Historie z bagien

0
60
Cienaga
Cienaga, rybacy w ujściu rzeki | fot. Marta Tutaj

Cienaga to nieduże, postkolonialne miasto na kolumbijskim wybrzeżu. Nazwa oznacza rodzaj bagna – miasto leży na podmokłych terenach, wśród mangrowców i mocno zmineralizowanych jeziorek. Tutejsze legendy często opowiadają o złych duchach i potworach wychodzących z wody.

REKLAMA

Aura diabelskiego domu

Cienaga ma własny „dom, w którym straszy” – Casa de Diablo, kiedyś rezydencję lokalnego milionera, który na początku XX w. „dorobił się” na handlu bananami. Nazywał się Manuel Varela, zaczął od niewielkiej plantacji, a że był to okres gwałtownego rozwoju eksportu bananów w Ameryce Południowej, wzbogacił się błyskawicznie. Założył własną firmę – United Fruit Company, a w Cienaga zorganizował jej centralę. Wybudował i doprowadził do swoich plantacji linię kolejową, by banany United Fruit Company pakowane były zaraz po zebraniu i docierały na rynki świata przed innymi. Ze Stanów Zjednoczonych sprowadził lokomotywy. To było coś niesamowitego dla mieszkańców niewielkiego miasteczka!

Mieszkańcy miasteczka nie umieli sobie szybkiego sukcesu miejscowego potentata wytłumaczyć inaczej, niż paktem z diabłem. Pakt ten, jak szybko się rozniosło, obejmował daninę z… ludzkich dusz, płaconą kosztem pracowników plantacji, którzy ginęli gwałtowną śmiercią.

Zaczęto o tym mówić, gdy „tajemniczo” zginął jeden z robotników, kąpiący się po pracy w kanale nawadniającym plantację. Patrzący z brzegu świadek opowiadał, że w spokojnej wodzie kanału „znikąd” pojawił się wir wodny, który wciągnął kąpiącego się człowieka. Ciało znaleziono dopiero dwa dni później, przy innym kanale, zaplątane w drut kolczasty…

Wkrótce potem jeszcze bardziej zagadkowo zniknęło dwóch innych ludzi, myjących się po pracy. Znaleziono tylko ubrania, pozostawione nad brzegiem kanału, nie znaleziono nigdy ciał. A gdy kilka miesięcy później zaginął bez wieści jeden z pracowników biura Manuela Vareli, wszyscy nabrali pewności…

Istotnie, na plantacjach Vareli zdarzało się sporo tajemniczych zaginięć i wypadków, ale czy nie zdarzały się na innych plantacjach? Były to czasy drapieżnego kapitalizmu, robotnicy żyli i pracowali w warunkach nieludzkich, a ci, którzy buntowali się lub w jakikolwiek sposób byli niewygodni, często znikali bez wieści… Albo znikali na własne życzenie, by uniknąć czyjejś zemsty. W okresie bananowego boomu w okolicach Cienaga miał zresztą miejsce strajk robotników na plantacjach. Plantatorzy sprowadzili wojsko, które zmasakrowało strajkujących, a ciała wrzucono do morza…

W kanałach nawadniających i innych wodach bagnistej prowincji Magdalena czaiło się też całkiem realne, naturalne niebezpieczeństwo – o czym będzie jeszcze mowa. Wszystkie jednak gwałtowne śmierci i zniknięcia, jakie zdarzały się w okolicy, przypisywano Vareli i jego układom z diabłem. Nawet, gdy w latach pięćdziesiątych zginął tragicznie student pobliskiego Institute San Juan Del Cordoba, uznano go za ofiarę paktu z diabłem; szkoła stała bowiem na gruntach podarowanych przez Varelę.

Gdy skończył się bananowy boom, Varela stracił znaczną część swego imperium. Pozostał jednak człowiekiem zamożnym i żył długo – przeżył swoje dwie żony i zmarł w roku 1967, w wieku 97 lat (!). Co, oczywiście także przypisywano paktowi z diabłem.

Casa de Diablo, dawna rezydencja Vareli, to dziś pusta, niszczejąca budowla. Niektórzy z sąsiadów twierdzą, że wciąż można zobaczyć diabła, który tańczy tam nocami. Mieszkająca dwa domy dalej starsza pani imieniem Miriam, dziś 78-letnia, wciąż opowiada historię, którą straszono ją w dzieciństwie, gdy nie chciała iść spać: że gdy Manuel Varela wracał późnym wieczorem z biura lub z tawerny, tańczyła wokół niego ognista postać z rogami – diabeł, strzegący swego partnera w interesach…

Pomnik-Kajmana
Część pomnika człowieka – kajmana | fot. Marta Tutaj

Panna i krokodyl

Przy głównej plaży w Cienaga stoi pomnik w formie kolumny, na którego szczycie jest postać dziewczyny w odświętnej sukience i z ozdobną parasolką, a poniżej – naturalnej wielkości figura krokodyla. To postaci z opowieści, którą w całej prowincji Magdalena śpiewa się, a także przypomina tańcem co roku w czasie karnawału.

