Splendor zakopany w ziemi

0
112
szambo
REKLAMA

Mimo to i tak część samorządów wolała przez ten okres inwestować w coś innego, ponieważ kanalizacja to, ich zdaniem, efekt mało spektakularny. Mało spektakularny, a więc i mało „wyborczy”.
Zapóźnienia w tej dziedzinie w regionie tarnowskim były bardzo duże. Za czasów dawnego województwa stopień skanalizowania niektórych gmin wynosił ledwie kilka procent, królowały szamba albo dzikie odpływy nieczystości do rowów. Dziś jest postęp, ale mogłoby być jeszcze lepiej, gdyby kilometry drogich sieci kanalizacyjnych nie leżała pod ziemią bezużytecznie. Ale o tym później.
Tam, gdzie w ogóle nie ma jeszcze sieci kanalizacyjnej, jest problem. Jeśli gminy nie zdążą z siecią, Polsce grożą wysokie kary, które państwo zechce przerzucić na samorządy nienadążające z inwestycjami.

REKLAMA

Pomniejszymy się
Gminy różnie próbują wybrnąć z sytuacji. Wcześniej zakreślały granice dużych tzw. aglomeracji wodnościekowych, licząc, że skuteczniej będzie można starać się o pomoc unijną na budowę sieci i oczyszczalni ścieków. Kiedy stało się jasne, że w określonym czasie nie uda się w pełni skanalizować rozległego terenu, samorządy pomniejszają teraz granice aglomeracji, by łatwiej było wywiązać się z zadania. Tak zrobiły między innymi władze samorządowe gminy Zakliczyn.
Już jest stosowna uchwała rady gminy w tej kwestii, teraz czekają na decyzję Sejmiku Samorządowego Województwa Małopolskiego.
– Według pierwotnej koncepcji aglomeracja wodnościekowa obejmowała u nas całą gminę, teraz będzie to jej część – informuje Stanisław Żabiński, zastępca burmistrza Zakliczyna. – Nie opłaca się budować sieci tam, gdzie jest niewielkie zaludnienie, ale też zmiany te nie oznaczają, że na terenach wyłączonych z granic aglomeracji kanalizacja nigdy nie powstanie.
Dzięki takim decyzjom gminy uzyskują natychmiastowy efekt. Ale nie ekologiczny, raczej statystyczny. Bywa, że jeśli w całej gminie stopień skanalizowania wynosi na przykład 25 proc., to na pomniejszonym – aglomeracyjnym – obszarze jest on dwa czy nawet trzy razy wyższy. I właśnie o to chodzi.

Jak kogoś przymusić?
W gminie Zakliczyn ogólny wskaźnik skanalizowania wynosi ok. 40 proc., ale w aglomeracji dochodzi już do 95 proc. Wciąż jednak znaczna część nieruchomości położonych w tej gminie nie korzysta z kanalizacji. Stanisław Żabiński przyznaje, że jest problem.
– Mogę określić, że połowa właścicieli posesji z tej grupy, która nie korzysta z sieci, wywozi nieczystości płynne nieregularnie. Czasem jest to raz czy dwa razy na rok. Staramy się walczyć z problemem, tych mieszkańców, którzy mają sieć pod bokiem, nakłaniamy do podłączania się do niej.
Czy nakłanianie albo raczej przymuszanie do korzystania z kanalizacji poprzez wydanie decyzji administracyjnej jest w praktyce skuteczne – to już inny temat…
W zakliczyńskiej gminie sprawa szamb ma tym większe znaczenie, że na jej terenie znajdują się: park krajobrazowy, rezerwaty przyrody i obszar objęty ochroną „Natura 2000”. Dzięki „Naturze” samorząd otrzymał dofinansowanie na budowę kanalizacji w Wesołowie i rozbudowę oczyszczalni w Zakliczynie.


