Nowy Rok w Azji

0
386
Parada smoków, fot. Marta Tutaj
REKLAMA

Nie we wszystkich częściach świata i kulturach Nowy Rok przychodzi o tej samej porze – i to nie tylko ze względu na różnice czasu. Muzułmanie i mieszkańcy Indii świętowali już swój Nowy Rok w sierpniu i listopadzie, Chińczycy i Balijczycy – dopiero będą.

REKLAMA

W wielokulturowej Azji czasem naprawdę trudno uwolnić się od Nowego Roku. Szczególnie skomplikowany jest kalendarz muzułmański, który liczy się od roku ucieczki Mahometa (hidżry) i opiera w znacznym stopniu na fazach księżyca, w związku z czym miesiące mogą być różnej długości, a data początku roku – bardzo różna. W roku 2019 Muzułmański Nowy Rok (1441 od hidżry) przypadł na 31 sierpnia. Niekoniecznie przeszkadza to muzułmańskim mieszkańcom Indii czy Indonezji świętować w huku petard i sztucznych ogni także 31 grudnia.
Natomiast Chiński Nowy Rok, z którym najczęściej przyszło mi się spotykać podczas azjatyckich podróży, przypadać może pomiędzy 19-20 stycznia a połową lutego. Najbliższy Nowy Rok w chińskim kalendarzu ma datę 25 stycznia – kończy się Rok Świni, który zaczął się 5 lutego 2019, a zaczyna Rok Szczura, który potrwa do 12 lutego 2021 roku. W Chinach pierwsze trzy dni po Nowym Roku są wolne, ale i w dalszym ciągu wielodniowego święta zamyka się biura i firmy, by każda rodzina mogła odwiedzić bliższych i dalszych krewnych.
Obyczaje związane z chińskim Nowym Rokiem przejęły i inne kraje. I tak w pierwszej połowie lutego w Singapurze startuje noworoczny „długi weekend”, trwający cztery do sześciu dni. Podczas swojej pierwszej bytności w tym mieście-państwie wylądowałam tam w samym środku Nowego Roku: zamknięte były biura, banki, za to w sklepach odbywały się wyprzedaże, a na ulicach królowały fajerwerki i lampiony. Były parady w różnych punktach miasta, występy akrobatów, śpiewaków i tancerzy. Jako że był to poprzedni Rok Szczura (2008), noworoczną atrakcją był też show w singapurskim ZOO poświęcony największemu gryzoniowi świata – kapibarze. Ciasteczka z wróżbą podawano w każdej kafejce, a hotele były pełne.

Bali – dziewczynki legong, fot. Marta Tutaj

Ołtarze na plaży

Uciekłam z Singapuru na indonezyjską wyspę Bali. A tam Nowy Rok dopadł mnie znowu w marcu, w Kuta – najpopularniejszym balijskim turystowisku. Tym razem było to święto balijskich hinduistów.
Plaża w Kuta zaliczana jest do najlepszych w Indonezji, choć to rzecz gustu. Jest, owszem, piaszczysta i szeroka, ale ciągnie się wzdłuż ruchliwej drogi, nie ma rafy, a morze wyrzuca tu sporo śmieci. W czasie święta Melasti, otwierającego balijski Nowy Rok, szeroka, płaska plaża w Kuta jest jednak idealnym miejscem dla świątecznych obchodów. Z każdej dzielnicy, z każdej wioski w okolicy, przychodzą ludzie w odświętnych strojach – mężczyźni w bieli i z kwiatem hibiskusa przy wiązanym balijskim kapeluszu, kobiety w białych i żółtych koronkowych, muzycy w kraciastych sarongach, grając na bębenkach, czynelach, grzechotkach. Nie może zabraknąć grup dziewczynek w koronach z żółtych kwiatów, tancerek tradycyjnego legong – tańca, będącego metaforą ludzkiego życia.
Każdy pochód, kolorowy od parasolek i chorągwi na wysokich drzewcach, stawia na plaży ołtarze – podesty ozdobione rzeźbami smoków i draperiami. Składa się na nich skrzynie, talerze i plecione koszyczki z pudżdżą – ofiarą z ryżu, słodyczy, kwiatów, kadzidełek i drobnych monet. Kapłani, uzbrojeni w rytualne noże i kadzielnice, odśpiewują inwokacje.
Mikrobusami, pomalowanymi w sceny z Ramajany, zjeżdżają się wierni; za nimi ciągną sprzedawcy słodkich napojów i szaszłyków satay oraz turyści wszelkich ras i narodowości, z kamerami, aparatami i telefonami komórkowymi. Balijczycy w sposób cudownie pomysłowy rozwiązali problem sacrum i profanum podczas tradycyjnych świąt. Obecność turystów nie narusza religijnego charakteru uroczystości – im więcej gości, tym większy honor dla ludzi i bogów – nieważne, czy są to ludzie w szortach, czy sarongach, i czy niosą kamery, czy kosze z pudżdżą. Spotkanie wielkiej liczby ludzi to zawsze święto.
Indonezyjczycy kochają zgromadzenia; siadają w zwartych grupach na piasku, w miarę możliwości w cieniu palm, rozmawiają, żartują, zawierają znajomości. Dziewczynki w kostiumach legong jedzą lody; chłopcy w odświętnych kapeluszach wlewają w siebie kolejne butelki coca-coli i składają świąteczne zabawki – figurki czerwonych smoków. Okoliczne kawiarnie, zwykle okupowane tylko przez turystów, pękają w szwach od biało ubranych Balijczyków. I przez całe popołudnie z zewsząd nadciągają kolejne pochody z bębenkami, parasolkami i pudżdżą.
Ceremonia Melasti kończy się przed zachodem słońca obmyciem rąk i stóp w morzu. Powinno to nastąpić o zachodzie słońca i niezapomniany obraz stanowi tysiące odświętnie ubranych ludzi, idących powoli, w świetle zachodu, ku falom. Po uroczystościach na plaży pozostają tysiące palmowych koszyczków po ofiarach, które zabiera morze.
Jednym z kolejnych świątecznych dni jest Nyepi – „cichy dzień”, dla hinduistów czas, gdy nie pracuje się, nie prowadzi pojazdów, nie wychodzi z domu, nie wykonuje żadnych prac. Turystów, których nigdy na Bali nie brak, prosi się w tym dniu zwykle o nie opuszczanie hotelu (którego obsługa nie dotrzymuje zasad Nyepi, ale też zwykle w tym dniu pracują wyznawcy innych religii – np. muzułmanie lub chrześcijanie).

Dekoracje na Rok Psa na lotnisku, fot. Marta Tutaj

Wśród psów i smoków

W lutym w sam środek Nowego Roku wpadłam też na wyspie Borneo, w Malezji. Chińczycy są jedną z trzech największych grup narodowościowych w ludności Malezji (inne to Malajowie i Hindusi), chiński Nowy Rok obchodzono więc hucznie. A mój hotel w Kuching znajdował się dokładnie naprzeciw chińskiej świątyni w centrum miasta.
Zaczęło się od występów smoków w pobliskim centrum handlowym. Cały ranek ściągały do Kuching smocze zespoły z całej prowincji Sarawak – młodzi ludzi z wielkimi bębnami i w spodniach z kolorowego futra. Ten ostatni element stroju wyróżniał smoczych tancerzy.
Cały dzień smoki tańczyły i skakały przed jury w centrum handlowym – białe smoki, czerwone smoki, żółte i pomarańczowe. Każdy z nich składał się z dwóch tancerzy, którzy musieli działać w idealnej harmonii jako przednie i tylne nogi smoka, jako głowa smoka i jego ogon. Smok wykonywał różne układy taneczne i akrobacje przy akompaniamencie orkiestry złożonej głównie z gongów i bębnów; jeśli stawał słupka lub skakał w górę, jeden tancerz musiał podnieść wysoko drugiego. Takie ewolucje oceniane były najwyżej. Smoki otwierały też paszcze i przewracały oczami – sterował tym za pomocą sznurków tancerz z przodu. Publiczność była bardzo liczna, z trudem mieściła się w głównym holu galerii handlowej i na podestach wyższych pięter. Rodzice z dziećmi podchodzili do oczekujących w kolejce na występ tancerzy, by dzieci pogłaskały łeb smoka – podobno miało to im zapewnić szczęście i zdrowie.
Potem była parada uliczna, w której szli przebierańcy, a smoki biegały ulicami, jechały na ciężarówkach, były niesione na tyczkach i podestach. Było wiele pięknych dziewcząt w baśniowych strojach. Było też sporo figurek psa, jako że zaczynał się właśnie Rok Psa – co w Kuching było pewnym dysonansem, jako że „maskotką” tego miasta jest kot. Każdy smoczy zespół powiewał chorągwiami swego regionu. Sprzedawano psie maskotki i słodycze, a ludzie przy kawiarnianych stolikach wręczali sobie łakocie i koperty z pieniędzmi. Był koncert orkiestr ludowych i dużo trudniejszy do zniesienia koncert karaoke (!). Na koniec – tuż przed północą – wszystkie zespoły i delegacje kolejno wnosiły swoje chorągwie do chińskiej świątyni przy moim hotelu. W bębny i gongi bito przy tym szczególnie głośno, by zwrócić na siebie uwagę bogów.
Gdy wylatywałam z Singapuru, było już właściwie po Nowym Roku, ale całe lotnisko było w iluminacjach i dekoracjach na Rok Psa. Najbardziej rzucały się w oczy wielkie, różowe figury psów zrobione z żywych goździków. Tylko na moim terminalu naliczyłam ich siedemnaście.

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o