Co leci z wydechowej rury?

0
26
W policyjnym „laboratorium na kółkach”, czyli radiowozie wyposażonym w nowoczesne urządzenia diagnostyczne m.in. do pomiaru stężenia toksycznych składników spalin: tlenku węgla, węglowodorów, tlenków azotu, powinny znajdować się również: dymomierz, sonometr, czyli miernik poziomu dźwięku emitowanego przez samochody i motocykle, a także tachospeed do kontroli czasu jazdy kierowcy i urządzenie badające przepuszczalność światła przez samochodowe szyby. W 2012 roku tarnowska komenda policji oddała analizator spalin i dymomierz do legalizacji, urządzenia wróciły dopiero po blisko dwóch latach i w tym czasie policjanci nie wykonywali żadnych pomiarów.

Komenda Miejska Policji w Tarnowie, której zasięg obejmuje teren zamieszkały przez ponad 300 tys. osób, ma tylko jeden radiowóz wyposażony w urządzenia umożliwiające takie kontrole. Łatwo więc się domyślić, że nie mogą one być częste.
Temat ten powrócił, gdy media ostatnio nagłośniły, że w Polsce wiele warsztatów specjalizuje się w usuwaniu z samochodów uszkodzonych katalizatorów lub filtrów cząstek stałych (DPF). Urządzenia te służą do ograniczenia emisji szkodliwych substancji, ale gdy się zepsują, wymiana ich jest bardzo droga. Dlatego wielu kierowców, zwłaszcza tanich używanych pojazdów, chce pozbyć się kosztownych części na zawsze, choć takie praktyki są nielegalne. Jak się zorientowaliśmy, także w Tarnowie lub okolicy nie ma problemu ze znalezieniem warsztatu, który gotów jest przyjść z fachową pomocą. Usunięcie filtra DPF z pojazdu wyposażonego w silnik wysokoprężny to robota na kilka godzin, za którą trzeba zapłacić kilkaset zł.
– Samo usunięcie wkładu filtra to nie wszystko – wyjaśnia jeden z mechaników samochodowych. – Potem trzeba dobrze zamaskować ingerencję w obudowę, w której znajdował się wkład, a także wprowadzić do oprogramowania systemu odpowiednie korekty. Jeśli robota została przeprowadzona fachowo, w zmianach nie połapie się nie tylko policjant, ale także diagnosta samochodowy.
Jeden z serwisów z Tarnowa tak zachwala swoje usługi: „Pojazd po modyfikacji zachowuje się tak, jakby wyjechał z fabryki bez filtra DPF”. Wielu twierdzi, że w ten sposób przygotowany samochód podczas badań nadal jest w stanie sprostać polskim normom emisji zanieczyszczeń.
Mimo to rząd zaniepokoił się tego typu doniesieniami i kontrole, według KERM, odbywałyby się rutynowo, tak jak kontrole trzeźwości kierowców. Chodzi o to, by wyeliminować z naszych dróg pojazdy, które nie spełniają obowiązujących norm czystości spalin. Założenie jest słuszne, ale na ile wykonalne dzisiaj? Wydaje się, że bez poważnego zainwestowania w odpowiedni sprzęt dla policji założenia te nie będą miały szansy spełnienia.
Komenda Miejska Policji w Tarnowie ma dwa urządzenia, które można wykorzystać w powyższych celach; jedno służy do pomiaru zawartości tlenku węgla w silnikach spalinowych, drugie do pomiaru zadymienia w dieslach. Sprzęt znajduje się w jednym radiowozie „drogówki”, tzw. wypadkowym.
– Urządzenia te można przenieść do innych pojazdów, ale zwykle tego się nie praktykuje, ponieważ jest to skomplikowane i czasochłonne – mówi Paweł Klimek, rzecznik tarnowskiej policji.
Dla tego rodzaju sprzętu wymagana jest również systematyczna kalibracja, czyli takie czynności, które mają za zadanie zapewnić maksymalnie dokładne oraz bezbłędne pomiary. Kalibracja kosztuje i policja musi otrzymać na to pieniądze. Także sama procedura badania, opisana w rozporządzeniu Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji, jest skomplikowana i funkcjonariusze muszą przejść odpowiednie przeszkolenie.
W samym tylko Tarnowie zarejestrowanych jest 72 tys. pojazdów, a w ciągu doby przez miasto i powiat przejeżdża ich kilkaset tysięcy. Policja nie kryje, że nie jest w stanie wykonać więcej niż 5-6 badań spalin w ciągu dnia. W tej sytuacji trudno mówić o „rutynowych kontrolach”, jak chciałby rząd.
– Bez dużych nakładów, lecz i zmiany mentalności nic się nie da zmienić w tej sprawie – mówi wieloletni kierowca. – W przeszłości miałem kilka różnych samochodów, wiele razy przechodziły one badania techniczne, ale tylko raz skontrolowany został skład spalin. Nigdy nie spotkałem zbyt dociekliwego diagnosty. On wie, że przy obecnej konkurencji, gdy stacji kontroli przybywa, nie będzie narażał się klientowi. Klient, płacąc za badanie samochodu prawie 100 zł,  zawsze może poszukać kogoś bardziej „wyrozumiałego”.

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o