Zarabiają na słońcu, będą we… wnętrzu Ziemi

0
80
farma-w-Wierzchoslawicach
REKLAMA

Za tę inwestycję gmina Wierzchosławice została laureatem konkursu na „Gminę przyszłości 2011”, zorganizowanego przez Forum Rozwoju Efektywnej Energii. Już dziś widać, że pomysł lokalnego samorządu, by mocno postawić na nowatorskie przedsięwzięcia z zakresu wykorzystania odnawialnych źródeł energii, był przysłowiowym strzałem w dziesiątkę.

REKLAMA

 

Nie wieje, ale grzeje

Najpierw kombinowali z wiatrem, ale w Wierzchosławicach zbyt mocno nie wieje. Nie narzekają za to na brak promieni słonecznych i ten fakt w pierwszej kolejności postanowili wykorzystać. – Gdy pojawiła się szansa zdobycia unijnych pieniędzy na różne nietypowe przedsięwzięcia, wójt Wiesław Rajski postanowił postawić na źródła odnawialne. Zależało mu na wykonaniu z zewnętrznym dofinansowaniem takich inwestycji, które w przyszłości przynosiłyby gminie dochody. I tak powstała spółka, w której samorząd ma sto procent udziałów – opowiada Marcin Wasa. – Szybko sporządziliśmy dokumentację niezbędną dla budowy farmy fotowoltaicznej i złożony został wniosek do programu unijnego, który został zaakceptowany. Zaciągnęliśmy też pożyczkę w Wojewódzkim Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej.
Za przeszło 10 mln zł w nieco ponad dwa miesiące na dwuhektarowej działce obok stacji uzdatniania wody w Wierzchosławicach zainstalowano panele fotowoltaiczne o łącznej mocy 1 MW. 30 września 2011 roku uruchomiono urządzenia. – Łatwo było zamontować. Niepotrzebne były fundamenty, bo konstrukcja została wbita w ziemię – tłumaczy prezes Wasa. – Czas realizacji inwestycji został skrócony też dlatego, że nie musieliśmy się starać o pozwolenie budowlane – ze względu na prostotę konstrukcji wystarczyło zgłoszenie o budowie.


Handlują prądem i… „zielonymi świadectwami”

Farma działa w ten sposób, że pozyskiwana przez panele fotowoltaiczne energia z promieni słonecznych spływa do przetwornic, które zamieniają prąd stały na zmienny i przez transformator przesyłany jest do sieci elektrycznej. Odbiorcą prądu jest Tauron. Sprzedawane są też tzw. zielone świadectwa firmom, które muszą wykazać się przed Urzędem Regulacji Energetyki odpowiednim procentem energii pozyskanej ze źródeł odnawialnych. Instalacja sama się włącza, gdy zaczyna świecić słońce, i wyłącza, gdy robi się pochmurno. Zatrudnionych jest tylko dwóch elektryków, którzy mają zjawiać się w razie potrzeby.
Instalacja przynosi dochód. W przyszłym roku do gminnej kasy wpłynąć ma ekstra od 450 do 750 tys. zł – takie są szacunki, a wysokość zysku uzależniana jest od tego, jak mocno będzie świeciło słonce. – Fotowoltaika to przyszłość i będziemy jeszcze mocniej w nią inwestować – zdradza prezes EW. – Myślimy o rozbudowie wierzchosławickiej farmy, podobną instalację chcielibyśmy ustawić w Rudce. Jak szybko zrealizujemy nasze plany, zależeć będzie od tego, kiedy zdobędziemy pieniądze.
Założenia są takie, aby w przyszłości wierzchosławicka gmina zarabiała na słońcu od 4 do 8 mln zł rocznie.

Teraz odwiert geotermalny

Prezes Wasa twierdzi, że nie ma dnia, aby ktoś nie chciał zwiedzić farmy, nie pytał, jak działa, jak to możliwe, iż we wsi pod Tarnowem coś takiego udało się zrobić… – Oprowadziłem już przeszło sześćdziesiąt wycieczek zarówno krajowych, jak i zagranicznych – wyjawia. – Przyjeżdżają samorządowcy i pracownicy firm prywatnych, bo Polska jest białą plamą, jeśli chodzi o fotowoltaikę, a u nas jest pierwsza w kraju tak duża wytwórnia prądu ze słońca.
W Wierzachosławicach się cieszą, bo gmina zyskuje nie tylko kasę, ale też promocyjnie. Idą za ciosem i nie tylko chcą produkować więcej prądu ze słońca, ale przygotowali już kolejny nowatorski projekt – będą poszukiwać w Bobrownikach Małych wód termalnych, bo z przeprowadzonych przez pracowników Polskiej Akademii Nauk prac geologicznych wyszło, że tam jest największa szansa na ich znalezienie. Uzyskano koncesję na wykonanie odwiertu o głębokości 3600 metrów, potrzeba na to około 23 mln zł. Połowę tej kwoty obiecał dać Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, teraz spółka prowadzi negocjacje ze współinwestorem, który pokryłby część wkładu własnego. Wiercenie rozpocząć się ma w marcu 2012 roku i potrwać może nawet do półtora roku.
– Gdy okaże się, że trafiliśmy na zasoby wód termalnych, to trzeba będzie zrobić drogi odwiert, aby woda, z której odzyskiwać będziemy ciepło, mogła być z powrotem wtłaczana – stwierdza M. Wasa. – Wiemy, że to ryzykowne przedsięwzięcie, bo tego, czego szukamy, możemy po prostu nie znaleźć. Ale gdyby się udało, to korzyści w przyszłości mogą być ogromne. Wystarczy wyobrazić sobie, ilu ludzi by się do nas zjeżdżało, gdyby powstały baseny termalne w odległości niespełna trzech kilometrów od węzła autostradowego…

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o