Wieś trochę… „przemalowana”?

0
63
Dom Stefanii Łączyńskiej, znanej zalipiańskiej malarki został rozebrany i przeniesiony do mini skansenu Zagroda Felicji Curyłowej, gdzie będzie odbudowany

Można też zaryzykować twierdzenie, że Zalipie stało się najczęściej opisywaną na blogach podróżniczych wsią w Polsce. Celują w tym, co łatwo się domyślić, blogerki, często jednak utrwalając w postrzeganiu Zalipia pewne stereotypy. Dlatego też oprócz podziwu nie brakuje również rozczarowań.
Kobiety-podróżniczki najczęściej Zalipiem są zachwycone i dają temu wyraz na prowadzonych przez siebie blogach. Niektóre z nich zorganizowały sobie sesję zdjęciową na tle ozdobionych domów, ale nie brakuje też sensownych opisów. Zdjęcia zalipańskich chat zwykle się powtarzają; obowiązkowo fotografuje się niewielki drewniany dom z niebieską elewacją, z kwiatowymi motywami, słomianą strzechą i rozłożystą na podwórzu wierzbą. To jeden z symbolicznych obrazków Zalipia, jego wizytówka.
Malowana Wieś symboli ma więcej, które – jak można podejrzewać – składają się na pewien powielany przez turystów, czy raczej turystki, stereotyp. Jeśli w sieci widzi się tylko kolorowe zdjęcia domów z kwiatami, nic dziwnego, że w komentarzach przeważa euforia. „Nie miałam pojęcia, że to taka bajkowa wieś” – tego typu wpisy zdarzają się bardzo często. Wielu im łatwo ulega.


Zakaz fotografowania  
Dość jasno pisze o tym w swoim blogu Aleksandra Bogusławska: „Jest takie jedno miejsce w Małopolsce (…), które poza granicami kraju nazywane jest <najpiękniejszą polską wioską> i <jedną z najważniejszych atrakcji w Polsce>. Podbija Internet dzięki takim chwytliwym tytułom i idyllicznym zdjęciom z idealnej, nieskażonej cywilizacją wsi”.
Autorka również jest pod wrażeniem tego, co ujrzała w Zalipiu, ale na rzeczywistość stara się spoglądać przytomnie:
„Co ciekawe, mimo zainteresowania turystów, również zagranicznych, Zalipie to nie „park rozrywki”. Przy domach jest sporo tabliczek „zakaz fotografowania”, a mieszkańcy wręcz trochę wrogo podchodzili do faktu, że chciałam zrobić zdjęcia współczesnych kwiatów na ich domach. Z jednej strony rozumiem, że chcą prywatności, z drugiej jechałam do Zalipia tylko i wyłącznie po to, by te chaty zobaczyć! W wielu innych miejscach zrobiliby z Zalipia maszynkę do robienia pieniędzy, stawiając restauracje, budy z hotdogami, sklepy z pamiątkami, tanie noclegi i nieuchronnie w Małopolsce panie sprzedające łoscypki i ciupagi”.
I chociaż blogerka wyraża wątpliwość, czy mamy do czynienia z najpiękniejszą wsią w Polsce, mimo wszystko docenia jej naturalność, spokój, który tutaj panuje, i raczej nie jest za tym, by organizować tu drugie Krupówki.

To nie ten świat
Ci, którzy nigdy nie byli w Zalipiu, czasem nabierają przekonania, że malowana jest cała wieś, że to rodzaj skansenu. Bo Zalipie w fotografiach i opisach jest wyraźnie… przemalowane. Dlatego na innym blogu ktoś od razu zaznacza: „Oczywiście, cała wioska nie ma jednolitego charakteru. Najpiękniejsze są stare budynki, a tych, niestety, jest coraz mniej. Prawdą jest też, że są one rozproszone i trzeba co nieco za nimi porozglądać się. Niemniej w wiosce jest sporo nowych budynków, które również są zdobione malowanymi kwiatami. Jedne ładniejsze, inne nieco mniej. Najważniejsze, że tradycja we wsi jest w jakiś sposób ciągle kultywowana, więc malunków powinno przybywać”.
Wanda Chlastawa, długoletnia dyrektorka Domu Malarek w Zalipiu: – W każdej rozmowie z dziennikarzami czy turystami zaznaczam, że Zalipie to zwyczajna wieś, że toczy się tu zwyczajne życie, mieszkańcy zajmują się swoimi codziennymi sprawami, a tylko niektórzy z nich podtrzymują  piękne historyczne tradycje.
Blogerka Tina, autorka bardzo gustownych zdjęć z Zalipia, pisze o swoim rozczarowaniu: „Malowana Wieś ???  Spodziewałam się czegoś zupełnie innego, w myślach widziałam niewielki skansen, w którym można poczuć się nieco jak w magicznej malowanej krainie. Jadąc tam, wyobrażałam sobie,  że to w tym domu z niebieskimi oknami stoi malowany piec i zachwycające haftowane poduszki, kwiaty na obrusach i ścianach. Miałam nadzieję, że zaglądając w niebieskie okno, przeniosę się w barwny odległy i już nieistniejący mały świat utkany kwiatami. Mimo wszystko myślę, że warto odwiedzić to miejsce, tylko nie wyobrażać sobie tak wiele jak ja (…)”.


Kwiat kanoniczny
Nie wyobrażajmy sobie także, że malowanki to świat całkiem sielankowy, wolny od sporów. Marka Zalipie zaczyna wzbudzać emocje.
W blogu Doroty Chojnowskiej, dziennikarki i antropolożki kultury, która zjawiła się w Zalipiu, przeczytamy m. in.: „Teraz, żeby sprzedawać, trzeba mieć założoną działalność gospodarczą – skarżą się artystki. – Albo oddając do domu malarek… Ech, co będziemy mówić… Ale mówią zgodnym chórem. Dom Malarek zamknął się na zalipiańskie dzieci. Owszem, organizuje warsztaty, ale dla turystów. Owszem, sprzedaje się tam pamiątki z Zalipia, ale tylko zrobione przez kobiety pracujące w Domu Malarek. Sęk w tym, że żadna z nich nie pochodzi z Zalipia. Niestety, to one opowiadają turystom o zalipiańskim malarstwie. To one decydują, który kwiat jest „kanoniczny”, a który niezgodny z zalipiańskim kanonem. To ich prace jadą w świat z etykietą „made in Zalipie”. Zalipiankom pozostaje jedynie konkurs „Malowana Chata”, kiedy mają szansę pokazać turystom, czym jest sztuka Zalipia, że główną cechą zalipiańskiego kwiatu jest to, że namalowany został przez kobietę z Zalipia”.
Wanda Chlastawa twierdzi, że informacja o tym, iż w placówce zatrudnione są tylko panie spoza Zalipia, jest nieprawdziwa.
– Poza tym nie widzę nic nagannego w tym, że również inne osoby chcą uczestniczyć w tej działalności. Nie ma sensu zasklepiać się tylko w swojej skorupce. Malowanki na domach to była specjalność dużej części Powiśla Dąbrowskiego, a Zalipie stało się najbardziej znane dzięki Felicji Curyłowej, której zabytkowa zagroda przetrwała do dzisiaj.

Rozgłos w Tajlandii
Ponieważ niekiedy bardziej interesująca bywa druga strona medalu, nieliczne blogerki starają się być przekorne, pójść trochę pod prąd. Zamieszczają nie tylko wszędzie znane sielankowe zdjęcia, ale także fotografie domów z szarych pustaków i z dachem z eternitu, które zdobią malowane kwiaty lub figury geometryczne.
Nie można wykluczyć, że Zalipie jest najczęściej wymienianą w zagranicznych blogach podróżniczych wsią w Polsce. W każdym razie tekstów na jej temat – w językach angielskim, francuskim, niemieckim czy włoskim – nie brakuje. „Malowana Wieś” ma tutaj duże uznanie, tym bardziej że w wielu rozwiniętych krajach sztuka ludowa jest w całkowitym zaniku.  W tym sezonie Zalipie odwiedzili już dziennikarze znanych na świecie agencji – Reutera i France Presse. Byli też goście z Dalekiego Wschodu, którzy po zebraniu materiałów napiszą  o „Malowanej Wsi” w Polsce w jednym z tajlandzkich przewodników. I chociaż w naszym kraju wartko toczy się dyskusja, czy Zalipie jest naprawdę aż tak piękne i aż tak malowane, gdzie indziej wyrasta ono na jeden z „cudów świata”.

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o