Wirus trzymany na dystans?

0
77
Weterynarze przypominają i ostrzegają przed ASF

Rozprzestrzenia się wirus afrykańskiego pomoru świń (ASF), przekroczył już linię Wisły i zagraża reszcie kraju. Czy hodowcy trzody chlewnej z tarnowskiego regionu mają się już czego obawiać? – ASF jest jeszcze stosunkowo daleko od naszych terenów. Ujawniane są jednak kolejne przypadki w województwach podkarpackim i lubelskim, i nie wolno nam zaniedbać żadnych środków ostrożności. Wirus potrafi przeniknąć niejeden kordon sanitarny… – przestrzega Tomasz Kędzierski, zastępca powiatowego lekarza weterynarii w Tarnowie.

REKLAMA

W Europie Wschodniej ASF obecny jest od roku 2007, do Polski trafił z Białorusi. Choroba najpierw zaczęła się rozwijać w przylegających do naszego kraju obwodach białoruskich, a niedawno jej ognisko wykryto już przy granicy z Niemcami. Kraj związkowy Brandenburgia rozpoczął pod koniec minionego roku stawianie na granicy z Polską – wzdłuż Odry i Nysy Łużyckiej – przenośnego płotu. Ma on zapobiec przedostawaniu się zarażonych dzików na terytorium Niemiec.

Jak chronić hodowle?
Groźba epidemii na wielką skalę jest wciąż poważna i wymaga nadzwyczajnych działań. W Polsce ujawniono już setki ognisk zakaźnej choroby, tylko w grudniu minionego roku zanotowano ponad 50 przypadków ASF u dzików, łatwo stających się nosicielami wirusa. W poszukiwaniu pożywienia podchodzą one często w pobliże hodowli świń i mogą zarazić je śmiertelną chorobą. (Na szczęście nie jest ona groźna dla ludzi i także spożywanie dziczyzny nie niesie ze sobą ryzyka) Nie było dotąd w tarnowskim powiecie i jego sąsiedztwie przypadku zakażenia wirusem ASF, ale gdyby przedostał się do gospodarstw, straty w hodowli trzody chlewnej byłyby olbrzymie.
Weterynarze apelują zatem o zachowanie czujności, radzą m. in. dobrze ogrodzić i izolować hodowle trzody, używać pasz i innych produktów z pewnych źródeł. Stawką jest utrzymanie gospodarstwa.
– Nasze służby są w stałej gotowości… – zapewniają w Powiatowej Inspekcji Weterynaryjnej w Tarnowie. – Odwiedzamy i kontrolujemy rolnicze zagrody w powiecie, przypominamy ich właścicielom o stałym zagrożeniu i potrzebie bioasekuracji, niedopuszczaniu osób postronnych do kontaktu ze zwierzętami, używaniu mat dezynfekcyjnych itd. Doradzamy jak się zabezpieczać, pozostawiamy ulotki instruktażowe, apelujemy podczas szkoleń i zebrań wiejskich o zachowanie daleko idącej ostrożności. Na szczęście, świadomość rolników zdecydowanie poprawia się. Zdarza się nawet, że ludzie zgłaszają nam pewne zaniedbania występujące np. u sąsiadów i proszą o interwencję. To nie donos, to obywatelska i odpowiedzialna postawa w imię wspólnego dobra.

Dziki do odstrzału
Przeciwdziałanie ASF sprowadza się z jednej strony do konsekwentnej bioasekuracji, a z drugiej do redukcji pogłowia dzików. Zdaniem specjalistów, to jedyne skuteczne metody powstrzymujące wirusa ASF. Na terenach przylegających do autostrady A4 (łączącej wschodnie tereny Polski z zachodnimi) trwają od kilku lat intensywne działania prewencyjne z udziałem m. in. myśliwych. Oczekiwane jest właśnie kolejne zarządzenie wojewody małopolskiego o przeprowadzeniu sanitarnego odstrzału dzików na obszarze kilkunastu powiatów, w tym: bocheńskiego, brzeskiego, dąbrowskiego i tarnowskiego. Nakazuje ono dzierżawcom i zarządcom obwodów łowieckich wyeliminowanie określonej liczby tych zwierząt. W wyniku planowych i dodatkowych polowań giną corocznie tysiące dzikich świń, ale dzięki m. in. wysokiej rozrodczości nie grozi im wyginięcie.
– Limity odstrzałów określane są na podstawie inwentaryzacji dzików, która już wykazuje, że w wielu obwodach pogłowie spadło do pożądanego poziomu. Są wtedy wyłączane z obowiązku dodatkowej redukcji, ale należy pamiętać, że zwierzęta migrują, przemieszczają się i sytuacja ulega często dynamicznym zmianom. Może więc okazać się, że także w tych obwodach powróci konieczność sanitarnego odstrzału – tłumaczą w zarządzie okręgowym Polskiego Związku Łowieckiego.

Afrykański pomór… z Ukrainy
Ryzyko jest zbyt duże, by bagatelizować ASF i na ogół hodowcy trzody chlewnej, a także myśliwi, mają tego pełną świadomość. Na szczęście nie było dotąd powodu do alarmu, ale nie należy lekceważyć zagrożenia i sygnałów np. o padłych dzikach. Martwe zwierzęta znalezione w lesie i te, które giną w wypadkach drogowych poddawane są badaniom na obecność wirusa ASF. – Jak dotąd nie znaleźliśmy na naszym terenie chorych zwierząt – uspokaja lek. wet. Tomasz Kędzierski, ale przekonuje, by zachować czujność.
Istnieje też realna groźba, że wirus może dotrzeć do nas… autostradą A-4. Przywleczony np. przez osoby jadące z Ukrainy, gdzie afrykański pomór świń wymknął się spod kontroli. Wirus może ukrywać się w przywożonych do Polski wędlinach, mięsie, czy produktach z dodatkiem mięsa. Wystarczy, że odpadki żywności zostaną porzucone gdzieś na poboczu drogi i dobiorą się do nich dziki. Stąd apel do podróżnych, by resztki pokarmu pozostawiali w specjalnych pojemnikach ustawionych w miejscach obsługi podróżnych. – Przypominają o tym tablice informacyjne umieszczone tam w porozumieniu z zarządcą drogi. Nie wolno nam zaniechać żadnych środków ostrożności, by nie dopuścić do groźnej epidemii – apeluje zastępca powiatowego lekarza weterynarii.

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o