Niech broni nas rząd
Bogdan Stasz, wójt gminy Gromnik, twierdzi, że szybkie teraz pomniejszanie aglomeracji wodnościekowych nie jest rozsądnym pomysłem. On nie podejmie takiej inicjatywy. Wprawdzie gmina skanalizowana jest w 25 proc., a aglomeracja w 45 proc., ale wójt tym się nie przejmuje.
– Jeżeli Unia ma takie dyrektywy, to niech w większym stopniu pomoże nam je spełnić – podkreśla. – Wiadomo, na jakim etapie jest Polska, ile jest jeszcze zapóźnień cywilizacyjnych, trudno więc było w gminach zająć się tylko budową kanalizacji czy oczyszczalni. Do 2015 roku na pewno nie zdążymy się całkowicie skanalizować, ale nie wpadamy w panikę, nie robimy żadnych gwałtownych ruchów, idziemy prostą drogą zgodnie z określonym wcześniej planem. Niech państwo polskie obroni nas przed grożącymi karami, niech negocjuje z Brukselą, bo to jest jego obowiązek.
Gmina Szczurowa już wcześniej zmniejszyła obszar aglomeracji. Tym samym uzyskała 70-procentowy stopień skanalizowania.
– Pozostały Niedzielska, dokumentację już mamy. Damy radę – obiecuje Marian Zalewski, wójt gminy Szczurowa.

Nie można podziwiać
Jeden z wójtów z okolic Tarnowa jest zdania, że być może postęp przy budowie kanalizacji w gminach byłby większy, gdyby nie fakt, że budowa ta nie zapewnia władzy splendoru.
– To kosztowna, lecz podziemna robota. Nie widać jej, nie można jej podziwiać. Efekty zakopuje się do ziemi. Lepiej wybudować drogę albo zrobić remont szkoły, gdyż ludzie to dostrzegą od razu. Dostrzegą i docenią. Często władza oceniana jest oczami. Znam też samorządowców, którzy uwierzyli, że w sprawie szamb pomoże nam teraz Tusk i że unijnych kar nie będzie.
Szambo zyskało także wymiar… polityczny.
– Prawdą jest, że na terenach mniej zamożnych niektórzy mieszkańcy nie chcą przyłączać się do sieci – mówi wójt Zalewski. – Do ziemi zakopało się kilometry rur, przeznaczyło mnóstwo pieniędzy, a spodziewanego efektu nie ma. W mojej gminie to jeszcze pół biedy, gdyż miesięczna opłata za kanalizację i wodociąg wynosi ok. 8 zł, ale znam gminy spod Tarnowa, w których trzeba płacić kilka razy więcej. No i jest wtedy niezadowolenie. A jeśli jeszcze gmina się zadłużyła z powodu kanalizacji, pewne jest, że wykorzysta to w samorządzie opozycja. Wówczas z tego robi się polityka. Moim zdaniem, kanalizować należy tereny najbardziej zaludnione, gdyż to jest uzasadnione ekonomicznie, a na pozostałych szukać innych rozwiązań. Mam na myśli przydomowe oczyszczalnie ścieków.

Szamba przedwyborcze
Inny nasz rozmówca, samorządowiec, który chce zachować anonimowość, twierdzi, że eksploatacja przydomowych oczyszczalni też kosztuje i dla wielu domostw najtańszym rozwiązaniem wciąż pozostaje szambo połączone z „dziką” rurą odpływową. Przekonuje, że na wsi problem fekaliów wlewanych do fosy jest znacznie większy, niż oficjalnie twierdzą gminy.
– Większość samorządów tego problemu nie ogarnia do końca, wiele z nich nie ma wystarczających możliwości lub determinacji, żeby regularnie zwalczać proceder robienia szamba w rowach, ale też chodzi o coś innego. Zdaniem naszego rozmówcy, sprawa dotyczy tak wielu mieszkańców, że żaden wójt nie odważy się nakładać i egzekwować kar na tak liczny potencjalny elektorat, a już na pewno na krótko przed wyborami.
– To miałoby wpływ na nastroje w gminie, a nikt z wójtów czy burmistrzów nie zaryzykuje, by przerżnąć wybory tylko z powodu szamba.

REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments