Zagadka pięćset piątego kilometra

0
25
Od tego miejsca zaczyna się odcinek A4, który wzbudza niepokój kierowców | Fot. autor

Niektórzy, niestety, tracą życie. Co ciekawe, w przypadku jednego z odcinków znów pojawia się pogłoska o złym wpływie na kierowców podziemnej żyły wodnej albo… istnieniu jakiegoś „fatum”.
Już w przeszłości pisaliśmy o tym, że tarnowski odcinek A4 obfituje w liczne kolizje i wypadki. Od tamtego czasu nie widać poprawy. Każdego roku policja notuje ponad 100 takich zdarzeń. W I kwartale tego roku było ich 32, ale wraz z nastaniem wiosny i lata oraz wzrostem natężenia ruchu liczba ta prędko rosła. Tylko w maju wynosiła 23. Wiele wskazuje na to, że także w tym roku zdarzeń na tym fragmencie A4 będzie nie mniej niż 100. Zwykle są to kolizje, w których nie ma ofiar w ludziach, ale czasem również groźne wypadki. Niedawno między węzłami Tarnów Mościce i Tarnów Centrum z przejeżdżającej ciężarówki wypięła się przyczepa i uderzyła w busa. Dwie osoby trafiły do szpitala. Końcem sierpnia kierowca, który wyszedł z samochodu osobowego zatrzymanego na pasie awaryjnym, gdyż źle poczuło się przewożone dziecko, został potrącony przez ciężarówkę. Zginął na miejscu. Do tragedii doszło w pobliżu węzła Tarnów Mościce.
Na tarnowskim odcinku A4 dochodzi też do małych karamboli. Trzy miesiące temu na wysokości Szczepanowa k. Brzeska najechało na siebie 8 pojazdów.W poszukiwaniu paliwa
– Zauważamy ciągle ten sam problem – podkreśla podinsp. Kukla. – Wielu kierowców nie rozumie, że podczas jazdy autostradą trzeba się wykazać szczególną techniką jazdy. W przypadku dużych prędkości wymagane są wyższe umiejętności. Niektórym ich brakuje, nie mają doświadczenia w kierowaniu na trasach szybkiego ruchu, wydaje się im, że skoro jest przed nimi kawał prostej drogi, wystarczy tylko wcisnąć gaz. Dlaczego podczas opadów jest tyle stłuczek? Ponieważ część kierowców mimo śliskiej jezdni nie zwalnia, nadal jedzie grubo powyżej 100 km na godz. Na autostradzie tworzy się coś w rodzaju tunelu powietrznego zasysającego z jezdni wodę. W takich warunkach opony łatwo tracą przyczepność.
Pani nadinspektor zwraca jeszcze uwagę na inne, bardzo nierozważne zachowanie kierowców.
– Nasze patrole otrzymują informacje o kierowcach, którzy pieszo wędrują wzdłuż autostrady z jakimiś pojemnikami i poszukują najbliższej stacji benzynowej, stwarzając dla siebie i innych poważne zagrożenie.
Takie wędrówki są skutkiem tego, że na A4 między Rzeszowem i Tarnowem wciąż nie ma stacji paliw, co niektórych kierowców zaskakuje w drodze.


Złowieszcze promieniowanie?
Typowa kolizja na tym odcinku A4? Taka jak ta niedawna w okolicach Brzeska. Samochód osobowy uderzył w bariery energochłonne pomiędzy pasami, odbił się od nich i zatrzymał na pasie awaryjnym. Ci, którzy mają mniej szczęścia dodatkowo dachują.
Policjanci przypominają, że podczas podróży autostradą trzeba pamiętać także o zachowaniu właściwej odległości między pojazdami, często kontrolować w lusterkach to, co się dzieje za naszym pojazdem, nie zajeżdżać drogi szybciej poruszającym się samochodom bądź motocyklom.
Zagadką jest 505. kilometr autostrady, w rejonie Lisiej Góry – w ciągu niespełna trzech lat doszło tam do ponad 30 kolizji i wypadków. Może dlatego znowu pojawiła się pogłoska, że na trasie oddziałują na kierowców podziemne żyły wodne powodujące szkodliwe dla człowieka promieniowanie. Przypomina się zatem stara historia związana z fragmentem dawnej drogi krajowej nr 4 (obecnie DK 94) między Ładną i Pogórską Wolą, gdzie na prostym odcinku przy dobrej widoczności często dochodziło do wypadków. Do dzisiaj można usłyszeć, że sprawcą nieszczęść mogła być przebiegająca tędy żyła wodna. Obecnie wypadków jest tam mniej, ale mniej jest pojazdów, które w dużej części przeniosły się na A4. O podziemnych ciekach mówi się też w okolicach Gorzkowa między Bochnią i Brzeskiem.

