Zabił matkę, babcię i psa

0
103
zabojstwo-sobolewo
REKLAMA

Piętrowy, zadbany dom w Sobolowie w gminie Łapanów jeszcze niedawno rozbrzmiewał głosami całej rodziny. Teraz zalega w nim złowroga cisza.
– Wyjaśniamy przyczyny zbrodni, do jakiej doszło w jednym z domów w Sobolowie oraz motywy działania sprawcy – mówi Łukasz Ostręga, rzecznik prasowy bocheńskiej policji. – W ostatni piątek, kilka minut po godzinie 13, otrzymaliśmy zgłoszenie od sąsiadów zaniepokojonych tym, co dzieje się na sąsiedniej posesji, z prośbą o niezwłoczną interwencję. Policjanci natychmiast wyruszyli pod wskazany adres. Na miejscu znaleźli ciała dwóch kobiet w wieku 49 i 78 lat. Obydwie zmarły prawdopodobnie wskutek ran zadanych ostrym narzędziem. Do wyjaśnienia zatrzymany został 25‑letni mężczyzna podejrzany o zadanie śmiertelnych ciosów swoim krewnym. Ze wstępnych ustaleń wynika, że był on wcześniej leczony psychiatrycznie. Podobno od października korzystać miał z pomocy poradni zdrowia psychicznego. Od tego czasu nie chodził również do pracy.
Policjanci pracujący na miejscu pod nadzorem prokuratora zabezpieczyli liczne ślady. Na ich podstawie będą chcieli ustalić przebieg całego zdarzenia.
– Powody nie są znane – przyznaje Łukasz Ostręga. Nie wiadomo, czy w ogóle poznamy motyw, ponieważ Marcin S. odmówił składania wyjaśnień. Pozostaną domysły i spekulacje. I pytanie – dlaczego?
Dom jest w pastelowej zieleni, okazały. Obok drugi – mały, niski. W tym pierwszym mieszkała 49‑letnia Barbara, od czterech lat wdowa, matka pięciorga dzieci. Najmłodsza z córek ma lat 15, najstarsza 28, między nimi jest trzech braci. Na tym samym podwórku, ale w osobnym, niewielkim domku gospodarzyła się 78‑letnia matka Barbary. Kobiety żyły w zgodzie.
– To była zwyczajna rodzina – zapewnia Łukasz Ostręga. – Zero interwencji.
Stanisław Kufta, sołtys Sobolowa, potwierdza.
– Złego słowa nie powiem. Spokojna rodzina, dzieci zadbane, dom też. Zresztą ona za dziećmi to by w ogień poszła. Dlatego trudno to wszystko pojąć. Mąż pani Barbary zmarł kilka lat temu, ona sama jakiś czas temu podźwignęła się z poważnej choroby. Dorabiała do domowego budżetu, piekąc ciasta i opiekując się dziećmi.
– Nic nie wskazywało, że może się tam wydarzyć coś tak strasznego – mówią mieszkańcy.
W piątkowe przedpołudnie w domu były tylko trzy osoby. Barbara i jej matka prawdopodobnie przebywały w kuchni, gdy doszło do zbrodni.
– Marcin S. najpierw zabił matkę, potem swoją babcię. Policjanci, którzy przybyli na miejsce, zastali go na podwórku zakrwawionego – relacjonuje Mariusz Ciarka, rzecznik małopolskiej policji. – Gdy wsadzali go do wozu, śpiewał pod nosem „miała matka syna jedynego”.Zanim jednak dyżurny bocheńskiej komendy odebrał dramatyczny telefon, do domu wróciła ze szkoły 15‑letnia Magda, najmłodsza z córek. Widząc, co się stało, chciała wezwać pomoc. Brat zabronił, żądał, by uprzątnęła mieszkanie i była cicho. Dziewczynie udało się wybiec z domu, krzykiem zaalarmowała mieszkańców sąsiedniej posesji. To właśnie jeden z sąsiadów zawiadomił policję.
Marcin S. zanim znalazł się w izbie zatrzymań, trafił do bocheńskiego szpitala. Tam pobrano mu krew, by stwierdzić, czy jest pod wpływem alkoholu lub innych środków odurzających. Następnego dnia prokurator rejonowy w Bochni przesłuchał mężczyznę i przedstawił mu w sumie cztery zarzuty: zabójstwa matki i babci, zabicia psa oraz grożenia śmiercią siostrze. Pierwszy z zarzutów mówi o pozbawieniu życia matki poprzez kilkukrotne ugodzenie jej nożem w głowę, klatkę piersiową, plecy i brzuch. Rany kłute i cięte spowodowały wykrwawienie i zgon. Liczne rany stwierdzono również na ciele 78‑letniej babci, co dowodzi, że starsza pani zginęła w podobny sposób.
– Ponadto prokurator zarzucił mężczyźnie zabicie psa poprzez spowodowanie obrażeń w okolicy łba – wylicza Elżbieta Potoczek‑Bara, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Tarnowie. Kolejny zarzut dotyczy stosowania przemocy i groźby pozbawienia życia wobec 15‑letniej siostry.
Sąd zastosował wobec podejrzanego trzymiesięczny areszt. Powstała obawa, że Marcin S. może stanowić zagrożenie dla pozostałych członków rodziny. On sam przyznał się do zarzucanych mu czynów, jednak odmówił składania wyjaśnień. Grozić mu może 25 lat więzienia, a nawet dożywocie.
Dziećmi zaopiekowała się najbliższa rodzina. Psycholodzy pojawili się na miejscu równie szybko jak policjanci.

REKLAMA
REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments