Emeryt w Europie cz. 28

0
43
Emeryt w Europie 28
REKLAMA

W drodze do Lizbony rozpamiętujemy jeszcze klify Benagil. Oglądamy z Kaziem zrobione podczas rejsu zdjęcia, wybierając co ciekawsze ujęcia. Na skałach widać linię przypływu, czyli niektóre plaże są zalewane. Jesteśmy zgodni, że te klify są dużo piękniejsze od biało-wapiennych w Cassis. Wymieniamy się kilkoma ujęciami. Gdy zamknę oczy, wracają wielobarwne obrazy na tle lazurowych wód Atlantyku.

Kazimierz zwraca uwagę na zachowanie miejscowych. 26 stopni, my w krótkich spodenkach i T-shirtach, jakby było polskie lato, a oni w długich spodniach, opatuleni blezerami lub wciśnięci w kurtki, często korzystając z kaptura. Chyba tutaj dla nich lato się już skończyło.

REKLAMA

Jedziemy wzdłuż wybrzeża Atlantyku. Jeżeli odbijamy trochę w głąb lądu, to pojawiają się plantacje drzewa korkowego, w pewnych częściach o okorowanych pniach i konarach. Zapewne sygnałem do okorowania jest osiągnięta grubość kory. Często mijamy gaje oliwne i zagrody hodowlane. Jak wyczytałem w Wikipedii sama Lizbona liczy około 500 tys. mieszkańców, ale utworzona strefa metropolitalna włączająca okoliczne gminy i miasteczka liczy ich około 2,7 mln, co stanowi prawie 1/3 ludności całej Portugalii.

Zatrzymujemy się już w ciemnościach, na podjeździe do stacji benzynowej, przed wjazdem na most nad Tagiem. Po wyjściu z samochodu uderza mnie wysokodecybelowy szum, a właściwie dudnienie wywołane przez opony przejeżdżających sznurem samochodów. Jest ich sporo na czterech pasach ruchu w jedną i drugą stronę. Bob z Grzegorzem jeszcze raz sprawdzają, jak dojechać do parkingu, który podobno ma być pod mostem po drugiej stronie rzeki. Za mostem, po dość długim poszukiwaniu, lądujemy w końcu na ulicznej zatoczce parkingowej przy długim, jasno oświetlonym obiekcie.
Jest dobrze po godzinie 22, wieje ostry wiatr z zacinającym drobnym deszczem. Jesteśmy prawdopodobnie blisko ujścia rzeki do oceanu, bo widać oznaki przypływu i tzw. cofki. Drobne fale pchane wiatrem rozbijają się o krawędź betonowego nabrzeża spacerowego w kierunku mostu. Rano muszę sprawdzić, jaki jest poziom rzeki w czasie odpływu.

Obiektem, przy którym parkujemy jest stacja promowa ATM. Przypływają tu promy wycieczkowe i kursowe. Akurat podpływa kursowy, wysiada trzech, a wsiada dwóch pasażerów i rzęsiście oświetlony prom odpływa w kierunku ujścia rzeki. W holu stacji jest już zamknięty kiosk gazetowy i jeszcze otwarty bar z gorącymi przekąskami. Ze stojaka biorę 4 foldery reklamowe lizbońskich linii autobusowych z dokładnym planem miasta na północnym brzegu Tagu, tutaj nazywanym Rio Tejo. Na wprost wejścia jest wysepka przystanku autobusów. Sześcioma, oznaczonymi różnymi kolorami liniami można zwiedzić całe miasto, a dodatkową nawet pojechać za 85 euro do odległej Fatimy. Najtańszą, żółtą za 8 euro można objechać od mostu do ujścia rzeki, w tym dzielnicę Belem. Przejażdżka żółtym promem turystycznym (Yellow Boat) z dwukrotnym przepłynięciem pod mostem kosztuje 20 euro. Autobusy i prom obsługują turystów od 9am do 5pm i mając ten sam bilet można wsiadać i wysiadać na dowolnym przystanku przez cały ten czas. Trzecim publicznym środkiem transportu są czerwone tramwaje i kultowa linia 28 po starówce. Jest jeszcze metro i kolej linowo – terenowa.

Prawie do drugiej w nocy przy osuszanych szklaneczkach planujemy zwiedzanie. Rano brakuje nam wody do zmywania naczyń w rezerwuarze kamperowym. Całe szczęście przezorny Grześ ma w bagażniku 20-litrowy pojemnik żelaznej rezerwy. Zostaję w kamperze i z nowym opatrunkiem próbuję dotrzeć nadbrzeżem co najmniej do pomnika odkrywców. Spoglądam na most w świetle dnia. Długości niecałe 2300 m, na górze autostrada, pod nią tory kolejowe, wydaje słyszalne nawet tutaj w około kilometrowej odległości pulsujące buczenie od przejeżdżających samochodów. Na przeciwległym brzegu (przedmieścia Lizbony), na przymościu, 80-metrowy cokół z 28-metrowym pomnikiem Cristo Rex, podobnie jak górujący nad Rio de Janeiro. Cały południowy brzeg to właściwie wzgórza z rzadką tuż przy wodzie zabudową. Jedynie tuż przy ujściu widać żurawie i silosy portowe. Jest odpływ. Tam gdzie przed północą była woda, widać ciemny pas resztek wodorostów z gdzieniegdzie wędrującymi małymi, o okrągłych skorupach, krabami. Różnica poziomu lustra wody w zależności od pochyłości nadbrzeża 1,5 -2 m. Tuż za obiektem przystani rozkładany jest ogródek gastronomiczny – hamburger kosztuje 4,5 lub 5 euro, omlet z dodatkami – 4,0 – 5,5 , małe piwo – 2 euro. Lody w czekoladzie na patyku tyle samo, co małe piwo i gazeta codzienna w kiosku na przystani.

Ferdynand Wróbel

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o