Emeryt w Europie cz. 32

Fatima
REKLAMA

Wysiadające grupy łączą się przy wyjściu z parkingu w jeden potok ludzi z grupami napływającymi od strony miasta, zmierzający do Sanktuarium Fatimskiego, będącego ośrodkiem kultu maryjnego, głównego miejsca kultu religijnego Portugalii.

Miasteczko Fatima, którego nazwa pochodzi od imienia mauretańskiej księżniczki, liczące około 10 000 mieszkańców, odwiedza rocznie ponad 5 mln turystów. Jako jedni z nich musimy się spieszyć, żeby coś zobaczyć i z tutejszego źródełka nabrać wodę, posiadającą rzekomo moc uzdrowicielską. Każdy z nas niesie w plecaku po 2-3 puste butelki po wodzie mineralnej.

REKLAMA

Przyglądam się przybyłym. Wszyscy odświętnie ubrani, niosą sztandary i feretrony. Są też grupy w strojach regionalnych, a także grupy etniczne, jak pstrokato odziani czarnoskórzy czy wyróżniający się nie tylko ubiorem Azjaci. Wśród rzeki wiernych pojawiają się pojedynczo, parami lub w małych grupach – jak my – turyści. Spoza chmur zaczyna prześwitywać słońce, ale wieje ostry, przenikliwy wiatr. Jest niedziela, 20 października. Szkoda, że nie dotarliśmy tutaj tydzień wcześniej, gdy obchodzone jest jedno z najważniejszych tutejszych świąt – tzw. Święto Objawienia, byłoby ciekawiej.

Bob z Kazimierzem jak zwykle biegną przodem, a mnie utykającemu powoli towarzyszy Grześ. Twierdzi, że ma czas i nigdzie mu się nie spieszy. Myślę, że pomagając mi przy opatrunku i widząc ranę, postanowił mnie asekurować. Wchodzimy na teren sanktuarium. Po prawej betonowa ściana i zejście do podziemnych sanitariatów, przechowalni rowerów, a po lewej półokrągła betonowa budowla, wysoka na 10 m, z napisem: Bazylika Pawła VI. Budowla nie posiada kopuły, lecz płaski dach, a wejście stanowi prostopadłościan. Po lewej przed wejściem, na niskim postumencie, rzeźba przedstawiająca znajomą, lekko przygarbioną postać Jana Pawła II, z trzymanym w dłoni charakterystycznym krucyfiksem papieskim. Na cokole wiązki świeżych kwiatów.

Zwiedzanie zostawiamy na później, idziemy po wodę. Mam dwie butelki, jedną dla znajomego, a drugą wymyśliłem sprezentować siostrom zakonnym, które przez trzy lata opiekowały się moim niepełnosprawnym bratem w ośrodku wsparcia. Schodzimy po kilkunastu schodach otaczających półkolem plac, opadającym łagodnie do ogrodzonej, złotej figurze, na granitowej kolumnie. Za nią plac wznosi się aż do kaskady schodów prowadzących do neobarokowej Basilica de Nossa Sanhora do Rosario, czyli Bazyliki Matki Boskiej Różańcowej, wybudowanej na początku XIX w. Teraz nie dziwi mnie nocna, dwugodzinna procesja różańcowa. Do ogrodzenia przymocowanych jest kilka kurków. Gdy napełniamy swoje pojemniki, dołącza do nas Kazimierz. Do ogrodzenia podchodzą też inni turyści i wierni, napełniają swoje pojemniki lub piją bezpośrednio z kurka.

O zwiedzaniu bazyliki wybudowanej na początku ubiegłego stulecia, w taki dzień, o takim czasie i przy takim tłumie, możemy zapomnieć. Grzegorz pokazuje mi wydzielony czerwony pas nawierzchni, chyba z innego materiału, mówiąc że to dla grzeszników, którzy pokutują, idąc na kolanach do ołtarza. Bazylika z daleka wygląda imponująco. Przed głównym wejściem, w połowie schodów, ustawiono ołtarz główny. Od głównej bryły obiektu na boki ciągną się pergole z wnękami, a w nich nierozpoznawalne z tej odległości figury. W linii prostej w bok od punktu poboru wody, ustawiony boczny ołtarz i zgromadzona grupa wiernych uczestniczy w aktualnie prowadzonej mszy. Jeszcze dalej w bok i w głąb płonące paleniska, a przed nimi kłębiący się, przepychający tłumek chętnych do spalenia woskowej figurki z życzeniami.

Nie mam ochoty się przepychać, chociaż można by spróbować, licząc na uczynność, która w Portugalii wobec niepełnosprawnych występuje bardzo wyraziście. A są tutaj woskowe totemy różnego rodzaju, np. rąk, nóg, wątroby, nerki, serca, piersi, małego domku, prawie pod każde ludzkie życzenie… Nie zauważam totemu fallusa. Idziemy z Grzegorzem pod prąd napływających falami grupek wiernych i turystów do biegnącej równolegle ulicy. W budynkach po drugiej stronie pomieszczenia parterowe, to jeden ciąg sklepików z dewocjonaliami, precjozami itp. I pełno oglądających, przebierających w towarze i kupujących. Szmira pierwszej klasy. Półki, stojaki i wieszaki uginają się od nadmiaru towarów, wszystko z napisem Fatima.

Na rogu przy skrzyżowaniu knajpka pełna konsumentów. Ani jednego wolnego miejsca. Dalej sklepy z wyrobami ze złota i srebra. Tutaj już o wiele mniej chętnych na patery, zastawy stołowe i inne, ale też z elementami symboliki Fatimy. Chce się powiedzieć „wow” na widok wymyślnych, finezyjnych wyrobów, drogich i całkowicie mi niepotrzebnych.

Wracam do sanktuarium zwiedzić pominiętą Bazylikę Pawła VI, zwaną Bazyliką Trójcy Przenajświętszej. Pierwsze co uderza we wnętrzu świątyni, to brak punktów podparcia typu filar, kolumna prawie 100-metrowego płaskiego sufitu. Pachnie jeszcze świeżością, bo ukończono ją w 2007 roku. Od wejścia przez całą bardzo doświetloną salę prowadzi szeroki pas przejścia z rzędami ław kościelnych po obu stronach. W głębi na podeście ołtarz, a za nim prostokątny plafon w kolorze złota. Całość bardziej przypomina salę koncertową lub kinową. Udręczony narastającym bólem stopy, powolnym krokiem udaję się na parking. Tuż przed południem wszyscy jesteśmy przy kamperze. Grzegorz pomaga mi przy zmianie opatrunku, hasło „wsiadamy” i opuszczamy Fatimę.
Wracamy do domu. Gdzie się zatrzymamy tego nikt nie wie. Pewny jest chyba Madryt…

Ferdynand Wróbel

REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments