Umarł, bo…

0
107
REKLAMA

W miejscowości Bucze koło Brzeska wraz z siostrą Wandą i jej mężem mieszkał 53-letni Ryszard L. Mężczyzna miał zespół Downa. We wtorek 8 stycznia dostał wysokiej gorączki, siostra podawała mu leki na obniżenie temperatury, jednak widać było, że stan się nie poprawia, więc rodzina zdecydowała wezwać pomoc.
Dokładnie o 20.50 pani Wanda po raz pierwszy wykręciła numer pogotowia i przedstawiła sytuację:
– Mam niepełnosprawnego brata z zespołem Downa. Przez cały dzień miał 39.6 stopni gorączki, jest już po drugim ataku padaczki. Proszę mi doradzić, co mam robić?
– Poszukam numeru telefonu do lekarza całodobowego w pani okolicy – zaoferował pomoc dyspozytor. Po chwili kobieta miała dwa numery lekarza, ten jednak stwierdził, że nie może przyjechać.
– Niech pani dzwoni na pogotowie – doradził.
O godzinie 20.54 pani Wanda ponownie zatelefonowała do pogotowia, połączyła się z tym samym dyspozytorem.
– Proszę o karetkę, bo nie mogę sobie poradzić z bratem – stwierdziła. Dyspozytor odpowiedział, że przecież dał numery do lekarza, a teraz może wysłać karetkę z ratownikiem medycznym.
– Nie chcę ratownika, tylko lekarza – pani Wanda była już wyraźnie podenerwowana.
– Dyspozytor wysłał tam karetkę „S” z lekarzem z Brzeska. Pogotowie było na miejscu już o godzinie 21.17 – zapewnia Kazimiera Kunecka, dyrektorka Powiatowej Stacji Pogotowia Ratunkowego w Tarnowie.
Lekarz zbadał pacjenta, któremu po wcześniejszej kuracji temperatura spadła – miał 37.7 stopni.
– Nie wiadomo, co dolegało Ryszardowi, lekarz nic nie powiedział, nie przepisał ani nie zaaplikował żadnych leków z wyjątkiem jakiegoś środka uspokajającego. Nie zostawił też karty informacyjnej – opowiadają krewni Ryszarda.
Po kilku dniach stan zdrowia niepełnosprawnego mężczyzny znacznie się pogorszył, 13 stycznia rodzina musiała zawieźć go na ostry dyżur do szpitala w Brzesku.
– To obustronne zapalenie płuc z powikłaniami – stwierdził lekarz badający mężczyznę. Ryszard przebywał w szpitalu przez kilka dni, zmarł 21 stycznia, jako przyczynę śmierci podano niewydolność układu oddechowego i krążenia oraz inne schorzenia nabyte wcześniej.
– Pacjenta nie dało się uratować. Byłoby to możliwe, gdyby karetka przywiozła go do szpitala od razu, gdy tylko rodzina wzywała pomocy – powiedział lekarz w szpitalu.
Rodzi się pytanie, czy ktoś jest winny śmierci niepełnosprawnego mężczyzny?
Niestety nie dotarliśmy do lekarza pogotowia, który stawiał diagnozę Ryszardowi.
Do sprawy będziemy wracać. 

REKLAMA
REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o