A może tu… straszy?
Wiadomo, że w niektórych zakątkach kraju na drogach pojawiły się ostrzeżenia o występujących żyłach wodnych, choć nie były to typowe znaki, gdyż takich, które byłyby przypisane ciekom, w kodeksie drogowym nie ma. Potem te ostrzeżenia zniknęły. GDDKiA nawet nie chce słyszeć o takim rozwiązaniu. Ale odcinek „505” został zaopatrzony w znany kierowcom znak „Uwaga, wypadki! ”.
W niedawnej rozmowie z dr. Franciszkiem Pulitem, geologiem z Tarnowa, usłyszeliśmy, że prastare koryta Dunajca przecinają na wschód i na zachód od Tarnowa zarówno starą „czwórkę”, jak i obecną autostradę.
– Żyły wodne mogą mieć wpływ na reakcje kierowców, ale tylko tych, którzy wykazują szczególne skłonności do reagowania na ten typ bodźców. Generalnie jednak nie przesadzałbym z twierdzeniem, że ów wpływ, który wywierają podziemne cieki, jest znaczący. Przyczyn wypadków poszukiwałbym raczej na innych polach – mówi dr Pulit.
– Mówią, że pod autostradą znajduje się jakieś stare cmentarzysko, może ono „straszy”? – uśmiecha się pan Andrzej, kierowca z Zaczarnia. Na co dzień jeździ dostawczakiem, współpracuje z firmą remontowo-budowlaną. Zaczarnie leży po południowej stronie A4, w pobliżu osławionego 505. kilometra.
Ludzie często dają wiarę, że za niebezpiecznymi drogami stoi „fatum”, ale podczas prac ziemnych związanych z A4 i prac wykonywanych przez archeologów nie natrafiono na tym terenie na ślady jakiegokolwiek cmentarza.
– Rzeczywiście, coś niepokojącego dzieje się na tej trasie – mówi Stanisław Sysło, sołtys Zaczarnia. – Dochodzą do mnie różne słuchy. Mówi się o żyle wodnej, ale także o tym, że nawierzchnia drogi jest źle wyprofilowana, że w czasie deszczu nadmiar wody spływa z jednego pasa na drugi, tworząc niebezpieczną wodną poduszkę. Ja się na tym nie znam, ale myślę, że fachowcy powinni to dokładnie sprawdzić.
Okazuje się, że na wniosek tarnowskiej policji Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad przeprowadziła badania, które miały wykazać, czy wspomniany fragment A4 nie jest obarczony błędami inżynierskimi i czy prawidłowo została wykonana nawierzchnia. Uchybień nie stwierdzono.
Generalnie w Polsce, inaczej niż w Europie Zachodniej, autostrady są bardziej niebezpieczne od innych dróg. Niedawno problemem zajęła się NIK, a w przedstawionym raporcie napisano: „Liczba wypadków i ich ofiar na autostradach i drogach ekspresowych, w przeliczeniu na 1000 km długości, była w 2016 r. aż pięciokrotnie większa niż na drogach publicznych”.

Niewyjaśniona tajemnica
Pan Andrzej wspomina jeszcze tragiczny wypadek w okolicy Zaczarnia, który zdarzył się wiosną. 22-letni kierowca z pow. tarnowskiego, prowadząc samochód osobowy bmw, wpadł na znajdujący się na pasie awaryjnym pojazd służby drogowej. Mężczyzna zginął na miejscu. Co istotne, na chwilę przed tym zdarzeniem w tym samym miejscu doszło do innego wypadku, na szczęście już nie tak tragicznego w skutkach. Wcześniej padał deszcz, jezdnia była mokra.
Nie wiadomo, czy kiedykolwiek zagadka 505. kilometra zostanie wyjaśniona, ale najlepiej się stanie, jeśli kierowcy zachowają tam szczególną ostrożność, tak jak zresztą na pozostałych odcinkach.
W ciągu doby na tarnowskim fragmencie A4, od Bochni po Jastrząbkę, pojawia się średnio od 15 do 30 tys. pojazdów, w zależności od wybranych odcinków.

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o