Gdy podszedłem do kampera, Bob z Grzegorzem tłumaczyli już policjantowi, jak doszło do zaistniałej sytuacji, a Kazimierz milcząco stał obok. Druga osoba z patrolu, nawet ładna, kruczowłosa Hiszpanka dzierżyła w dłoni notatnik i prawdopodobnie mandaty, bo w drugiej miała przygotowany długopis. Stała w pewnym oddaleniu od dyskutujących, więc zrobiłem w jej kierunku dwa kroki i gdy spojrzała na mnie rozłożyłem ręce i powiedziałem „Gaskonia…?”
Kiedy się uśmiechnęła, kiwając głową pokazałem cztery palce i zacząłem wyliczać: „Portos” wskazując na Kazimierza, „Atos” na mnie, a na Grzesia „Aramis” i „young Gaskończyk… d’Artanian” na Boba. W ostatniej chwili powstrzymałem się od wskazania na kamper jako ujeżdżanego rumaka, bo mogłaby to opacznie zrozumieć. Roześmiała się i schowała notatnik z mandatami.
– „Będzie dobrze” – półgłosem powiedziałem do Kazia. Policjantka zamieniła kilka zdań z partnerem-policjantem. Ten kiwnął głową, przerwał Bobowi trzeci raz opowiadanie historii o zaistniałej sytuacji i gestem zaprosił w kierunku bramki. Tam zapoznali ich z systemem otwierania i zamykania. Dali nam 15 minut na sesję zdjęciową i mieliśmy znikać po zamknięciu za sobą bramki. Policjantka pomachała mi ręką na pożegnanie i odjechali.
Zadowoleni z uniknięcia mandatu, z pozytywnym nastawieniem wjeżdżamy do Bayonne. Typowa jak na nadmorskie miasteczko niska zabudowa z licznymi usługami gastronomicznymi i małymi hotelikami. Po jego minięciu nie kierujemy się na nadmorską autostradę według tablicy informacyjnej A-1, Arterio del Novia (jeszcze przed granicą), lecz na Pau, wzdłuż Pirenejów, a dalej po zjeździe w lewo, gdzie wiejskimi drogami będziemy jechać Niziną Francuską aż do Bordeaux nad Garonną i jej lejkowatym ujściem, zwanym Żyronda.
Niska, tylko parterowa zabudowa wiejska, ścierniska i pola niezebranej kukurydzy. Piękne lasy, które o tej porze przybierają barwy jesieni – brzozy, klony, graby, jesiony i dęby zmieniają zieleń na barwy żółto – czerwono – brązowe. Tylko przydrożne krzewy i trawy są inne od tych w Polsce. To chyba tęsknota powoduje odniesienia do rodzimego krajobrazu. Przed Bordeaux trafiamy na kawałek autostrady i na nocleg zatrzymujemy się przy niej na parkingu płatnym 16 euro. Jest tu prawie wszystko: stacja benzynowa, pawilon usługowy, pawilon z sanitariatami i dość duży teren z licznymi alejkami prowadzącymi do rozrzuconych zatoczek parkingowych, małe boisko i kort tenisowy. Wszystko to oprawione zadbanymi trawnikami z nasadzeniami ciekawych drzew i krzewów.
Grześ jeździ trochę ciemnymi alejkami w poszukiwaniu ciekawego miejsca, aby w końcu zaparkować obok sanitariatów, w jasno oświetlonym miejscu. Sprawdzamy je w pierwszej kolejności – bardzo czysto, a w prysznicach jest ciepła woda bez ograniczeń. W pawilonie jako pierwszy zwiedzam sklep z pamiątkami, odzieżą typu kurtki, czapki, rękawiczki, artykułami cukierniczymi i napojami. Obok znajduje się cafe-bar i mini restauracja. Obiad złożony z dania pierwszego – mix-salat, drugiego – kulki mięsne w sosie, makaron pene i papryka oraz deseru – kawałek sernika, kosztuje 12,5 euro. Kolację i śniadanie będziemy jeść jednak w kamperze – trzeba skonsumować zapasy, czyli oczyścić spiżarnię. Rozpisuję ankietę i do następnego noclegu każdy musi się zastanowić i podać trzy miejsca, które były – według niego – najpiękniejsze i do których chciałby powrócić jeszcze raz.
Poranek wita nas deszczem i porywistym wiatrem. Poranne oblucje, śniadanie, kawa w barze z 1 euro, napełnianie zapasu wody i opróżnianie „kota”, po zatankowaniu możemy ruszać. Bob przed zaśnięciem studiował przewodniki, a w czasie jazdy wybierali z Grzesiem i nawigacją odcinki niepłatnych autostrad, drogi szybkiego ruchu albo nawet jednopasmówki. Może tylko 3 – 4 razy wydarzyło nam się w czasie całej podróży opłacać za przejazd. Przed nami około 10 godzin jazdy. Nie wjeżdżamy do Bordeaux, ale przejeżdżamy mostami nad wezbranymi, toczącymi się burzliwie, wodami koloru kawy z mlekiem Garonny i kierujemy się na Clermont – Ferrand. Wypowiadanie tej nazwy zawsze mi się podobało. Kilka przystanków na tankowanie, rozprostowanie kości w formie spacerku przy samochodzie, zmiany kierowcy i za potrzebą. W pewnej odległości omijamy też Lyon i Dijon, zmierzając nad Ren u zbiegu granic francusko-niemiecko-szwajcarskiej. Nie zastanawiając się, jak daleko zajedziemy, gramy z Kaziem w „zechcyka” do 66 (Kaziu wygrywa 66:64), sącząc piwko albo drinka. Dla zabicia czasu proponuję Kaziowi wspomnień czar, czyli przeglądanie zdjęć i ich wymianę, krótkie opisanie w punktach trasy przejazdu. Rozpoczynamy od Monachium i piwiarni. W tym momencie mam przed oczami roznoszone golonki w ciemnym sosie z ziemniakami. Wróć! Rozpoczynamy od Wieliczki, gdzie widząc się po raz pierwszy, poznaliśmy się.


![Rozpoczęły się Targi Pracy i Innowacji Tarnowskich – ITAR 2026 [ZDJĘCIA] Targi Pracy 2026](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2026/04/Targi-Pracy-2026-11-218x150.jpg)


![Prace przy „Szczucince” rozpoczęli od wycinki dzikiej zieleni [ZDJĘCIA] Stacja Dąbrowa Tarnowska 2026](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2026/04/Stacja-Dabrowa-Tarnowska-2026-5-218x150.jpg)


















