Woda na wagę złota

0
79
REKLAMA

Ciepłe i suche lato to przyczyny gwałtownego obniżenia się stanów wód w całym kraju. Nie inaczej sytuacja przedstawia się w regionie tarnowskim. Najstarsi mieszkańcy nie pamiętają, by tak płytka była Wisła czy Dunajec, Białą zaś pokonać można, stąpając po większych kamieniach i nie mocząc nóg. Sporo małych rzek oraz potoków po prostu zanikło, a w korycie po wodzie pozostało jedynie błoto.
W powiecie tarnowskim z dnia na dzień przybywa gospodarstw bez wody, bo wyschły studnie i potoki, z których mieszkańcy ją czerpali. Największy problem jest na Pogórzu, głównie w gminach Tuchów, Ciężkowice, Gromnik, Ryglice czy Zakliczyn, gdzie ze względu na górzyste ukształtowanie terenu sieć wodociągowa nie jest tak dobrze rozbudowana.
Z danych z ubiegłego tygodnia wynikało, że wody nie miało 5 620 gospodarstw. – Jest źle, a może być jeszcze gorzej – obawia się starosta tarnowski, Mieczysław Kras. – Wodę do celów gospodarczych czy pojenia zwierząt przywożą mieszkańcom strażacy-ochotnicy, ale wody pitnej już nie mogą dostarczać, bo do tego celu potrzebne są specjalne beczkowozy. Taki ma spółka „Dorzecze Białej”, jednak wodę od nich trzeba kupować, a to spory wydatek, równie duży jak kupowanie jej w sklepie.
Starosta nawet nie chce myśleć, co będzie, jeśli nie spadnie obfity deszcz i gleba przed zimą nie zostanie nawodniona. – Trzeba będzie wymyślić jakieś rozwiązanie, bo wszystko wskazuje, że brak wody w wielu gospodarstwach to będzie zjawisko długotrwałe – przypuszcza. – Będę rozmawiał z Państwową Strażą Pożarną, by pomogła w zaopatrywaniu w wodę. Strażackie samochody mogłyby np. przywozić większe ilości wody pitnej do centrów wsi. Przyspieszymy też prace nad naszym projektem poszukiwania podziemnych źródeł wody na tych terenach, które zmagają się z jej niedoborem… Gdybyśmy wykonali odwierty, to być może możliwe byłoby zaopatrywanie gospodarstw w wodę z naturalnych zbiorników głębinowych.
Sytuacja na Pogórzu byłaby jeszcze bardziej dramatyczna, gdyby kłopoty pojawiły się na tuchowskim ujęciu z Białej, z którego w wodę pitną zaopatrywanych jest wielu mieszkańców południowej części powiatu. Na razie pracuje na pełnych obrotach, ale… – Jest tam zrobiona mała tama i wody jest wystarczająco, ale gdy się patrzy na Białą w Pławnej, gdzie rzeka w zasadzie stoi, a nie płynie, to można mieć obawy – przyznaje zastępca burmistrza Tuchowa, Kazimierz Kurczab. – Nic na to jednak nie poradzimy. Pozostaje tylko mieć nadzieję, że deszcz w końcu zacznie padać.
A co z rybami, zwłaszcza z mniejszych rzek i potoków, z których znikła woda? Jak poinformował nas dyrektor biura okręgu Polskiego Związku Wędkarskiego w Tarnowie, Krzysztof Zakrzewski, na razie w regionie nie zaobserwowano przypadków masowego śnięcia ryb z powodu suszy i małych ilości tlenu w wodzie. – Ryby instynktownie wyczuwają zmiany w przyrodzie i jeśli na przykład potok wysycha, to wcześniej wpływają do rzeki głównej, w której jest woda – wyjaśnia.
Ciężkie chwile przeżywają ryby w stawach hodowlanych, bo nie mają gdzie uciec, a w gospodarstwach rybackich na brak wody również narzekają. Z potoków, które je zasilały, nic nie wpływa, a tak dużych ilości wody nie ma skąd brać. Pojawił się np. pomysł, aby do stawów w wierzchosławickich lasach przepompowywać wodę z użytkowanego przez PZW wyrobiska w Trzydniakach, ale wędkarze się nie zgodzili, bo wówczas zabrakłoby wody i tlenu ich rybom. – Musi zacząć padać, bez deszczu nic się nie zrobi – mówi dyrektor Zakrzewski.
Problem w tym, że według prognoz hydrologicznych w najbliższym czasie w Małopolsce dłuższych opadów deszczu nie będzie…

REKLAMA
REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o