Znowu ruszymy do Ameryki?

0
136
Wkrótce wystarczy kupić tylko bilet
REKLAMA

Prezydent USA Donald Trump zapowiedział zniesienie wiz wjazdowych dla Polaków udających się do Stanów. Miałoby to nastąpić do marca 2020 roku. Okolice Żabna czy Szczurowej już się z tego cieszą. Wprawdzie ludzie stamtąd nie ruszą znowu szturmem na Amerykę, żeby zarabiać tam w dolarach, polepszyć sobie byt, tak jak bywało w przeszłości, ale dostrzegają inną korzyść.

REKLAMA

Liczą przede wszystkim na to, że wreszcie pojadą do USA, żeby odwiedzić rodzinę i zobaczyć tę dawną ziemię obiecaną. Ziemię, o której marzyli ich dziadkowie albo rodzice i tam spełniali swoje najśmielsze sny. Choć nie zawsze.
– To już nie te czasy – mówi Krzysztof Lechowicz, przewodniczący Rady Miejskiej w Żabnie. – Pamiętam u nas wielki boom na wyjazdy zarobkowe w latach osiemdziesiątych czy na początku dziewięćdziesiątych, pamiętam wiele opustoszałych domów w okolicy. Ale wtedy była całkiem inna sytuacja. Nie sądzę, aby po zniesieniu wiz odżyła tutaj sprawa wyjazdów za Ocean.
Żabno ma bardzo bogate tradycje związane z wyjazdami zarobkowymi za granicę, tak jak inne okolice w regionie tarnowskim. Ruch emigracyjny na tych terenach zaczął się już w XIX wieku, na sile przybrał przed I wojną światową. Ludzie wyjeżdżali „za chlebem” do różnych krajów, ale szczególnie zauważalne było tzw. wychodźstwo zamorskie. W tym ostatnim przypadku 85 proc. wyjazdów przypadało na Stany Zjednoczone. Trend został utrzymany w następnych dziesięcioleciach, także w PRL. Tylko że w Polsce Ludowej było problemem najpierw otrzymanie od władz komunistycznych paszportu, a potem od władz amerykańskich wizy.
W odwiedziny
– Cieszymy się, że wiz już ma nie być, decyzję tę uważam za bardzo dobrą – dodaje przewodniczący Lechowicz. – Od kilkunastu lat wielu mieszkańców w celach zarobkowych wybiera kraje europejskie, bo to bliżej, wygodniej, dolar stracił dawną moc, ale będzie można liczyć na coś innego. Teraz więcej osób będzie chciało wyjeżdżać do Stanów, by odwiedzić rodzinę, która tam pozostała. Już nie będą musiały poddawać się amerykańskim procedurom, tylko kupią sobie bilet na samolot i polecą. Sam rozważam podróż do USA, by odwiedzić swoich krewnych.
Podobnie myśli Monika Giemza, sołtyska Szczurowej. – Jeśli chodzi o zarobek, ludzie od nas wybierają głównie Niemcy, Włochy, Austrię, Francję. Jeżeli ktoś jeszcze jedzie do Ameryki, to raczej ci, którzy mają już tam rodzinę, która zdążyła się zadomowić i urządzić w nowym kraju. Po zapowiedzi prezydenta USA mnie Ameryka interesuje w sensie turystycznym. Chciałabym ją w końcu zobaczyć, tylko koszty wyprawy są, niestety, dość spore.
Wiele wskazuje, że za kilka miesięcy nie będzie to trudne, przynajmniej w sensie formalnym. Wystarczy sam paszport. W ostatnich dniach Donald Trump, prezydent USA, zgodził się na zniesienie wiz dla Polaków, a według Georgette Mosbacher, ambasador USA w Polsce, powinno to nastąpić najpóźniej do marca przyszłego roku.

Sławne krawaty
W gminie Szczurowa Amerykę widziało i Ameryki doświadczyło już wielu. Więzy Polonii z krajanami nadal są bliskie, w amerykańskich miastach działają kluby na rzecz kilku miejscowości z okolicy. W przeszłości pomagały one finansować budowę w rodzinnych stronach domów ludowych czy remiz strażackich.
O związkach Szczurowszczyzny z Polonią pisze się dużo na stronach gminy, zamieszczając nawet relacje uczniów miejscowej szkoły: „- Mój brat – chwali się Wiola – był w ubiegłym roku 4 miesiące u ciotki i wujka, którzy wyjechali do Stanów w latach 80. Pracował w firmie przy wymianie okien i dużo podróżował. Pokazywał mi slajdy i zdjęcia.
– A babcia – dorzuca Kamila z Górki – powróciła z Ameryki po 12 latach. Kupiła mojemu wujkowi samochód. Mieszka teraz w Krakowie. – Moja ciotka – zgłasza się Wojtek – była w USA 10 lat. Czyściła płytki na ścianach. Skórę na rękach ma przeżartą płynem i mówi, że tam wcale nie jest tak łatwo. Mnie najbardziej podoba się jej zdjęcie przy dużym aucie”.
Swego czasu mówiło się, że Pojawie, licząca ponad 400 mieszkańców wieś w gminie Szczurowa, należy do tych miejscowości w kraju, w których skala migracji do USA w stosunku do liczby ludności jest największa w Polsce. Do dzisiaj żywa jest anegdota, która opowiada, po czym najłatwiej można było kiedyś poznać pojawiaka. Okazuje się, że po kolorowych szerokich krawatach. W latach 60. i 70. docierały one w paczkach z odzieżą wysyłanych przez „Amerykanów” swoim rodzinom w Pojawiu. Charakterystyczne krawaty były swego czasu krzykiem mody w USA, nie stronili od nich nawet ważni amerykańscy politycy czy aktorzy z Hollywoodu. Potem podobne znalazły się w polskim Pojawiu. Słychać, że można jeszcze je tu znaleźć na dnie niejednej szafy…

Nie przyjeżdżają
– Myślę, że likwidacja wiz amerykańskich przejdzie u nas bez większego echa – twierdzi Władysław Mądrzyk, sołtys Pojawia. – W zasadzie kto chciał jechać, to i tak jechał bez problemów, tylko że chętnych szybko ubywało. Ja z żoną też wyjeżdżałem do Stanów i z otrzymaniem wiz nie było żadnych kłopotów. Kiedy odwiedziliśmy polonijny Klub Pojawian w Chicago, słyszeliśmy, że brakuje już tam świeżej krwi, że napływ młodych emigrantów jest bardzo ograniczony.
Teraz i w przeszłości nie wszystkim szło dobrze. Wielu się dorobiło – albo pozostając w Ameryce, albo już tu, po powrocie. Przegranych też jednak nie brakuje. Najbardziej przegrani są ci, którzy na skutek wyjazdów i długotrwałej rozłąki potracili współmałżonków, którym rozpadła się rodzina.

Kobieca ręka
– Mąż wyjechał do USA pod koniec lat osiemdziesiątych – opowiada pani Agnieszka z okolic Tarnowa. – Miałam wahania, ostrzegano mnie, że mąż może nie wrócić, że z chłopami różnie bywa, ale on wyprosił moją zgodę na wyjazd. Do końca nie obyło się bez wątpliwości, znałam dziewczyny z naszego terenu, które poprzez osoby powracające ze Stanów dowiadywały się, że ich mężowie żyją w Ameryce z innymi kobietami. Mimo to swojemu zaufałam. Początkowo mąż często dzwonił, wysyłał pieniądze i zdjęcia, wspólnie układaliśmy plany na przyszłość po jego powrocie. Po dwóch latach coś już zaczęło się psuć, choć nie powiem, mąż pod względem finansowym nigdy nie nawalał, biedy nie klepałam. Kiedyś zdradził się sam. Na przesłanych zdjęciach nowego mieszkania pod Nowym Jorkiem dostrzegłam, że w urządzeniu tego lokum musiała uczestniczyć jakaś kobieca ręka. Czułam, trochę intuicyjnie, obecność w tym domu jeszcze kogoś drugiego. Półtora roku później mąż przysłał mi papiery rozwodowe. Z trzyletnią córką zostałam sama…
Sen o Ameryce jako marzeniu o lepszym życiu w Polsce pani Agnieszka miała tu, na miejscu. Niestety, nigdy się nie spełnił. Jej mąż po rozwodzie ożenił się z Polką, która mieszkała w USA, ma z nią dwoje dzieci, już dorosłe. W Stanach przebywa również córka pani Agnieszki. Po maturze wyjechała do ojca, mamę odwiedza w każde wakacje.

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o