Emeryt w Europie 35

Emeryt w Europie 35
REKLAMA

Ciepło, jest mi nareszcie ciepło po kilku nocach z porannym zmarznięciem. Wieczorem, po powrocie z centrum, Grześ widząc mnie zmarzniętego, opatulonego kocem, włączył grzejnik gazowy, uruchamiany tylko na postoju. W nocy było zaledwie 6 stopni powyżej zera.

Wstaję ostatni (zazwyczaj pierwszy), koledzy muszą wyjść z kampera, abym mógł moje nocne łoże przekształcić w „ salonik śniadaniowy”. Przy śniadaniu jeszcze resume wczorajszego wieczoru i plan zwiedzania Zamku Królewskiego i Muzeum Prado. Dojeżdżając do centrum złapali jeszcze resztki zachodzącego słońca, zrobili kilka fotek, a później za przewodnikiem Grzesiem, który już tutaj zwiedzał, szwendali się po Plaza Mayor i pobliskim Sol. Ulice i place zaczęły rozbłyskiwać światłami witryn sklepowych, reklam i lamp ulicznych. Co kawałek trafiali na dźwięki muzyki kapel, zespołów czy indywidualnego wykonawcy. Bob zaserwował sobie fotkę obok pomnika niedźwiedzia przy drzewie truskawkowym, herbie miasta. Trafili na okazały budynek z szeregiem ogródków gastronomicznych, a w nich nieliczni konsumenci. Natomiast wnętrza knajpek pełne. Weszli do zatłoczonego Muzeum Szynki, gdzie wiszące udźce, połcie i inne wyroby masarskie tworzą zachwycający widok dla żarłoków i koneserów tych wyrobów. W ramach promocji dostali bułkę z cienkim jak papier plastrem szynki i małe piwo za 2,5 euro. W tym samym czasie raczyłem się za te same pieniądze małym piwem i poczęstunkiem w formie połówki ziemniaka w śmietanie. Wracali rzęsiście oświetlonymi ulicami, mijając puste ogródki gastronomiczne, zatłoczone knajpki, ciepło odziane grupki turystów, czasami zatrzymując się przy ciekawej witrynie sklepowej.

REKLAMA

Było 9 stopni powyżej zera, pochmurne niebo, wiał ostry, przenikliwy wiatr, temperatura odczuwalna była o wiele niższa, gdy wyruszali ponownie do centrum. Postanowiłem jednak pozostać na miejscu. Perspektywa dojazdu, stania w kolejce po bilety, chodzenia przy zwiedzaniu tak potężnych obiektów jak zamek i muzeum była nie do przyjęcia dla mojej nogi, mimo założonego przez Grzesia nowego opatrunku.

Poczytałem trochę o Madrycie. Dowiedziałem się, że Madryt zamieszkuje ponad 3 mln mieszkańców, co stawia go na drugim miejscu po Berlinie w UE. Natomiast razem z tzw. regionem autonomicznym ( Comunidad de Madrit ) liczy 6,7 mln osób, co stawia go również na drugim miejscu tym razem po Paryżu. Miasto powstało na bazie mauretańskiej twierdzy z X w., a stolicą zostało w XVI w. po przeniesieniu z Toledo, dzięki złotu i srebru płynących zza oceanu. Oczywiście słynie też – szczególnie dla kibiców piłki nożnej – ze stadionu Santiago Bernabeu. Pod względem jakości życia rozpoczyna drugą 50-tkę miast na świecie.

Przed południem ubrałem się w to co miałem najcieplejszego i poszedłem do pawilonu Maximcas na zakupy. Obejrzałem wszystkie regały i w końcu kupiłem dwie patelnie, teflonową i stalową oraz ciekawą stalową solniczkę, a z przypraw buteleczkę balsamico. Było wiele ciekawych rzeczy, ale chodziło tylko o pamiątkę z podróży.

Wrócili wcześnie, bo po 13-tej. Zamek Królewski nie był udostępniony dla zwiedzających z powodu prowadzonych prac remontowo-konserwatorskich. Zostało Prado. Kazimierzowi udało się zrobić ujęcie pierwszego przy wejściu obrazu Rubensa i od razu został gromko poinformowany o zakazie robienia zdjęć w całym muzeum (grozi za to kara pieniężna i wyprowadzenie). Gdy pytam, co widzieli, odpowiadają że wiele, ale nie mogą skonkretyzować. Mnogość obrazów i rzeźb oraz tempo zwiedzania zlała się w jedno wrażenie ogromnego zbioru na dwóch poziomach muzeum. Udało mu się też zrobić jeszcze jedno zdjęcie posągu w brązie tuż przed wyjściem z muzeum. Nie wiedział nawet kogo przedstawiał. Udało mi się odczytać ze zdjęcia, że to posąg Karola V, autorstwa XVI-wiecznego rzeźbiarza i wziętego twórcy medali Leone Leoni. Przeszli się kilkoma ulicami z pustymi ogródkami i gdy podobnie jak mieszkańcom zaczynał doskwierać przenikliwy ziąb, wrócili do kampera. Gdy pochwaliłem się zakupami i opowiedziałem o regałach pełnych różnorodnych marek wina, Bob chwycił plecak i szybkim krokiem poszedł do Maximcas. Wrócił obładowany winem, przyprawami i dwiema solniczkami dla Grzesia na wyposażenie kampera. Zastąpią te tłukące się, szklane.

Ruszamy dalej trasą, ustaloną w nocy, wyżyną kastylijską na północ, w kierunku morza, a konkretnie nad Zatokę Biskajską, gdzie Pireneje stykają się z Atlantykiem. Powrót przez Barcelonę i później tą samą trasą jest bez sensu, a tak dodatkowo zobaczymy nowy, może ciekawy krajobraz i ominiemy Alpy.

W bliskiej okolicy zamku królewskiego

Zdjęcie 1 z 7

W bliskiej okolicy zamku królewskiego

Ferdynand Wróbel

REKLAMA

Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments