Latająca maczeta

0
222
Lotnisko w Singapurze | fot. Marta Tutaj

Długi nóż z głową tygrysa na rękojeści kupiłam w kraju Torajów, którzy hodują wielkie byki, by zabijać je dziesiątkami podczas wystawnych pogrzebów swoich krewnych. Ozdobny nóż miał zapewne przypominać o tej tradycji, los zgotował mu jednak inne przeznaczenie.

Czaszki i pamiątki
Torajowie żyją na indonezyjskiej wyspie Celebes. Może warto dodać, że tuż po śmierci kogoś bliskiego mają też zwyczaj zamawiać u rzeźbiarza naturalnej wielkości podobiznę zmarłego: drewnianą figurę, która – po pomalowaniu i ubraniu – znad kamiennego grobowca spogląda potem na rodzinną wioskę i na codzienne życie pogrążonych w żalu krewnych. Wrażenie trochę makabryczne, ale dzięki temu wioskę odwiedzają całe tłumy turystów – nie mniej dziś ważnych dla kultury Torajów, niż przodkowie i poświęcane dla nich byki. Właśnie pod taką ścianą, gdzie na wysokości stoją drewniani zmarli, patrzą drewnianymi oczami i wyciągają do żywych drewniane ręce, było stoisko z ludowymi pamiątkami.
W dawniejszych czasach Torajowie grzebali swoich zmarłych w jaskiniach. I nadal odwiedzają te jaskinie, gdzie czaszki i piszczele najstarszych przodków zalegają masowo na kamiennym dnie, a ze skalnych półek patrzą próchniejące podobizny zmarłych.
Torajowie w dowód szacunku przynoszą przodkom poczęstunek, złożony z papierosów i cukierków Kopiko, które układają koło czaszek. W ogóle lud ten ma dość szczególny stosunek do zmarłych. Ale – choć, odkąd tam byłam, ze smakiem kawowych cukierków zawsze już kojarzyć mi się będzie widok jaskini pełnej kości – nie o tym jest ta historia.
Jest o długim nożu z rzeźbioną ozdobnie rękojeścią, kupionym pod okiem drewnianych figur przodków. W sklepiku pod grobową skałą kupić można było wiele różnych gadżetów, od figurek zmarłych w wersji mini po zbroje z wypolerowanego drewna, bambusowe flety, maski, tkaniny z wizerunkami ludzi i byków albo suszone ryby (!). Dlaczego właściwie kupiłam długi nóż?
Pomysłem przywiezienia noża natchnął mnie niechcący pewien znajomy. Podczas luźnej rozmowy o tym, co przywieźć z Azji, rzucił, że chciałby „ładny nóż”. Potem zresztą – przypomniawszy sobie, że na lotnisku można mieć kłopoty nawet z powodu agrafki – zmienił zamówienie. Ale było za późno. Myśl, że mogłabym nie przemycić noża przez kolejne przesiadki i lotniska, potraktowałam jak wyzwanie. Nie przewiozę przez parę krajów azjatyckich głupiego noża? Zobaczymy!

Sklep z pamiątkami w Tanatoraja | fot. Marta Tutaj

Plecak z nożem w stelażu
Jako że podczas podróży zwykle omijam większe miasta,
trzymając się miejsc, gdzie jest morze, rafa i nie za wielu turystów, kraina Torajów była właściwie jedynym miejscem, gdzie mogłam kupić jakieś „pamiątki”. Długi nóż w rzeźbionej, drewnianej pochwie był moim pierwszym zakupem. Owinięty w gazetę, ulokowałam w stelażu plecaka, i na parę tygodni w ogóle o nim zapomniałam.
W Manado, północnym porcie lotniczym wyspy Celebes, nikt nie sprawdzał plecaka, podróżującego w luku bagażowym. W Dżakarcie, gdzie miałam przesiadkę, także zresztą nie. Nóż odkryto dopiero w Singapurze, przy wyjściu ze strefy transferowej lotniska. Według kalendarza chińskiego zaczynał się właśnie Rok Smoka – wszędzie na lotnisku stały ozdobne smoki z papieru, kwiatów, piór, kolorowych światełek… Atmosfera była smoczo-świąteczna.
Pulchny młody celnik, który obserwował mój bagaż w maszynie przy wyjściu, wyraźnie się zatroskał.
– Madame, w środku jest… nóż – oznajmił z takim zażenowaniem, jakby chodziło o jakiś gadżet erotyczny.
– Wiem – odparłam beztrosko. – Sama go kupiłam. To jakiś problem?
Okazało się, że tak, bo sympatyczny celnik musi nóż obejrzeć.
– Drobiazg – odparłam, wydobywając z plecaka ponad półmetrowej długości klingę, z głową tygrysa na rękojeści.
Celnik wciągnął białe rękawiczki i ujął nóż delikatnie, jak coś niezwykle kruchego.
– Madame – powiedział po chwili pełnych napięcia oględzin. – To bardzo piękny nóż. Ale jest też długi i… – zrobił pauzę na lekkie westchnienie – i bardzo ostry, madame. Będę musiał skonsultować to z policją.
Wykonałam niezbędną pantomimę: wzniesienie oczu i przewrócenie nimi, głębokie westchnienie, zbolały wyraz twarzy.
– Ależ ja kupiłam ten nóż na prezent. To suwenir! Naprawdę musimy mieszać do tego policję?
Młody celnik wyglądał jak kupka nieszczęścia, ale był nieugięty.
– Niestety, madame, takie są przepisy.

