Zbuntowani ratownicy

0
67
Brzeski Ośrodek Sportu i Rekreacji od kilku miesięcy boryka się z problemem związanym z pracującymi na pływalni ratownikami, z tego powodu już od początku lipca basen czynny jest kilka godzin krócej

Nie jest wykluczone, że niektórym z nich sprawa może odbić się czkawką, bo BOSiR wystąpił do Zakładu Ubezpieczeń Społecznych o zbadanie zasadności wydania zwolnień.
– Nie mogę pracować z ludźmi nieodpowiedzialnymi, którzy nie identyfikują się z firmą, psują jej wizerunek wśród klientów, nie stosują się do poleceń szefa. Nie muszę nikogo przekonywać, że na basenie najważniejsze jest bezpieczeństwo kąpiących się, a nie zapewniają go ratownicy, którzy rozmawiają przez telefon bądź znajdują się w miejscach nieodpowiednich – mówi dyrektor Brzeskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji, Marek Dadej.
Konflikt na linii ratownicy –dyrektor trwa już od początku roku, zaczęło się od tego, że szef pływalni zaostrzył rygor wobec podwładnych i zażądał od nich, aby w większym stopniu zabezpieczali miejsca, w których przebywają kąpiący się, szczególnie dzieci.
– Klienci skarżyli się na ratowników i podawali przykłady na to, że ci nie wykonują odpowiednio swoich obowiązków. Zacząłem od przeglądnięcia monitoringu i powiem szczerze, że nogi się pode mną ugięły, jeden z ratowników rozmawia przez telefon, inny stoi tyłem do niecki basenu, a jeśli do tego dołączyć dzikie lekcje nauki pływania, to nie wyglądało to dobrze – relacjonuje dyrektor Dadej. Postanowił wprowadzić zmiany w regulaminie pływalni, od tej pory do nauki pływania mógł być wykorzystywany tylko jeden tor i to za jego zgodą. Oprócz tego w regulaminie wprowadzono zapis, że zyski z lekcji nauki pływania dzielone będą po połowie między ratowników i BOSiR. – Uznałem, że jest to podział sprawiedliwy, w końcu basen to obiekt publiczny i nie może być tak, że korzyści czerpią tylko ratownicy – uzasadnia swoją decyzję Dadej.
O braku dyscypliny i dzikich lekcjach pływania opowiadają także sami ratownicy.
– Wiele razy byłem w sytuacji, że praktycznie sam musiałem obstawiać całą pływalnię. Koledzy prowadzili lekcje i nie byli w stanie w tym czasie pilnować klientów. Co gorsza, wzmagali bałagan na basenie, bo prowadzili zajęcia na kilku torach. To były trudne dni, biegałem od zjeżdżalni do małej niecki, w której kąpią się małe dzieci, i znowu do dużego basenu. Uważam, że dyrektor słusznie postąpił, zakazując prowadzenia lekcji w godzinach pracy, jednego z drugim nie dało się w żaden sposób połączyć – mówi anonimowo jeden z ratowników.
Mimo nowych przepisów skargi klientów na ratowników nie ustały.
– Na moje uwagi odpowiadali, że wszystko jest w porządku, że widzą taflę wody i zapewniają kąpiącym się bezpieczeństwo. Jednak obserwacja powierzchni wody to tylko połowa pracy, ratownik musi widzieć dno basenu, znane są przypadki tak zwanych cichych utonięć, pływający słabnie i bez żadnych wyraźnych oznak osuwa się na dno niecki – wyjaśnia dyrektor. W kwietniu personel ratowniczy wystąpił o podwyżki, zarządzający w BOSiR tłumaczyli, że w trakcie roku budżetowego jest to niemożliwe i będą zabiegali, aby roszczenia finansowe ratowników zostały spełnione w przyszłym roku. Ci zareagowali na to w ten sposób, że blisko 80 procent załogi poszła na zwolnienia lekarskie. W maju i czerwcu sytuacja na pływalni była bardzo trudna. – Aby zapewnić pracę całego obiektu, muszę mieć minimum trzech ratowników na zmianie, kiedy było dwóch unieruchamialiśmy jacuzzi albo mały basen, nie było innego wyjścia. Na początku lipca zdecydowałem, że pływalnia czynna będzie tylko na jedną zmianę, sądziłem, iż dojdę do porozumienia z ratownikami i w sierpniu sytuacja wróci do normy, tak się jednak nie stało – dopowiada Marek Dadej.
Na koniec lipca dyrektor zwołał zebranie z ratownikami.
– Rozmawiałem z każdym z osobna, z kilkoma osobami musiałem się rozstać, pozostałym zaproponowałem 500-złotową podwyżkę. Dodatkowo zażądali, aby na sierpień dać im urlopy, chcieli także sami układać grafiki lekcji nauki pływania i sami pobierać za nie opłaty. Na to zgodzić się nie mogłem, więc moja propozycja podwyżki nie została przyjęta. Dlatego postanowiłem, że podobnie jak w lipcu także w sierpniu pływalnia czynna będzie tylko na jedną zmianę. Bałem się, że ratownicy będą korzystać z urlopów na żądanie i z bezpłatnych. Dochodziły także do mnie słuchy, że ratownicy zapowiadali, iż będą paraliżować pracę pływalni. Lekceważąco mówili, że oni pracują tak, jak im płacę. Nie mogłem zatem ryzykować i nie zdecydowałem o otwarciu basenu na dwie zmiany – twierdzi Dadej.
Dyrektor Dadej wylicza, ile ratownicy zarabiają.
– Ich zarobki od kilku lat stale rosną, nie są to duże kwoty – 100‒150 złotych rocznie, teraz wysokość ich pensji wynosi 2400 złotych, ale oprócz pensji mają nagrody jubileuszowe, wczasy pod gruszą, 13-tki, darmowe szkolenia i wreszcie nagrody roczne w wysokości od dwóch do trzech tysięcy złotych. Do tego trzeba jeszcze doliczyć zyski z lekcji nauki pływania. Zdaję sobie sprawę, że osoby, które chronią zdrowie i życie innych ludzi, powinny być dobrze opłacane, ale musimy pamiętać także o realiach finansowych gminy, pływalnia może funkcjonować dzięki jej dotacjom.
Od 1 września na pływalni zacznie się trzytygodniowa przerwa technologiczna, a dyrekcja musi w tym czasie rozwiązać ratownicze problemy, jak się jednak zdaje, nie będzie z tym większego problemu. Kilka osób skierowanych zostało na kursy dla ratowników, przejdą one także szkolenie z zakresu ratownictwa medycznego.
– Nie jest także wykluczone, że skorzystamy z propozycji firm, które oferują pracę ratowników, pobierają opłaty w wysokości 24 złotych za godzinę. Rozmawiałem z kilkoma dyrektorami pływalni, którzy bardzo sobie chwalą takie rozwiązania – mówi dyrektor Dadej.

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o