Jak ożywić motoryzacyjny rynek?

0
23
REKLAMA

Sytuacja na polskim rynku motoryzacyjnym jest zgoła odmienna od europejskich tendencji. W krajach unijnych wciąż maleje zainteresowanie nowymi samochodami. W Polsce od początku roku liczba nowych zarejestrowanych pojazdów przekroczyła 125 tysięcy, czyli jest o 10,4 proc. większa niż przed rokiem. Zdaniem ekspertów, trudno mówić o boomie, tym bardziej że z miesiąca na miesiąc dynamika wzrostu spada, a czerwiec okazał się dużo słabszy niż w 2011 roku. Według Romana Kantorskiego, na niską sprzedaż nowych aut wpływają m.in. niekorzystne przepisy dla przedsiębiorców. – Słaba sprzedaż samochodów to w tej chwili przede wszystkim wina braku możliwości odpisania VAT‑u od samochodu osobowego przez przedsiębiorcę – mówi prezes PIM. – Dziwnie się utarło, że przedsiębiorca nie potrzebuje samochodu albo musi kupić od razu samochód dostawczy.
Prezes Izby zwraca uwagę w rozmowie z Agencją Informacyjną Newseria, że nie w każdym przedsiębiorstwie jest potrzeba budowy floty pojazdów ciężarowych czy dostawczych. Wręcz przeciwnie. Często konieczny jest zakup samochodu kombi lub sedan, który przez pięć dni jest użytkowany w firmie, dwa dni służy prywatnym potrzebom przedsiębiorcy. – Można go nawet obciążyć podatkiem dochodowym w tym momencie z tego tytułu używania – mówi Kantorski. Zmiana przepisów mogłaby ożywić rynek, stając się impulsem do dalszego, dynamicznego rozwoju. Dziś trudno oceniać długoterminowe perspektywy zarówno dla płaszczyzny sprzedaży, jak i produkcji.
– Trzeba być bardzo ostrożnym przy prognozowaniu produkcji samochodów w Polsce dlatego, że za dużo ich wyjeżdża z Polski – ocenia szef PIM. – Aż 97 proc. produkcji samochodów z Polski wyjeżdża za granicę, a przyjmuje się, że w kraju produkującym powinno zostać do sprzedaży co najmniej 20 proc. Polska cały czas pozostaje jednym z wiodących podwykonawców części i podzespołów do produkcji samochodów. Produkujemy części praktycznie dla wszystkich europejskich marek. Trudno jednak oczekiwać przełomu, jakim byłaby, na przykład produkcja samochodu elektrycznego. – Wątpię, żebyśmy byli w stanie produkować samochód elektryczny od A do Z, bo to są koszty rzędu 3‑5 mld euro, więc uruchomienie takiej produkcji jest chyba nierealne – ocenia Roman Kantorski.
W jego ocenie, Polska może, a nawet powinna sprzedawać myśl techniczną, inżynieryjną czy gotowe już komponenty. Wymaga to wkładu finansowego w innowacyjność naszej gospodarki, ale są to pieniądze, które zwrócą się z zyskiem. Tym bardziej, że – jak podkreślają eksperci – rynek kiedyś będzie musiał wyjść z zapaści, a Europa jest i pozostanie liderem produkcji nowych pojazdów, bo mimo że droga, to najnowocześniejsza. – Większość nowinek światowych pochodzi z Europy – zauważa Kantorski. I dodaje, że producentom z Indii czy Chin trudno będzie zawojować europejskie rynki. – Nie mówię o jakości, bo tego nawet nie próbuję oceniać, ale ich wyposażenie, zabezpieczenia, bezpieczeństwo w standardowym samochodzie, produkowanym masowo ma się bardzo daleko do Europy – mówi prezes PIM. Dlatego samochody te musiałyby być specjalnie dostosowywane do norm europejskiej homologacji. – Chodzi chociażby o poduszki powietrzne, poduszki na kolana, o to, że paliwo nie może się wylewać z samochodu po przewróceniu się auta – wymienia szef Polskiej Izby Motoryzacji.

REKLAMA
REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o