Malezyjskie noże rytualne | fot. Marta Tutaj

Czy to do walki? Tak!
Ostatecznie wylądowałam wraz z moim plecakiem i długim nożem na posterunku celników. Podsunięto mi krzesło. Trwało właśnie przesłuchanie malezyjskiego marynarza, który kupił sobie w Dżakarcie bardzo okazały i niewątpliwie morderczy nóż sprężynowy. Nie można powiedzieć, by przesłuchanie wyglądało dramatycznie – młody policjant z szerokim uśmiechem zadawał pytania, a marynarz – z jeszcze szerszym uśmiechem – odpowiadał na wszystkie twierdząco. – Czy ten nóż służy do walki? – pytał przedstawiciel prawa.
– Tak, tak! – przyznawał rozpromieniony właściciel.
Starszy celnik za biurkiem zwrócił się do mnie gawędziarskim tonem:
– Ten duży, ładny nóż należy do ciebie?
– To prezent. Przyjaciel ma urodziny…
– Skąd jesteś, madame?
– Z Polski.
– O! To ciekawe. Daleki kraj. Ile masz lat?
Znów przewróciłam oczami.
– Możecie przeczytać w paszporcie. Pięćdziesiąt.
– Znakomicie wyglądasz. Jesteś bardzo szczupła!..
Oczywiste kłamstwo. Trudno się gniewać, prawda?
Policjant, który skończył rozmowę z marynarzem i kazał mu wypełnić jakiś papier, zwrócił się do mnie:
– To bardzo piękny nóż, madame. Ale powinnaś go zgłosić celnikowi.
– Nie wiedziałam. W Indonezji nikt się nim nie interesował.
– Tak, tak. Indonezyjczycy to mili ludzie… Dokąd się teraz wybierasz?
– Do Malezji.
– Ach, tak. Ale obawiam się, że na granicy malezyjskiej możesz mieć z tym nożem kłopoty.
Uznałam, że może mieć rację. A poza tym może to sposób, by przyspieszyć bieg spraw?
– Czy można zostawić nóż tutaj, gdzieś w depozycie? Lot powrotny do Polski mam i tak z Singapuru.
– Obawiam się, że na lotnisku nie ma takiej możliwości…
Dobra nasza. Każdy urzędnik zrobi niemal wszystko, byle pozbyć się problemu.
– To może mogłabym go zostawić u was? Odbiorę sobie przed odlotem…
Policjant, jak oczekiwałam, zrobił zakłopotaną minę.
– Niestety, nie mamy takich uprawnień.
– Naprawdę? A macie prawo zabrać mi nóż?
Policjant uznał, że to odpowiednia chwila, by się wycofać.
– Proszę tutaj poczekać. Zbadamy ten nóż…
Acha. Dobrze, czas na odrobinę dramatyzmu.
– Zaraz, zaraz. Długo to potrwa? Śniadanie jadłam o piątej rano, przed wylotem z Manado. W samolocie nie karmili. Dochodzi trzecia po południu i jestem naprawdę bardzo głodna! Co będzie, jeśli umrę z głodu podczas waszego dochodzenia?
Starszy celnik pospiesznie wydobył spod biurka pudełko czekoladek Rochera.
– Bardzo proszę, zjedz. Wszystkie, jeśli masz ochotę.
Policjant także lekko wymiękł.
– Pospieszymy się, madame. To potrwa najwyżej kwadrans.

Chronić przed dziećmi

W ciągu kwadransa (kończyłam czekoladki, smakowały jak luz psychiczny w stanie czystym!) rzeczywiście wrócił z papierem do wypełnienia. Było tam oświadczenie, że nóż, który oficjalnie nazwano maczetą (machette) kupiłam jako souvenir (trzeba było wpisać gdzie i za ile). Podpisałam też deklarację, że będę tejże maczety używać wyłącznie w celach pokojowych (!), trzymać ją w bezpiecznym miejscu i chronić przed dziećmi. Nad ostatnim się zastanowiłam. Mój znajomy, który zamówił nóż, miał dwoje drobnych dzieci. Prawdopodobnie jednak nie da im noża do zabawy, póki nie dorosną.
Podpisałam wszystko. Papier miał w nagłówku wspaniałe logo Departamentu Broni i Materiałów Wybuchowych w Singapurze. Połączone siły policji i służb celnych znad pudełka po czekoladkach z szerokimi uśmiechami obserwowały, jak szybko wypełniam dokument. Policjant równie szybko go podpisał, przyłożył pieczęć, zrobił kopię i wręczył mi oryginał.
– Pokażesz to na „bramce” na lotnisku zawsze, gdy będą cię pytać o nóż. Z tym papierem twoja maczeta może latać! – poinformował mnie radośnie.
W drodze powrotnej zastanawiałam się, czy nie zachować dla siebie latającej maczety, bo przywiązałam się do niej. Ale odpuściłam. Zachowałam sobie tylko dokument, pozwalający maczecie latać. Jako pamiątkę z Singapuru.

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o