W Gosławicach ukradli… drogę

0
125
REKLAMA

Policja sprawdza, czy rzeczywiście doszło do kradzieży. W polskim oddziale Dragados, którego pracownikom tarnowskie starostwo zarzuca bezprawne zabranie pozostałości po rozjeżdżonej jezdni, sprawy nie chcą komentować.
Półtora roku temu firma Dragados, należąca do hiszpańskiego koncernu ASC, zakończyła negocjacje z władzami powiatu tarnowskiego odnośnie korzystania z powiatowej drogi na czas budowy autostrady przez teren wierzchosławickiej gminy. Droga z ogólnodostępnej stała się techniczną, służącą głównie do transportu materiałów na plac budowy. Na poczet nieuniknionych zniszczeń nawierzchni firma wpłaciła do kasy starostwa blisko 1,2 mln zł kaucji, za te pieniądze jezdnia później miała być naprawiona. Nikt w powiatowym samorządzie nie wszczynał alarmu, gdy nie dotrzymano terminu ponownego oddania starostwu we władanie drogi, ustalonego na 31 maja. Jak tłumaczy starosta Mieczysław Kras, nie sporządzali nawet aneksu do umowy, gdyż zdawali sobie sprawę, że w całym kraju są opóźnienia w budowie autostrad, a do skończenia swojej roboty wykonawca tarnowskiego odcinka autostrady potrzebuje ich drogi.
Gdy otrzymali pismo od Dragadosa, że od 1 października tego roku nie będzie już korzystał z drogi w Gosławicach, natychmiast ogłosili przetarg na odbudowę ponaddwukilometrowego odcinka powiatowej jezdni, wyłoniono już nawet wykonawcę tych prac, który nowy asfalt zgodził się ułożyć za 800 tys. zł.
W ubiegłym tygodniu okazało się jednak, że opuszczająca wierzchosławicką gminę firma od budowy A4 zabiera ze sobą także… drogę, z której przez ostatnie miesiące korzystała. Pierwsi zauważyli to geodeci, którzy pojechali do Gosławic w celu dokładnego wyznaczenia pasa drogowego. – Frezarka zdzierała resztki asfaltu, które składowane były na samochodach ciężarowych i wywożone. Koparki zaś wydobywały żwirową podbudowę nawet do głębokości metra. Została goła ziemia – mówi dyrektor Powiatowego Zarządu Dróg, Leszek Łątka.
Wezwani na miejsce policjanci zakazali robotnikom kontynuowania rozbiórki jezdni. Pracownicy starostwa stwierdzili jednak, że zdążono już zdjąć asfalt z ponadsiedemsetmetrowego odcinka oraz wybrać i wywieźć około 4,5 tysiąca ton kruszywa.
– Czegoś takiego w życiu jeszcze nie widziałem – z niedowierzaniem kręci głową starosta Kras. – Jak można kraść drogę w biały dzień? W dodatku co im po materiale tak niskiej jakości? Jest to przecież kamień zmieszany z ziemią.
Pod znakiem zapytania stoi teraz wyremontowanie jezdni w kierunku Rudki, bo asfalt miał być wylany na gotową podbudowę. – Trzeba będzie wsypać naturalnego klińca, a na to potrzebne będą dodatkowe pieniądze, bo tego nie było w wykazie prac do wykonania dla odtworzenia drogi – stwierdza starosta. – Prawdopodobnie ograniczymy długość odcinka, który teraz będzie odtwarzany, a potem zastanowimy się, co dalej robić…
Policja prowadzi dochodzenie w tej sprawie. – Mamy sprzeczne stanowiska, bo pracownicy tej firmy twierdzą, że to był ich podkład i mieli go prawo zabrać – mówi rzeczniczka prasowa KMP w Tarnowie Olga Żabińska.
W polskim oddziale Dragados oświadczono nam, że nie komentują tego zajścia i nikt się nie będzie oficjalnie wypowiadał. Mieczysław Kras dodaje, że gdy próbował w przedstawicielstwie hiszpańskiego koncernu to wszystko wyjaśnić, usłyszał, żeby nawet nie próbował iść do sądu, bo mają tak dobrych prawników, że ciągnąć będą sprawę przez kilka lat i ostatecznie powiat nic nie wywalczy. – Dużą winę za to, że dochodzi do nieporozumień między samorządami a budującymi autostrady, ponosi Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad, bo do przetargów wyprowadzają zapis, że wykonawcy mogą korzystać z gminnych i powiatowych dróg dojazdowych do placów budowy. Przez to przy negocjacjach dotyczących udostępniania dojazdów i późniejszym usunięciu zniszczeń już na starcie jesteśmy w gorszej pozycji, a firmy mogą się czuć bezkarne – komentuje starosta.

REKLAMA
REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o