Czemu nie Praga?

0
109
Praga - Widok z mostu Karola
Widok z mostu Karola | fot. Marta Tutaj
REKLAMA

Szukaliśmy miejsca na spotkanie kilku osób, jadących z różnych części Europy. Chodziło o miasto dostatecznie dobrze skomunikowane z resztą świata, gdzie można bez trudu znaleźć nocleg i lokal na wieczorne spotkanie, miasto, w którym także można pochodzić i coś ciekawego zobaczyć. Gdy ktoś rzucił: „Czemu nie Praga? ”, wszyscy uznali, że to oczywiste. To, pierwsze, co powinno przyjść nam do głowy!

Co prawda człowiek, znaleziony przez Blablacar, który wiózł mnie do stolicy Czech (polski pociąg w tym kierunku okazał się jeszcze wolniejszy, niż przesiadkowe autobusy, za to kilka razy droższy) uprzedził mnie, że w ciepły, majowy weekend w Pradze „zadepczą nas tłumy”.

REKLAMA

– Moim zdaniem to najatrakcyjniejsze miasto Europy. Ale tłumy turystów to plaga! Do najważniejszych zabytków prawdopodobnie nie zdołacie nawet wejść bez dużo wcześniejszej rezerwacji. A i wtedy trzeba stać w tasiemcowych kolejkach…

Odparłam, że chodzi nam głównie o spotkanie, a ten czy inny zabytek obejrzymy przy okazji. Miałam rację. Mój kierowca miał ją jeszcze bardziej.

– Przejdźcie się po starym mieście i Mostem Karola – poradził mi kierowca, bywalec Pragi. – W niewielkiej grupie macie szansę się przebić…

Praga1
Żywe pomniki | fot. Marta Tutaj

Przechadzka po Starówce

Mieszkaliśmy na Żiżkovie, na najwyższym (piątym!) piętrze starej, wysokiej kamienicy. Restauracja, gdzie miało się odbyć otwierające weekend spotkanie, była dwie ulice dalej, w głębokiej piwnicy. W pierwszym dniu w Pradze dominowała więc turystyka… pionowa (potem, tak się złożyło, także).

Rankiem następnego dnia, uchyliwszy okno w jadalni, mogłam obserwować praskie pustułki, karmiące młode na dachu sąsiedniej kamienicy. Po długim wieczornym posiedzeniu wstawanie zajęło nam trochę czasu, ale ostatecznie przed dziewiątą ruszyliśmy w kierunku praskiej Starówki.

Jest największa w Europie. I, oczywiście, piękna. Niestety – zostaliśmy uprzedzeni! – z mijającymi się nawet na placach, nieprawdopodobnie licznymi grupami spoconych, zmęczonych i zniecierpliwionych turystów.

Prowadzeni przez przewodników, którzy do smartfonów na wysięgnikach przypinali różne chorągiewki i maskotki, turyści pełzali ulicami, koczowali na placach, ustawiali się w kilometry liczące kolejki do kas (i do toalet!). Okupowali stoliki w restauracjach, czekali by wsiąść do dorożek albo grających wagoników, wożących po mieście, przysysali się z siłą rozpaczy do kufli piwa albo lizali lody, kapiąc po wszystkich i po wszystkim… Dla mnie ten widok był zbyt przygnębiający.

Tak, przeszliśmy się po starym mieście, ale wobec kolejek do kas, z których każda wyglądała jak ogólnopolska pielgrzymka na Jasną Górę, odpuściliśmy prawie wszystko. Na przykład Złotą Uliczkę, której wejście blokował – oprócz tłumu – elektronicznie sterowany krzyżak i kilku policjantów. Hradczany, obejrzeliśmy tylko z zewnątrz (owszem, udało nam się wejść do Katedry św. Wita dzięki kilku podstępom i udawaniu członków bardzo licznej, mocno zdezorientowanej wycieczki w kolejce!).

Odpuściliśmy Synagogi i Cmentarz Żydowski, które chciał zobaczyć mój austriacki przyjaciel. I Muzeum Secesji i Alfonsa Muchy, które chciałam zobaczyć ja. I tak dalej.

Owszem, byliśmy pod Ratuszem Staromiejskim i obejrzeliśmy sławny, ponad 600-letni zegar Orloj, z ruchomymi figurami, wśród których jest (prawie) dwunastu apostołów oraz Śmierć i personifikacje (niektórych) grzechów głównych. Nie obeszło się bez ofiar, bo kiedy figury ruszyły, mój przyjaciel został pchnięty na dwóch młodych ludzi, pracujących tu jako tzw. żywe pomniki, i zebrał na siebie większość pokrywającej ich złotej farby.

Potem wspięliśmy się na Wieżę Ratuszową, by obejrzeć panoramę dachów Pragi. Mogę o niej powiedzieć, że była warta wspinaczki, choć w tłumie na schodach cudem uniknęliśmy obrażeń. Sfotografowaliśmy się przed Bramą Prochową, dwiema innymi bramami, oraz przed Teatrem Narodowym.

Przeszliśmy się m.in. ulicą Husovą pod pomnikiem tzw. Wisielca (albo Zygmunta Freuda, wiszącego na jednej ręce) Davida Cernego. Znaleźliśmy restaurację Dobrego Wojaka Szwejka (nie weszliśmy) oraz Muzeum Franza Kafki (nie weszliśmy). Obejrzeliśmy rzeźbę Cernego poświęconą Kafce i uznaliśmy, że dzieła tego artysty nie są akurat tym, co najbardziej chcemy w Pradze oglądać. Poszliśmy na małą wystawę rzeźby ceramicznej, całkiem przypadkową – dlatego, że była w centrum, a nie było tam kolejki. Ceramika była trochę w stylu Alfonsa Muchy.

Praga-zegar2
Zegar Orloj | fot. Marta Tutaj

Na moście i gdzie indziej

Przebiliśmy się na Most Karola – co nie było łatwe, ale warte wysiłku. Na moście grały orkiestry – od jazzbandu i dętej, po nepalskiego solistę z instrumentem o dziwnym dźwięku i niemożliwej do wymówienia nazwie. Na moście tańczyły dziewczynki, malarze malowali na poczekaniu portrety i widoki, sprzedawano lody i pamiątki. A widoki były wspaniałe. Przeszliśmy most dwa razy, by obejrzeć je z obu stron – tłum walący środkiem niestety uniemożliwiał oglądanie obustronne.

Potem uciekliśmy na Malą Stranę, gdzie znacznie swobodniej spacerowaliśmy malowniczymi uliczkami, a potem oglądaliśmy panoramę starego miasta z parku na stoku wzgórza. Zwiedziliśmy dwa czy trzy kościoły, weszliśmy na jedną wieżę i zjedliśmy (bez czekania na stolik!) parówki z knedliczkami i piwem w małej, spokojnej restauracji.

Następnego dnia postanowiliśmy zmienić taktykę, odstać kolejkę i „zaliczyć” przynajmniej jedną atrakcję. Ponieważ część z nas wyjeżdżała po południu, trzeba było starannie sprawdzić, gdzie ewentualnie zdążymy wejść. Padło na Galerię Sztuki Europejskiej. Metodą wymiennych dyżurów odstaliśmy, zaliczyliśmy, aczkolwiek czasu na zwiedzanie mieliśmy już nie za wiele…

Po południu czas był się żegnać. Znajomi, którzy mogli zostać do końca dnia, postanowili resztę czasu spędzić na Żiżkovie i najwyżej przespacerować się do Wieży Telewizyjnej z rzeźbami Cernego (oczywiście!).

Niewątpliwie po weekendzie w Pradze pytanie „Czemu nie Praga? ” nabrało dla nas nowego sensu. Dowiedzieliśmy się, czemu nie, i na kolejne spotkania umawialiśmy się w bardziej kameralnych i nie aż tak sławnych miastach. Też z wieżami, kościołami, mostami, nawet zamkami. Dzięki temu zwiedziliśmy m.in. Krumlov, Olomouc, Znojmo, Czeskie Budziejowice…

Oczywiście do Pragi trzeba wrócić i coś jeszcze pozwiedzać, bo jest tego warta. Uznaliśmy, że najlepiej będzie zrobić to jakoś tak w środku tygodnia – wtorek, środa? Najlepiej na początku lutego lub listopada.

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o