Emeryt w Europie – cz. 7

0
91
Emeryt część 7
REKLAMA

Nareszcie widzimy pełne morze. Jedziemy wzdłuż wybrzeża na zachód w poszukiwaniu kamperowiska. Uzgodniliśmy, że będziemy parkować na nocleg w układzie – dwa noclegi na parkingach ulicznych lub przydrożnych oraz jeden lub dwa na zorganizowanym campingu w celu nabrania wody, opróżnienia „kota” i wypoczynku, plażowania.

Przez szybę samochodu napawam się długo oczekiwanym widokiem morza. Zachodzące słońce mocno przygrzewa z bezchmurnego nieba. Między drogą a brzegiem morza biegnie linia kolejowa. Gdy zjeżdżamy w głąb lądu, w mijanych miejscowościach i poza nimi napotykamy system dwupasmowych rond. Każda wysepka jest zagospodarowana palmą, ciekawym drzewem lub rzeźbą, a wokół nich kompozycje krzewów, porostów lub kwiatów. Z każdego ronda pierwszy zjazd w prawo prowadzi w głąb lądu, zjazd na wprost to kontynuacja kierunku jazdy, a trzeci kieruje nad brzeg morza. I tak co około 1000 do 2000 metrów.

REKLAMA

Wszędzie czysto, brak śmieci, odpadków, zadbane pobocza. Przeglądam gazetę handlową jednego z sieciowych supermarketów. Ciekawią mnie tutejsze ceny produktów spożywczych: szynka konserwowa – 13,35 euro/ kg, schab – 7/kg, pierś kurczaka – 5,35/kg, parówki – 4,45/kg, jogurt grecki – 0,8/200g, ziemniaki – 0,99/kg, filet rybny – 4,29/kg, czekolada z orzechami – 1,19 euro, gruszki – 1,39/kg, wino bianco – 2,39/l, piwo na Oktoberfest – 1,29/but., woda mineralna – 0,36/l. Piwo wychodzi po 6 zł, a my w barze pijemy za 20. Ale co tam, w końcu jesteśmy na wycieczce-wyprawie.
Bob decyduje o zatrzymaniu się na campingu w Alassio. Są tu trzy szeregi drewnianych domków campingowych, około 20 miejsc dla camperów, wydzielone miejsce do grillowania, węzeł sanitarny bez opłaty i recepcja. Po zaparkowaniu podłączamy się tylko do prądu, bierzemy ręczniki i idziemy na długo oczekiwaną plażę. Tunelem pod torami kolejowymi wychodzimy na wprost nadmorskiego hoteliku z zamkniętą już restauracyjką. Pusta kamienista plaża z rozstawionymi leżakami w części przyhotelowej, na drugim końcu ogrodzenia parkują trzy campery. Idziemy po różnobarwnych, kilkucentymetrowych, płaskich otoczakach, które kończą się ciemnoszarym, ostrym piaskiem, chyba pochodzenia wulkanicznego, nanoszonym przez fale.

Na wprost nas, około kilometra w morzu, zarośnięta zielenią wysepka z ruinami zamku. – Jesteśmy na Lazurowym Wybrzeżu… Riviera… Morze Śródziemne… plaża… – wykrzykują na przemian. To trochę nie tak, bo morze nazywa się Liguryjskie, tę część wybrzeża nazwano Riviera di Ponente, a właściwa jest we Francji, a plaża to nie jest, tylko kupa rozsypanych kamieni. Biorę jednak jeden na pamiątkę. Mam już trzy z wybrzeża tego morza, ale azjatyckiej i afrykańskiej części – Stambuł, Tel Awiw, Kair. Koledzy rzucają ręczniki i w szortach wchodzą do wody, ja moczę tylko nogi, brnąc zapadając się po kostki w świeżo naniesionym piasku. Jest super.

Zapada zmrok, więc wracamy, a poza tym zaczyna nam burczeć w brzuchach. Od śniadania nic nie jedliśmy. W przejściu pod torami Kaziu w całej szczęśliwości, niepomny wieku i ponad stu kilogramowej wagi, chce wdzięcznie jak kozica przeskoczyć nad nisko rozciągniętym łańcuchem blokującym przejazd samochodom i „robi orła”. Liczne obtarcia już w camperze poddawane są dezynfekcji, potem ochoczo zabiera się do robienia kolacji.

Drinki i nocne rozmowy Polaków. Wróciły krakowskie tematy i nie wiadomo skąd biskup Stanisław. Pojawiło się pytanie, czy król Bolesław osobiście pozbawił biskupa członków, czy też oddał katu. Oczywiście było również o przyczynach i skutkach tego wydarzenia. Bob szalał z Wikipedią, szklanki często były napełniane aż do konsensusu – walka o władzę, król przegrał na nieszczęście. Około drugiej zaczęliśmy układać się do snu…

Ferdynand Wróbel

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o