Szkoła dla sześciolatka

0
73
szesciolatki3
REKLAMA

Kolejna reforma oświaty ma tyle samo przeciwników, co zwolenników, a nauczyciele z troską mówią o tym, że ma ona pomóc przedszkolom i szkołom, mało niestety mówi się o samych zainteresowanych, czyli o niedostosowanych emocjonalnie i społecznie dzieciach.
– Jeżeli maluchy wcześniej pójdą do szkoły, to zwolnią deficytowe miejsca w przedszkolach, będą także ratować szkoły zagrożone likwidacją z powodu zbyt małej liczby uczniów. Ale problem jest bardziej złożony, w przyszłym roku szkolnym w naszej szkole będą cztery klasy pierwsze, ale już w kolejnym, jeśli propozycja ministerstwa wdrożona zostanie w życie, będzie ich siedem. A przecież nie możemy zapominać, że te dzieci będą chciały kiedyś iść do szkół średnich i na studia – skoro będzie ich dwa razy więcej, to będą miały ogromne problemy ze znalezieniem miejsca, bo ani licea ani wyższe uczelnie nie będą przygotowane, aby przyjąć taką liczbę chętnych. A czy myśli ktoś o tym, co będzie się dziać, gdy uczniowie z tego rocznika będą szukać pracy? Będzie ogromna konkurencja, która rodzić będzie frustrację i niezadowolenie – mówi dyrektor Szkoły Podstawowej nr 2 w Brzesku, Urszula Białka.
„Dwójka” była gospodarzem akcji promocyjnej, organizowanej przez samorządy na zlecenie  ministerstwa edukacji, która miała zachęcać rodziców, aby o rok wcześniej posłali dzieci do szkoły. Rodzice i opiekunowie licznie na nią przybyli, wysłuchali, co dla nich przygotowano, ale wcale nie są entuzjastami ministerialnego pomysłu.
– Moje dziecko już czyta i pisze, ale wcale nie jestem przekonana, czy powinno już iść do szkoły. Do tej pory było tak, że to pracownicy Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej określali dojrzałość szkolną, a teraz nagle się okazuje, że wszystkie dzieci muszą iść do szkoły. Nikt nie zastanawia się nad tym, co z tymi dziećmi stanie się za kilka lat, gdy ich psychika będzie chciała „odrobić” pewne zaległości, one z góry będą skazane na niepowodzenie w szkole i w innych dziedzinach swojego życia. To jest takie robienie reformy naprędce, a dopiero później wszyscy będą w kłopocie i szukać będą rozwiązań. Nauka i wychowanie dzieci to zbyt poważna sprawa, aby móc to lekceważyć i nakładać na barki sześciolatków zbyt dużo obowiązków – mówi Lucyna Leś, mama sześcioletniej Agnieszki.
– Rodzice zwiedzali szkołę, pokazaliśmy im, jak prowadzone będą zajęcia z dziećmi sześcioletnimi. Są rodzice, którzy zgłaszają chęć posłania swoich maluchów wcześniej do szkoły, pod warunkiem jednak że nie będą się uczyły razem z siedmiolatkami – dodaje dyrektor Urszula Białka. – W przyszłym roku szkolnym taka właśnie klasa będzie w naszej szkole, 12 rodziców już podpisało deklaracje. Teraz rodzice mogą jeszcze wybrać, posłać czy nie posłać sześciolatków do podstawówki, w roku szkolnym 2014/15 wyboru takiego już nie będzie, wtedy będą one uczyć się razem ze starszymi o rok kolegami. Nie będzie to oczywiście nic strasznego, wbrew temu, czego obawiają się rodzice, w klasach 1 – 3 tempo pracy indywidualnie dopasowywane jest do poziomu intelektualnego i emocjonalnego dzieci, a dla tych, które mają problemy, przygotowujemy mnóstwo zajęć korekcyjno-kompensacyjnych i wyrównawczych.
Dyrektor Białka dodaje, że dzieci są coraz mądrzejsze i mają coraz większą wiedzę, ale niedomagają emocjonalnie, co wynika z tego, iż rodzice świadomie wyłączają je z problemów domowych i rodzinnych.
– Może wydawać się to paradoksem, ale zbyt troskliwa opieka rodziców sprawia, że mają one problemy z dostosowaniem się do otaczającej rzeczywistości, dzieci nie są włączane w życie domu, nastawione są roszczeniowo.  To plus brak dobrych kontaktów między członkami rodzin powoduje, że dzieci znacznie później dojrzewają emocjonalnie.

REKLAMA
REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o