Za co zostali aresztowani?

0
96
REKLAMA

Chłopakom postawiono bardzo poważny zarzut – rozbój z użyciem ostrego narzędzia oraz kradzież. Po dwóch dobach okazało się, że aresztowanie było bezpodstawne. Młodzi ludzie są wystraszeni, ich rodzice oburzeni, a policja twierdzi, że to, iż wyszli na wolność, wcale nie świadczy o ich niewinności.
Mateusz Szuba ma niecałe 19 lat i jeździ renault. Feralnego dnia spotkał się z kilkoma kolegami, stali przed blokiem i rozmawiali, gdy nagle podjechał radiowóz, mundurowi wylegitymowali chłopaków i sprawdzili zawartość plecaka jednego z nich, po czym odjechali. Młodzieńcy także odjechali samochodem Matusza w stronę Jasienia. Ledwie wyjechali na „czwórkę”, gdy usłyszeli, a po chwili zobaczyli, jadący za nimi samochód policyjny na sygnale. Policjanci samochód zatrzymali, chłopców zawieźli do aresztu, a samochód Mateusza trafił na policyjny parking.
– Wróciłam po pracy do domu, syna nie było, jego komórka nie odpowiadała. Z mężem dzwoniliśmy do wszystkich znanych nam kolegów Mateusza, ale nikt nie wiedział, co się z nim dzieje. Wieczorem przyszedł jeden z nich i przez domofon powiedział nam, że Mateusza zatrzymała policja. Pojechaliśmy na komendę, gdzie usłyszeliśmy, że nie udzielą nam informacji, bo syn jest dorosły. Na moje prośby dyżurny wyciągnął protokół z zatrzymania i przeczytał nam, że syn jest podejrzany o rozbój z użyciem ostrego narzędzia oraz o zabór mienia w wysokości dwóch tysięcy złotych. Niemal mnie sparaliżowało, przez całą noc nie zmrużyłam oka – opowiada mama Mateusza, Ewa Szuba.
Następnego dnia rodzice chłopaka dowiedzieli się, że ich syn został odwieziony do aresztu w Tarnowie. Wsiedli w samochód i pojechali. Podróż okazała się daremna, niczego się nie dowiedzieli. Umówiliśmy spotkanie z adwokatem, który obiecał, że będzie towarzyszył Mateuszowi w czasie przesłuchania. Zabiegi były niepotrzebne, bowiem później się okazało, że nawet nie planowano przesłuchania – denerwuje się ojczym chłopaka, Mirosław Madejski. Dokładnie po 48 godzinach chłopcy wyszli na wolność. – Jeden z nich wychodził z aresztu boso i bez koszulki, opowiadał nam, że rzeczy zarekwirowali mu policjanci i powiedzieli, iż zostały wysłane do laboratorium. Bezpodstawne oskarżenie i aresztowanie chłopaków to jedno, a drugie to niepotrzebne wydawanie przez policję pieniędzy podatników, bo wszystkim zatrzymanym robiono badania DNA i krwi – dodaje Madejski.
Rodzice Mateusza łączą sprawę aresztowania syna i jego kolegów z napadem na sklep spożywczy w Jasieniu. Dokładnie tego samego dnia, dwie godziny przed zatrzymaniem chłopaków, do sklepu w Jasieniu wszedł mężczyzna, przystawił ekspedientce pistolet do głowy i zażądał wydania pieniędzy z kasy. – Dziewczyna się wystraszyła i pieniądze oddała. Scenę tę widział przez okno mężczyzna, który miał zamiar wejść do sklepu, kiedy jednak zauważył, co się dzieje, wycofał się i zadzwonił po policję – opowiada sołtys Jasienia, Leszek Klimek.
Sołtys był też świadkiem zatrzymania młodych mężczyzn. –Po napadzie policja obstawiła wszystkie drogi, akurat przejeżdżałem „czwórką”, gdy zatrzymywali tych czterech chłopaków. Widziałem, jak położyli ich na drodze i zakładali im kajdanki.
Brzeska policja nie daje jednoznacznej odpowiedzi, czy faktycznie zatrzymanie miało związek z napadem na sklep. Zastępca komendanta powiatowego, Roman Gurgul twierdzi, że zgodnie z prawem wszystkim zatrzymanym przysługiwała możliwość złożenia zażalenia na pracę policji. – Z tego, co wiem, żaden z zatrzymanych nie złożył takiej skargi w wymaganym czasie. To, że ci młodzi ludzie zostali wypuszczeni z aresztu wcale nie oznacza, iż są niewinni. Przekazaliśmy sprawę do prokuratury i to ona prowadzi dalsze postępowanie – wyjaśnia komendant Gurgul.
– Mateusz to bardzo skryty chłopak, trochę zamknięty w sobie. Od tamtego wydarzenia jeszcze bardziej się wycofał, źle się czuje, boi się wychodzić, atmosfera w domu jest fatalna. Robimy, co możemy, żeby podnieść go na duchu, ale niewiele to pomaga – skarży się pani Ewa. –To była dla niego wielka trauma, mam nadzieję, że wspólnie jakoś sobie z tym poradzimy.
Rodzice Mateusza nie napisali skargi do prokuratury, bo – jak twierdzą – i tak niewiele by to dało. Pani Ewa nosi się z zamiarem wysłania pisma do komendanta wojewódzkiego.
– Sprawiedliwości się nie doczekam, ale niech przynajmniej przełożeni brzeskich funkcjonariuszy wiedzą, co się stało – dodaje Ewa Szuba.

REKLAMA
REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o