Nie dojechaliśmy do Renu, ale przejechaliśmy prawie całą Francję. Zatrzymaliśmy się niedaleko Montbeliard, na parkingu tirów…
Długo szukaliśmy parkingu po zapadnięciu zmroku. Byliśmy bardzo zmęczeni – Bob z Grzegorzem jako kierowcy i nawigatorzy, a my jako pasażerowie, przypięci pasami do siedzisk. Poza tym monotonia jazdy, która z promieniami słonecznymi przebijającymi się przez szybę i jednostajny szum silnika powodowały trudną do zwalczenia senność. Walkę tę często na krótkie okresy przegrywaliśmy.
Prawie nic nie pamiętam z tej całodniowej jazdy w poprzek Francji, od Zatoki Biskajskiej po Ren. Przy kolacji trwa dyskusja, w którym miejscu przekraczać tę rzekę. Optuję za przekroczeniem jej we Freiburgu i za dalszą jazdą doliną Renu, u podnóży Schwarzwaldu aż do Karlsruhe. Bob odmiennie – chce jechać dalej po francuskiej stronie, u podnóża tym razem Wogezów, i przekraczać Ren w Karlsruhe. Zostawiamy decyzję Grzesiowi. Wybiera moją opcję, argumentując tym, że woli pomykać niemieckimi, darmowymi autostradami niż kombinować na francuskich drogach, a ponadto stwierdza: „Jak jesteśmy w Niemczech, to prawie jak w domu”.
Tak, tęsknota za rodziną i własnym domem jest coraz większa, chociaż zawsze mówił, że ten kamper jest jak drugi dom. Właściwie to znużenie, tęsknotę i chęć powrotu dało się wyczuwać już w Lizbonie. Wypijamy tylko po jednym drinku i idziemy spać.

Ranek wita nas słońcem i porywistym wiatrem. Z godziny na godzinę robi się coraz cieplej. Ren – szeroka rzeka, to i długi most. Zaraz za nim zatrzymujemy się przy pierwszym napotkanym supermarkecie dla zrobienia drobnych, uzupełniających zakupów do ostatniej kolacji i ostatniego śniadania (chyba). Początkowo doliną Renu do Karlsruhe i dalej na Norymbergę Grześ rozpuszcza swój tabun (150) koni. Nigdy nie zwiedzałem Norymbergi mimo kilkukrotnego przejeżdżania obok, zawsze to miasto kojarzyło mi się z albumem rodzinnych zdjęć. Są w nim zdjęcia budynku, w którym odbywał się proces norymberski. Zrobił je mój ojciec, który po wyzwoleniu z obozu koncentracyjnego Flossenburg i kuracji szpitalnej wstąpił do kompani wartowniczej armii USA i pilnował więźniów tego procesu. Teraz też nie odwiedzę tego miejsca, bo umówiliśmy się, że pędzimy do domu, bez zwiedzania, a jedyne dłuższe postoje przeznaczamy na noclegi.
Podczas jazdy znowu gramy w karty i przeglądamy drugą część zbioru zdjęć począwszy od Barcelony. Tuż przed zapadnięciem ciemności zatrzymujemy się przy autostradzie na parkingu w pobliżu Zwickau przed Dreznem. Po kolacji wymuszam realizację ankiety. Bob wytypował Sewillę, Barcelonę i klify Benagil, Kazimierz – Cabo da Roca, Gibraltar i Sewillę na równi z Barceloną, Grześ – Monaco, Camping ”Barcelona” i toalety, a ja – zmieniający się krajobraz, roślinność, architekturę, drugie to wąskie uliczki Genui i hiszpańskich miast oraz klify Benagil.
Ferdynand Wróbel

![Byle nie nastąpić na psie kupy [ZDJĘCIA] Psia kupa](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2026/02/IMG_20260205_151148-218x150.jpg)









![Memoriałowo i charytatywnie przy stołach [ZDJĘCIA]](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2026/01/926a96ac-c839-4c51-b091-8c42158ad149-218x150.jpeg)

![Wernisaż wystawy „IMPULS” w Galerii Bema 20 [ZDJĘCIA] Impuls](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2026/01/Bema-20-wystawa-14-218x150.jpg)
![Cudowny czas zamknięty w kształcie i kolorze… [ZDJĘCIA] Magdalena Latawska-Honkisz](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2026/01/Wystawa-Magdaleny-Latawskiej-Honkisz-3-218x150.jpg)









