Emeryt w Europie – cz. 27

0
105
Emeryt w Europie 27
REKLAMA

Jeszcze przed zmrokiem dojeżdżamy do Portoimao – bazy wypadowej do zwiedzania klifów. Parkujemy przy nabrzeżu na początku przystani łodzi turystycznych. Bob od razu biegnie do stojących budek i kiosków po bilety na rejs wzdłuż klifów.

Wiemy już, że wypływamy jachtem motorowo-żaglowym o dziesiątej rano. Mamy też foldery. Coś fantastycznego. Żeby mnie mieli nawet zanieść na jacht, to muszę płynąć i zobaczyć. Na wprost kampera obiekt z napisem: restauracja-bar. W dolnym barze przy złocistym piwie nawiązuję rozmowę z trzema Polkami około czterdziestki. Przyleciały dziś rano samolotem do Faro, odbyły rejs na Benagil, są zachwycone i nazajutrz wyjeżdżają do Lizbony. Wątpię byśmy spotkali się życzeniowo w 3-milionowym mieście. Po godzinie dwudziestej pojawia się przed naszym samochodem grupa około 15 młodych ludzi, sportowców, na zaprawę wieczorną, ćwiczą prawie do godziny 23. My mamy zaprawę z wody ognistej.

REKLAMA

Rankiem po obfitym śniadaniu przyjaciel Grześ pomaga mi przy opatrunku stopy, mogę założyć sandały i powoli utykając przemieszczać się. A muszę się trochę nachodzić, bo Bob nie odebrał sms-a o zmianie pomostu, pod który podpłynie jacht. W końcu szczęśliwie, jako ostatni, umęczony, trafiam na pokład wycieczkowca.

Wypływamy! Siedzę na rufie. Przeciwległy brzeg zatoki portowej od naszej bakburty to jedna ciągnąca się przez całą długość żółta plaża o szerokości 20-30 m, przedzielona starym bastionem. Nad nią na lekkim wzniesieniu niska zabudowa willowa, lśniąca bielą. Od sterburty główna część miasteczka ciągnąca się wzdłuż piaszczystego wybrzeża też w bieli, ale wysokich na 4-8 pięter budynków, a dalej zachodnia część klifów o nazwie Arsonia. Za latarnią skręcamy na bakburtę do wschodniej części – na Benagil. Kapitan mówi po polsku: „polska” z akcentem na „a” i „dziękuję”. Pozostali załoganci to marynarz i majtek – młoda, ciemnoskóra dziewczyna, pełniąca funkcję przewodnika, oboje mówią po angielsku i portugalsku.

Przez 8 mil morskich i 14 km wybrzeża widzimy urwiste skały piaskowca z licznymi zatoczkami z mini plażami lub bez, mini cyple, oddzielne wysepki, wodne korytarze i arkady, kolumny, wspaniałe jaskinie z otworami w sklepieniu, przez które wpadają opalające promienie słoneczne. Przypływ i inne siły natury wytworzyły tutaj przeróżne i rzadko spotykane formy i kształty. Poziome pasma piaskowca mienią się szeroką gamą odcieni żółci, brązu, oranżu, czerwieni, różu, a nawet bieli i czerni. Na samej górze zieleń wybrzeża. Coś fantastycznego, jestem zauroczony.

Przed nawrotem marynarz zabiera na ciągniętym za jachtem pontonie połowę naszej grupy turystycznej na bliższe podpłynięcie bez wysiadania. Wywija esy floresy korytarzami wodnymi, podpływa do plaż i w jaskinie. Przy nawrocie wymiana i teraz pozostali płyniemy na sesję zdjęciową w zbliżeniu skał. Spotykamy grupę kajakarzy, a w pobliżu skał nawet płynących okrakiem na deskach surfingowych. W drodze powrotnej majtek serwuje soki lub sangrię. Wybieram to drugie i proszę o muzykę portugalskiego disco. Nie jest to porywający szał. Na brzegu idziemy do pobliskiego baru, gdzie można wybrać sobie z szerokiej propozycji kawałek ryby do usmażenia. Drobne uzupełniające zakupy, wymieniam w pobliskim oddziale banku Santander złotówki na euro po bardzo niekorzystnym kursie 4.77 ( u nas 4.3 ), rzut oka przy zapuszczonym silniku na puste nabrzeże i ruszamy do Lizbony.

Ferdynand Wróbel

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o