Tony martwych ryb w potoku Niedźwiedź

0
228
Świadkowie twierdzą, że w wyniku zatrucia w potoku Niedźwiedź zdechło kilka ton ryb | fot. Portal cappuccino.eu
REKLAMA

Śledczy przekonują, że do skażenia potoku nie przyczyniła się działalność człowieka. Od związku z zatruciem Niedźwiedzia odżegnuje się także dyrekcja Zakładu Usług Komunalnych w Dębnie, zarządzająca pracą oczyszczalni ścieków w Woli Dębińskiej.
– To były sceny jak z jakiegoś horroru, w wodzie i na brzegach potoku znajdowały się tony rozkładających się już ryb, roznosiły je czaple i dzikie kaczki, a także psy i koty. Panował nieopisany smród. Jestem przekonany, że doszło do zatrucia, a jego sprawcą była oczyszczalnia ścieków w Woli Dębińskiej. Taka sytuacja nie jest zresztą nowością, do zatruć wody dochodziło już wcześniej, tym razem jednak jego skala jest ogromna, na blisko czterokilometrowym odcinku potoku nie przetrwała żadna ryba – relacjonuje wicestarosta brzeski Maciej Podobiński, zapalony wędkarz i ekolog.
Gdy tylko dowiedział się o sprawie, od razu zawiadomił policję, Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska i straż pożarną. Zarówno Podobiński, jak i mieszańcy gminy, których domy stoją w pobliżu potoku, są pewni, że za sprawą stoi oczyszczalnia ścieków w Woli. – Najgorzej jest w ciepłych miesiącach roku, wtedy najczęściej dochodzi do zrzutów, robią to jednak z reguły pod osłoną nocy i wtedy, gdy poziom wody jest wysoki. Teraz jednak stało się to po długotrwałej suszy, wody w potoku było niewiele, więc zatrucie było ogromne. Boimy się chorób, nikt nawet nie pozbierał martwych ryb, nie wiadomo, co stanie się ze zwierzętami, które je zjadały – ptakami, psami, kotami, szczurami wodnymi i wieloma innymi – mówi anonimowo jeden z mieszkańców Maszkienic.
– Od kilku lat zarybiamy potok, było w nim mnóstwo szczupaków, kleni, leszczy, karasi, karpi, miętusów, łącznie około 15 gatunków. Warunki miały znakomite, bo Niedźwiedź to górski potok o wartkich wodach, doskonale dotlenionych. Nie mam najmniejszych wątpliwości, że skażenie wywołał zrzut nieczystości z oczyszczalni ścieków w Woli Dębińskiej. Tylko w taki sposób można wyjaśnić to, że powyżej Woli potok był czysty, poniżej zaś płynęła brunatna woda pełna martwych ryb. I nie było ich kilkaset, to były tony – twierdzi Wacław Wojtal z Maszkienic.
O skażeniu ludzie dowiedzieli się dopiero po kilku dniach. – Przyjechali inspektorzy z WIOŚ, wzięli próbki do badań, ale woda zdążyła się już trochę oczyścić. Ciekawi mnie, czy do badań zabrali także zdechłe ryby, bo te badać powinni w pierwszej kolejności. Tu od lat nic się nie zmienia, trują nas na potęgę, nikogo nie obchodzi, że możemy zachorować od tych trucizn. Przynajmniej raz w roku oczyszczalnia wyrzuca nieczystości, nie zważając na przepisy związane z ochroną środowiska. Giną ryby, zwierzęta i rośliny, następny będzie człowiek. Szkoda, że w czasach, w których tyle mówi się o ekologii, zmianach klimatu i związanych z tym zagrożeniach, podległa samorządowi oczyszczalnia robi tyle złego – mówi jeden z mieszkańców Woli Dębińskiej.
Ale dyrektor dębińskiego Zakładu Usług Komunalnych zaprzecza, jakoby oczyszczalnia miała cokolwiek wspólnego z zatruciem potoku Niedźwiedź. – W ostatnich miesiącach nie mieliśmy żadnej awarii związanej z brakiem prądu, nie było także niekontrolowanego zrzutu ścieków. Skażenie, do jakiego doszło w potoku, na pewno nie ma nic wspólnego z funkcjonowaniem oczyszczalni. WIOŚ pobrał próbki do badań, zlecił także kontrolę wewnętrznych instalacji w oczyszczalni oraz jej funkcjonowania – wyjaśnia dyrektor ZUK, Magdalena Zychowicz-Gurgul.
Badający sprawę policjanci już na wstępie przyjęli, że powodem masowego śnięcia ryb mogła być tak zwana przyducha, czyli brak tlenu w wodzie. Pogląd ten jawnie wyśmiewają wędkarze. – Do przyduchy może dochodzić w czasie upałów w stawach, wolno płynących rzekach czy w jeziorach. Niedźwiedź to bystry, górski potok i nie ma mowy, żeby coś takiego się tam przydarzyło. Zresztą wstępne oględziny inspektorów z WIOŚ wykluczyły taką możliwość, mimo to prokuratura jeszcze przed zapoznaniem się z wynikami badań umorzyła śledztwo – dodaje Maciej Podobiński.
Śledczy z Prokuratury Rejonowej w Brzesku umorzyli postępowanie, bo jak twierdzą, za zatrucie potoku nie odpowiada działalność człowieka. Prokurator Andrzej Leśniak wyjaśnia, że przed ujawnieniem martwych ryb panowały wysokie temperatury, a woda była bardzo płytka. – Śnięte ryby zostały znalezione właśnie na takich odcinkach, gdzie stan wody był bardzo niski, w innych miejscach ich nie było. W momencie, gdy pojawią się nowe okoliczności sprawy, śledztwo zostanie wznowione – mówi.
– Najbardziej przykre jest to, że w roli truciciela występuje samorząd, który powinien stać na straży ochrony środowiska i zdrowia mieszkańców. Doprowadzenie potoku do stanu sprzed zatrucia, odbudowa jego flory i fauny trwać będzie kilka lat. Zrobię wszystko, aby śledztwo wszczęte zostało na nowo i sprawa była dokładnie zbadana – deklaruje Maciej Podobiński.

REKLAMA
REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o