Emeryt w Europie – cz. 12

0
91
Emeryt12
REKLAMA

W Nimes, niestety, nie oglądamy mini koloseum. Obiekt znajduje się w remoncie, więc przejeżdżamy tylko obok i kierujemy się na Montpellier.

Prowadzi Grześ, a Bob szuka w przewodniku campingu dla kamperów. Łagodnie przeżył niepowodzenie w Nimes. Znajduje camping w nadmorskiej miejscowości Sete za Montpellier. Dość długo kluczymy po wąskich, pustych uliczkach. Nie ma kogo zapytać o drogę. Znajdujemy camping około godziny 22 już w całkowitych ciemnościach. Bob z Grzesiem idą do zamkniętego wjazdu. Przez szybę widzimy, jak dość długo dyskutują i potem dogadują się z obsługą campingu. Za nami zatrzymuje się jeszcze jeden spóźnialski kamper. Okazuje się, że brak wolnych miejsc do parkowania i łaskawie kierują nas na leżący 100 m dalej nieogrodzony plac ubitej ziemi. Na placu słychać szum morza, więc musi być gdzieś blisko. Jesteśmy jednak zbyt zmęczeni i głodni, by iść sprawdzać, czy brzeg jest piaszczysty, czy też kamienisty. W czasie kolacji na plac dołącza trzeci kamper.

REKLAMA

Budzę się przed siódmą, po cichu wymykam się z kampera i idę ku morzu zaspokoić ciekawość. Około 50 m od placu jest zejście z półtora metrowej skarpy, utworzonej przez sztormowe fale. Jest ona zabezpieczona przez nawiezione lużne, nieforemne, ponad metrowe bryły czarnego i popielatego pumeksu wulkanicznego. Od nich 10–15 metrów żółtego czystego piasku z nanoszonymi przez fale muszelkami, podobnymi do tych znad Bałtyku. W jedną stronę brzegu ciągnie się niska skarpa a w drugą domki jednorodzinne z ogrodami – to chyba granica tej miejscowości. Gdy wracam, koledzy krzątają się już przygotowując śniadanie. Zapada decyzja – opuszczamy Francję i jeszcze dzisiaj chcemy dotrzeć do stolicy Katalonii.

Jedziemy nadmorską drogą utkaną wysepkami rozjazdowymi. W porównaniu do Włoch tutaj każda wysepka jest kompletnie zagospodarowana – pośrodku rzeźba lub palma, dookoła niej różnokolorowo kwitnące krzewy, a na obrzeżach klomby kwiatowe. Odległości między wysepkami są większe i jest czyściej. W architekturze, zwłaszcza zabudowy willowej, dość długo od granicy włoskiej widać było elementy rzymskie, a tutaj już od okolic Perpignan występują wpływy hiszpańskie, mauretańskie. Wszędzie pełno zieleni. Mijamy gaje oliwkowe, cytrusowe, a ja zakochany jestem i nie mogę się napatrzeć na pinie.

Gdyby nie supermarkety i stacja benzynowa nie wiedzielibyśmy, że już jesteśmy w Hiszpanii. Zaczynają się wzniesienia – po prawej widać Pireneje. Przystajemy i robimy zakupy. Ceny tutaj są zdecydowanie niższe, niż we Francji czy Włoszech. Sprawdzam, ile kosztują moje papierosy. W St. Tropez zapłaciłbym 8,6 euro, tutaj 4,3 euro, a w Polsce – 14,5 zł. Wkrótce zmuszony będę je kupować, bo kończy mi się już polski zapas. Ceny alkoholi też niższe o 10-15%. Papierosów nie można kupić w markecie czy innym sklepie spożywczym, tylko w specjalnych sklepikach pod szyldem „Tabak” lub „Cigaretes”. Sprzedają tu także pamiątki, napoje i alkohol.

Przed Barceloną widzimy dużą reklamę campingu dla kamperów. Miejscowość nazywa się Mataro. Z nadmorskiej drogi krótki podjazd pod szlaban i recepcję. Krótki wypad Boba. Zostajemy. Jest to najlepszy z campingów, na jakich się zatrzymaliśmy. Ponad 100 miejsc dla kamperów, szeregowe drewniane domki campingowe w podobnej liczbie, miejsca pod namioty, kilka rozrzuconych po całym terenie toalet z prysznicami i osobnych stoisk na 3-5-gniazdowe stanowiska do mycia naczyń. Jest tutaj boisko do gier i zabaw, basen i sklep typu mini market, w którym można kupić prawie wszystko, co może być potrzebne – od pieczywa poprzez wędliny, sery, napoje, chemię i części samochodowe. Przy wjeździe, na małej skarpie, restauracja z tarasem i widokiem na morze, drogę nadmorską, linię kolejową i falochron z luźnych, kanciastych głazów. Wewnątrz restauracji bar, telebim i automaty do gry. Piwo kosztuje tylko 3,9 euro. Cena pobytu kamperu to 32 euro za dobę, czyli po 8 euro od osoby. Przy recepcji, pod dużą neonową reklamą „Camping BARCELONA„ sześć razy dziennie podstawiany jest Free bus – niepłatny autobus kursujący do centrum Barcelony i z powrotem dla użytkowników campingu. Można też jechać autobusem miejskim lub pociągiem. Ostatni Free bus wraca o 17.45.

Parkujemy na stanowisku nr 82. Ma ono jak każde ujęcie wody i podłącze prądowe. Rozbijamy obozowisko i w fotelach sączymy chłodne piwo i wino. Wykupiliśmy dwie doby pobytu. Każdy z nas indywidualnie zapoznaje się z ośrodkiem. Wybieram restauracje i bar, gdzie przy piwie obserwuję zachowania kelnerów i gości.

Ferdynand Wróbel

REKLAMA

Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments