Ile masła w… maśle?

0
46
zywnosc
REKLAMA

Żywność fałszowano od czasu, gdy tylko zaczęto ją produkować. W starożytności barwiono i aromatyzowano wino, w czasach Pliniusza do ziaren pieprzu dodawano jagody jałowca, w XIX wieku zagęszczano śmietanę mąką albo kredą, masło produkowano z margaryny, nawet tej uzyskiwanej z tłuszczu padłych zwierząt, marmoladę wytwarzano z pulpy jabłkowej… W czasach PRL przedłużano termin przydatności mleka do spożycia, dodając do niego proszek do prania, żeby nie skwaśniało – doprawiano sodą.
Dzisiaj kontrole prowadzone przez tarnowską Inspekcję Handlową wykazują, że coraz mniej znajdziemy w sklepach nieświeżego jedzenia. Przeterminowane mleko czy śmietana należą już do rzadkości, przekroczone terminy przydatności do spożycia możemy znaleźć najczęściej na przyprawach i olejkach do ciast.
Więcej problemów jest z fałszowaniem żywności. Okazuje się, że część produktów z napisem „masło” zawiera olbrzymie ilości tłuszczów roślinnych, podczas gdy prawdziwe masło powinno składać się tylko z tłuszczów mlecznych. Jak zaznacza Jacek Kiełbasa, starszy specjalista w tarnowskiej delegaturze Inspekcji Handlowej – tak fałszują żywność polscy producenci, choć nie ma wśród nich regionalnych firm. Ostatnio jest też problem z rozmaitymi miksami tłuszczowymi do smarowania pieczywa. Produkty te często są umieszczane między opakowaniami z rzeczywistym masłem, co wprowadza w błąd kupujących.
– Prawdziwe masło musi zawierać 82 proc. tłuszczu mlecznego, ale jeżeli jest go mniej, wówczas taki produkt jest najwyżej wyrobem masłopodobnym – wyjaśnia inspektor. Gdy kostka wyjęta ze sklepowej chłodziarki jest miękka, to masło zawiera dużo oleju roślinnego. Ważny jest też kolor – prawdziwe masło jest białe. Często spotykane żółte kostki są zazwyczaj sztucznie barwione i na ich opakowaniu można doszukać się oznaczenia E160. Prawdziwe masło powinno mieć też mleczny zapach.
Na półkach w wielu sklepach Tarnowa natrafimy również na inne artykuły niezupełnie odpowiadające deklaracjom producentów. Na opakowaniach miodu znajdziemy rozmaite nazwy jego rodzaju i gatunku, jak „nektarowy lipowy” czy „spadziowy ze spadzi iglastej”. Jednak często spotykamy słoiki z napisem „miód wielokwiatowy lipowy”, a takiego produktu po prostu nie ma, bo miód może być albo wielokwiatowy, albo lipowy. Są też problemy z oznakowaniem jaj – na ich skorupkach i opakowaniach muszą być umieszczane pewne dane, jak sposób chowu, kraj pochodzenia czy numer producenta. Nieraz okazuje się, że jajka pochodzą z zupełnie innej farmy, niż wynika to z ich oznakowania.
Klienci są jednak bardziej świadomi swoich praw i częściej uważnie spoglądają na etykiety, chcąc zgłębić dokładną zawartość produktu.
– Zdarza się, że proszą ekspedientkę, by podała, jakie składniki zawiera interesująca ich wędlina. Często słyszą odmowną odpowiedź, co jest sprzeczne z prawem, bowiem sklep ma obowiązek podania takich informacji – tłumaczy Jacek Kiełbasa.
Zmieniło się rozporządzenie ministra rolnictwa z roku 2007 i od lipca sprzedawcy muszą udostępniać klientom skład oferowanych produktów czy kraj ich pochodzenia. Podobnie jest w lokalach gastronomicznych, choć zarówno w tarnowskich restauracjach, jak i barach nie są podawane główne składniki wielu potraw, np. nie wiadomo, ile kurczaka znajduje się w sałatce carskiej z grillowanym kurczakiem. Tymczasem jest to wymóg. Na dodatek Unia Europejska zapowiada zaostrzenie przepisów dotyczących alergenów – w przyszłości na produktach kupowanych w sklepach lub przy potrawach serwowanych w lokalach będą musiały być zaznaczone składniki mogące wywołać alergię.– Nie będzie dotyczyć to pierogów czy naleśników – produktów, których charakter wskazuje na wykorzystanie stałych składników, ale w przypadku rozmaicie zagęszczanych sosów czy dressingów do sałatek będzie to konieczne – podkreśla Jacek Kiełbasa.

REKLAMA
REKLAMA

Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments