Emeryt w Europie 34

Emeryt-w-Europie34
REKLAMA

Krajobraz centralnej Hiszpanii za szyby pędzącego ponad 100 km/h samochodu nie jest ciekawy. Do Madrytu wjeżdżamy 10-cio pasmową autostradą, po 5 w jedną stronę.

Zjeżdżamy z niej tuż przy rozwieszonej kładce dla pieszych, gdzie według przewodnika powinien być parking dla kamperów. Oczywiście trafiamy na niego, tylko że jest to terminowa przechowalnia dla kamperów i przyczep campingowych, dodatkowo otwarta do 16-tej. Jest 16.30 i kołatanie do bramki nic nie daje, a pod wywieszonym numerem telefonu nikt nie odpowiada. Od „tubylca” pielęgnującego akurat trawniki małego skweru przed przechowalnią dowiadujemy się, że możemy parkować na skraju skweru, przed bramą wjazdową.

REKLAMA

Jest słoneczne, zimne popołudnie, tylko 6 stopni powyżej zera i wieje ostry, zimny, przenikliwy wiatr. Wszyscy trzej ubierają ciepłe kurtki i wybierają się autobusem do centrum. O tej porze muzea są już pozamykane, więc planują ostry spacer ulicami wieczorową porą.

Nie chcę ich spowalniać i zostaję w kamperze. Ubieram co mam najcieplejszego i podpierając się szczudłem powoli udaję się na zwiedzanie okolicy. W kierunku wyjazdowym sąsiadującej jezdni znikającej pod autostradą widać pawilony firm motoryzacyjnych i prawdopodobnie magazyny firm logistycznych. Przechodzę ulicę i przez dużą bramę wjazdową wchodzę do Maximcas, dużego pawilonu podobnego do naszego Cash and Cary. W przestronnej hali regały wysokiego składowania, 1/4 powierzchni zajmują wina i inne napoje alkoholowe, reszta to towary dla gastronomii, można kupować pojedyncze sztuki. Klientów policzyłem na palcach jednej ręki, natomiast w barze z tarasem na piętrze pełno ludzi i małe piwo za 2 euro. Kładką dla pieszych przechodzę nad huczącą autostradą do blokowiska po jej drugiej stronie. Przejeżdżające dziesięcioma pasami ruchu samochody wywołują podobny odgłos jak na moście nad Tagiem. Kładka ma pośrodku wysokość przelotową 5,5 m, a po bokach 6 m.
W odległości 20-25 m od autostrady wyrastają 8-10 piętrowe bloki mieszkalne z pozamykanymi oknami i opuszczonymi żaluzjami. W blokach ustawionych w kształcie dużej litery U zamknięcie tworzy stalowe ogrodzenie na ceglanym murku z bramą wjazdowo-wyjazdową do podziemnego parkingu i furtką na kodowany, cyfrowy zamek. Między blokami nad parkingami utworzone jest coś na kształt patio z trawnikami, krzewami, klombami, placami zabaw i ławeczkami. Wąskimi uliczkami osiedla przemykają pojedyncze pojazdy i rzadko trafia się przechodzień. Natknąłem się na jednego, zataczał się i coś do siebie gaworzył pod nosem. Z bliska wyglądało to raczej na narkotyki niż alkohol. Próbował mnie zaczepić bełkocząc, ale ominąłem go szybko. Szukałem papierosów. Minąłem aptekę, biura jakichś firm i trafiłem do małego baru osiedlowego otwartego od 8.00 do 23.00. W automacie kupiłem paczkę papierosów za 5 euro, a starszy, o siwych włosach barman do piwa podał mi 4 kawałki ziemniaków obtoczonych w śmietanie z przyprawami, co przypominało poznańskie pyrki z gzikiem.

Koledzy wrócili po 21-ej. Kolacja, normalne gaworzenie i przekazują mi zdjęcia z wypadu…

Muzykanci do tapas

Zdjęcie 1 z 9

Muzykanci do tapas

Ferdynand Wróbel

REKLAMA

Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments