Zaginiona z Borzęcina nie żyje

0
146
Policja i strażacy wyławiają z Uszwicy ciało zaginionej na początku stycznia Grażyny Kuliszewskiej | fot. KW Policji w Krakowie
REKLAMA

Nikt z obecnych przy wyławianiu zwłok znalezionych w Uszwicy, zaledwie kilka kilometrów od miejsca, w którym 3 stycznia w niewyjaśnionych okolicznościach zaginęła 34‑letnia Grażyna Kuliszewska, nie był w stanie określić, czy należą one do kobiety, czy do mężczyzny. Śledczy określili wstępnie, że leżały w wodzie kilka tygodni. Rzecznik Komendy Wojewódzkiej Policji z Krakowa, Sebastian Gleń mówił, że ciało jest w stanie głębokiego rozkładu.
– Ciało rozchodziło się nam w rękach, dopiero po kilku próbach udało się je położyć na noszach. Jak jeden z policjantów dał znak, żebyśmy sprawdzili teren pod sporą wyrwą przy skarpie Uszwicy, od razu natrafiliśmy na coś miękkiego. Kiedy zobaczyłem to „coś” po wyciągnięciu wody, byłem przerażony. Mimo że z wyglądu nie przypominało to człowieka, wiedziałem, że to ludzkie zwłoki… Całe pokryte mułem, czarne, ubrania w strzępach, ale najbardziej wystraszył mnie widok twarzy, odchodząca płatami niemal czarna skóra, oczy zasypane ziemią… Nigdy w życiu nie widziałem czegoś tak okropnego – wyznaje strażak, który wraz z policjantami i pracownikami laboratorium kryminalistycznego wyłowił z Uszwicy zwłoki.
Ciało, po oględzinach dokonanych przez prokuratora i techników kryminalistycznych odwiezione zostało do Zakładu Medycyny Sądowej w Krakowie, gdzie 1 marca poddane zostało sekcji. Ta dopiero wykazała, że zwłoki należą do kobiety. – Żadnej z wersji nie można wykluczyć, jednak na razie nie ma żadnych dokładnych przesłanek, aby przyjąć, że odnalezione ciało należy do zaginionej Grażyny Kuliszewskiej. W czasie sekcji pobrano wiele próbek do badań, także na ustalenie DNA. Po uzyskaniu wyników badań wyjaśni się sprawa tożsamości odnalezionej kobiety, wiadomo będzie także, co było przyczyną jej śmierci. Wiadomo, że kobieta ubrana była w odzież wyjściową, nie mamy jednak dokładnej wiedzy na temat, w czym Kuliszewska wyszła z domu 3 stycznia – mówił Gleń tuż po zakończeniu sekcji.
Głos w sprawie zajął także detektyw Bartosz Waremczuk, którego wynajął mąż Grażyny Kuliszewskiej – Czesław. Twierdził on, że to na pewno ciało Kuliszewskiej zostało wyłowione z Uszwicy, detektyw wyraził też nadzieję, iż już wkrótce sprawcy jej śmierci zostaną aresztowani.
W miniony poniedziałek do Zakładu Medycyny Sądowej w Krakowie przyjechała rodzina zaginionej na próbę rozpoznania zwłok i siostra zaginionej stwierdziła po okazaniu, że to Grażyna. Ciało mieli rozpoznać również inni członkowie rodziny, w tym Czesław Kuliszewski. Dowiedzieliśmy się, iż stało się to tylko dzięki znakom szczególnym – tatuażom, które miała zaginiona kobieta, i charakterystycznej biżuterii.
– Potwierdzenie tożsamości ofiary pozwala odrzucić kilka wątków prowadzonego śledztwa. Nieaktualne już są poszukiwania, wiemy, że nigdzie nie wyjechała. Postępowanie zawężone zostało do sprawdzenia, czy nie doszło do nieszczęśliwego wypadku albo czy Grażyna Kuliszewska nie została zamordowana. Wiele wyjaśnią pobrane w czasie sekcji próbki i wykonane badania, które określą mechanikę i przyczyny zgonu. Opinia na ten temat zostanie sformułowana po uzyskaniu wyników badań laboratoryjnych, wszystkie wyniki znane będą za kilka dni – mówi rzecznik Prokuratury Okręgowej w Tarnowie, Mieczysław Sienicki.
W prokuraturze mówią, że w czasie intensywnego śledztwa przyjęli już pewne hipotezy, nie chcą jednak ujawniać szczegółów. – Mamy już pewne typy, ale musimy bazować na dowodach – dodaje Sienicki.

REKLAMA
REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o