Mimo długiej reanimacji mężczyzna zmarł. Kierowca miał siniaki na twarzy i szyi, ale na jego ciele nie znaleziono żadnych obrażeń, które mogły przyczynić się do śmierci. Jednak już następnego dnia przeprowadzono sekcję zwłok. Badanie wykazało, że bryła lodu trafiła mężczyznę również w klatkę piersiową i brzuch, a poszkodowany zmarł z powodu wielu obrażeń.
– Miał złamane żebra i uszkodzone niemal wszystkie narządy wewnętrzne – wyjaśnia Elżbieta Potoczek‑Bara, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Tarnowie.
Mundurowi znaleźli w pobliżu wypadku ślady, które doprowadziły policyjnego psa do dwóch młodych mieszkańców powiatu brzeskiego, podejrzanych o związek z wypadkiem. Po południu tego samego dnia zatrzymali trzeciego podejrzanego.
Jak się okazało, chłopcy tak bardzo nudzili się tego wieczoru, że urządzili sobie zabawę – rzucali bryłami lodu w jadące autostradą samochody. Na nieszczęście, jeden z kawałków uszkodził szybę tira. Śledczy uważają, że rzut, który doprowadził do wypadku nie był pierwszy, bowiem już wcześniej nastolatkowie trenowali celność, wykorzystując rozmaite bryły śniegu. W kabinie ciężarówki zmarłego mężczyzny znaleziono wiele dużych odłamków lodu, które ważyły w sumie aż 16 kilogramów.
Dwaj chłopcy mają po 16 lat, ich kolega jest starszy o rok. Cała trójka została zatrzymana i jeszcze tego samego dnia nastolatkowie usłyszeli zarzut zabójstwa.
– Prokurator uznał, że młodzi ludzie działali w zamiarze pozbawienia życia osób podróżujących autostradą – tłumaczy rzeczniczka. Śledczy przedstawił zarzut również 16‑latkom – choć nie są jeszcze pełnoletni, to działali wspólnie ze starszym kolegą, który zgodnie z prawem może już odpowiadać za takie czyny.
Ze względu na dobro śledztwa prokuratura nie podaje, czy chłopcy przyznali się do winy. Niemniej jednak wszyscy złożyli wyjaśnienia, a każdy przedstawił własną wersję wydarzeń. Podejrzanym grozi od ośmiu do 15 lub nawet 25 lat pozbawienia wolności.
Prokurator wziął pod uwagę okoliczności sprawy, zagrożenie wysoką karą oraz bezskuteczność stosownych wcześniej środków wychowawczych, dlatego wystąpił do sądu o zastosowanie tymczasowego aresztu wobec trójki nastolatków. Dwóch z nich miało już kłopoty z prawem i odpowiadało przed sądem dla nieletnich. Jeden z 16‑latków był podopiecznym Młodzieżowego Ośrodka Wychowawczego, a feralnego dnia miał przepustkę.

REKLAMA
REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o