Zdarzyło się to ponad pół wieku temu, w domu Miguela Bojato, zamożnego mieszkańca Cienaga. W czasie karnawału jego dom odwiedziła grupa znajomych rybaków, urządzono przyjęcie i tańce. Goście byli liczni i wkrótce wypili i przejedli domowe zapasy. Don Miguel wysłał więc swe nastoletnie córki – starszą Tomasitę i młodszą Juanitę – po jedzenie i rum do miasteczka. Dziewczęta niezbyt chętnie przerwały taniec, ale poszły. Zabawa u don Miguela trwała dalej, lecz gdy nieobecność dziewcząt przedłużała się, rodzice zaczęli się niepokoić. Był już późny wieczór, gdy na ścieżce do domu pojawiła się młodsza córka, Juanita. Ojciec, ledwie ją zobaczył, zrozumiał, że stało się coś złego. Zakrzyknął:

– Dziecko, gdzie twoja siostra?
To pytanie przeszło potem do pieśni.
– Kajman ją zabrał! Straszny kajman ją zabrał! – odpowiedziała Juanita, wybuchając płaczem.

Po czym opowiedziała, że gdy w drodze na rynek przechodziły obok kanału, którym łodzie rybackie wychodziły w morze, Tomasita poszła opłukać nogi w wodzie. Gdy jednak usiadła na brzegu i zanurzyła w wodzie stopy, z wody wynurzył się wielki krokodyl, i wciągnął ją pod wodę.

Rodzice uderzyli w lament. Goście, głównie rybacy, zorganizowali poszukiwania, w nadziei, że dziewczyna mogła przeżyć. Niczego jednak nie znaleziono. Zaczęto więc poszukiwania zabójcy, i odkryto w kanale wielkiego kajmana. Rybacy zabili go i na dwóch pikach zanieśli na rynek miasteczka. Niewiele wtedy wiedziano o metodach dochodzenia, więc nikt zapewne nie wykonał sekcji gada i nie wiadomo, czy istotnie był winowajcą. Może dlatego opowiadano potem tę historię z innym zakończeniem. Według tej wersji Tomasita od dawna chciała uciec z ukochanym, ubogim człowiekiem, z którym małżeństwa zabraniali jej zamożni rodzice. Gdy usłyszała o wielkim gadzie, którego widziano w kanale, uznała, że to okazja, by zrealizować plan, i namówiła siostrę do odegrania przedstawienia.

W oficjalnej jednak wersji kajman pożarł dziewczynę, a jej ojciec, ujrzawszy martwego gada, ogłosić miał, że dziś są urodziny Tomasity, i dzień pomsty na jej zabójcy… I te słowa weszły do pieśni.

Historia ta wydarzyła się podobno 20 stycznia, i to jest dziś data głównej fiesty w Cienaga, kiedy tańczy się Taniec Kajmana i śpiewa historię Tomasity.

taniec
Pokaz tańca kajmana | fot. Marta Tutaj

Historia podglądacza

Jeszcze dziwniejszy pomnik – El Hombre Caiman, półczłowieka-półkajmana, postawiono w niezbyt odległym mieście Plato Magdalena. Ilustruje historię o nieszczęśliwej miłości. I chyba także o tym, że nie należy podglądać…

Opowiada o młodym rybaku, który kochał się w córce majętnego hodowcy ryżu. Ojciec dziewczyny zabraniał młodym się spotykać. Młody rybak chodził jednak do ujścia rzeki, gdzie wieczorami kąpały się dziewczęta (a chłopcy zwyczajowo chodzili je podglądać), by patrzyć na ukochaną (a przy okazji i na inne dziewczęta, nago się kąpiące). Wracał coraz smutniejszy i coraz bardziej zakochany. Pewnego wieczora, jedząc ryż i popijając rumem, wymyślił sposób, by być bliżej ukochanej (i zapewne lepiej widzieć kąpiące się ślicznotki!). Odwiedził indiańskiego czarownika i za rum oraz zapas ryżu kupił u niego specjalny eliksir, dzięki któremu mógł się zamienić w kajmana i w ten sposób zbliżyć się do grupy dziewcząt. Druga buteleczka eliksiru zawierała czar odwrotny i zamieniała kajmana w człowieka. Rybak ukrył ją na brzegu.

Ojciec dziewczyny był jednak podejrzliwy i kazał swemu słudze śledzić potencjalnego adoratora córki. Podczas drugiej „randki w wodzie” sługa na jego polecenie odszukał pozostawioną na brzegu buteleczkę i stłukł ją. Gdy człowiek-kajman wrócił, mógł już wypić tylko parę kropel eliksiru, pozostałych w stłuczonym szkle.

W ten sposób stał się potworem – o połowie ciała ludzkiej i połowie gadziej. Jakiś czas żył jeszcze w ujściu rzeki, wciąż podglądając ukochaną w kąpieli, a matka przynosiła mu na brzeg rzeki jedzenie i rum (!). Ale w końcu ogarnęła go taka rozpacz, że wypłynął z ujścia rzeki w morze i słuch po nim zaginął.

Jak dla mnie, jest to historia o niebezpieczeństwie podglądania i mieszania rumu z ryżem. Ale opowieść o człowieku-kajmanie jest także motywem kolumbijskiego karnawału i Tańca Kajmana, który w Plato Magdalena tańczy się inaczej, z lokalnymi wariacjami.

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o