Zabijają dla mięsa i… zabawy

0
82
REKLAMA

– Kłusownictwo nie słabnie, ta barbarzyńska tradycja przechodzi często z pokolenia na pokolenie. Każdego roku znajdujemy w lasach tysiące sztuk wnyków, sideł i innych przebiegle skonstruowanych pułapek na zwierzęta. Kłusownictwa nie da się całkowicie wyplenić, ale przeciwdziałamy mu, jak możemy… – zapewniają także w Okręgowej Radzie Łowieckiej w Tarnowie.
W tym przeciwdziałaniu jednymi z najaktywniejszych są myśliwi z KŁ „Dzik”. Mają już na swoim koncie sukcesy w organizowaniu zasadzek i ujawnianiu nielegalnie polujących przy użyciu broni palnej oraz kłusowników-wnykarzy, zadających dzikiej zwierzynie największe cierpienia.
Przed paroma laty dzięki zasadzce urządzonej przez myśliwych schwytano czterech mężczyzn. Jeden z nich, uzbrojony w nielegalną broń, zastrzelił młodą sarnę i za ten czyn odpowiadał przed sądem. A w styczniu tego roku tarnowscy policjanci zatrzymali (przy aktywnym wsparciu myśliwych koła z Pogórskiej Woli) 58-letniego kłusownika. Przy pomocy własnoręcznie wykonanych pułapek polował on w okolicznych lasach na dziki i sarny – stróże prawa znaleźli w jego gospodarstwie wnyki i linki, a także skóry zabitych nielegalnie zwierząt. Mężczyźnie, który swoim przestępczym działaniem naraził Skarb Państwa, jak oszacowano, na stratę 14 tysięcy złotych, grozi nawet kara pozbawienia wolności.
– Ten zatrzymany mężczyzna należy do kategorii starszych, zatwardziałych kłusowników, którzy podtrzymują w rodzinach przestępczą tradycję i zabijają zwierzynę dla mięsa i trofeów. Na drugim biegunie są zwykle młodzi ludzie polujący z nielegalnie przywożonej z zagranicy broni – dla sportu, dla zabawy – tłumaczy D. Rzepecki. – Upodobali sobie górzyste tereny Zalasowej, Szynwałdu, Trzemesnej i tam, często przy użyciu reflektorów, strzelają do zwierząt. W ubiegłym roku skłusowali w ten sposób jelenia, ale nie powinni spać spokojnie, mamy już krąg podejrzanych…
Aktywna postawa myśliwych z „Dzika” wywołuje najwyraźniej wściekłość u kłusowników, czego dowodem są niszczone ambony myśliwskie w Pogórskiej Woli i Ładnej. W ubiegłym roku jedna z tych budowli zniknęła całkowicie z miejsca, w którym stała, i sprawcy do dziś pozostają nieznani. Myśliwi nie dają się jednak zastraszyć, tym bardziej że mają sojusznika w Straży Rybackiej – mobilnej grupie uzbrojonej w broń ostrą i poruszającej się terenowym samochodem. Przed rokiem wyposażono ją dodatkowo w uprawnienia straży łowieckiej.
W sukurs myśliwym przychodzi też policja, co daje im większą pewność siebie i poczucie bezpieczeństwa.
– Wspólne zaangażowanie daje na pewno lepsze wyniki, musimy jednoczyć siły w zwalczaniu tego procederu, który wciąż jest groźny i przynosi niemałe szkody – przekonują myśliwi.
Funkcjonariusze Komendy Miejskiej Policji w Tarnowie od sześciu lat wspierają myśliwych i strażników łowieckich w eliminowaniu kłusownictwa. Najbardziej zaangażowani są policjanci z komisariatu „Centrum” i posterunku w pobliskim Skrzyszowie. Kilka razy w roku organizują akcje pod kryptonimem „Knieja”, o prewencyjnym i operacyjnym charakterze. Uruchamiane są wówczas wspólnie drogowe posterunki kontrolne w Pogórskiej Woli, Szynwałdzie, Skrzyszowie, Ładnej i innych miejscowościach. Policjanci zatrzymują do kontroli pojazdy, sprawdzają bagażniki i idzie fama, że prowadzone są akcje przeciwko kłusownikom. Niekiedy stróże prawa łapią przestępców niemal na gorącym uczynku – w Skrzyszowie, w jednym z samochodów znaleziono przed paroma laty nielegalny sztucer i tuszę dopiero co skłusowanej sarny.
Myśliwi i policjanci przyznają też, że do głosu zaczyna dochodzić społeczne potępienie kłusownictwa, zastępując wcześniejszą obojętność czy nawet bierne przyzwolenie.

REKLAMA
REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o