O dziku, rogach i mnichach

0
48
Austria
Zbiorniki wodne | fot. Marta Tutaj
REKLAMA

Pojechaliśmy do Kremsmünster, bo dla moich austriackich przyjaciół była to wycieczka w krainę dzieciństwa. Jeździli tu na wycieczki szkolne. W Kremsmünster, najrozleglejszym po Melku klasztorze w Austrii, jest m.in. dwustopniowa szkoła dla chłopców, toteż benedyktyni zawsze udostępniali część należących do klasztoru terenów – m.in. rozległych sadów owocowych – także innym szkołom.

Gdy znajomi próbowali mi opowiadać historię opactwa, szybko się pogubiłam, musiałam sporo doczytać z tablic w klasztornych krużgankach. Bo też niełatwo w Austrii o miejsce bardziej obciążone i historią, i innymi historiami, niż Kremsmünster.

REKLAMA
Austria
fot. Marta Tutaj

Skutki wypadku na polowaniu

Historia klasztoru na wzgórzu to ponad 1200 lat. Powstał w 777 roku, a ufundował go bawarski książę Tassilo III – według legendy w miejscu, gdzie polował jego syn i następca, Gunther, i gdzie został zabity przez dzika. W kaplicy klasztornego kościoła znajduje się grób Gunthera – sarkofag w formie postaci leżącej na katafalku. Tak naprawdę jest to grób symboliczny, cenotaf, nie zawierający szczątków. Trudno dziś powiedzieć, czy nie powstał tylko dla wzmocnienia legendy o klasztorze, ale liczy sobie na pewno już wiele stuleci – z pewnością pochodzi sprzed XIV wieku.

Książę Tassilo ufundował klasztor i wyposażył w kilka cennych przedmiotów. Najsławniejszym jest Kielich Tassila – naczynie mszalne z pozłacanej miedzi o wadze 3 kg, zdobiony rzeźbionymi postaciami świętych. Kielich spoczywa dziś w skarbcu i używany jest podczas nabożeństw tylko przy wyjątkowych okazjach. Podobnie jest z dwoma ozdobnymi świecznikami z VIII wieku, wykonanymi według legendy z kruszcu pochodzącego z berła Tassila.

Do klasztoru sprowadzono mnichów z Dolnej Bawarii. Wzbogacił się szybko dzięki darowiznom wielmoży, a także samego Karola Wielkiego. W X wieku dobrze prosperujące opactwo zostało zniszczone podczas najazdu Węgrów i w kolejnych wiekach odnowione. Wówczas sprowadzono tu benedyktynów reguły kluniackiej. Ci zaś zagospodarowali opactwo tak dobrze, że w kolejnych wiekach klasztor uchodził za najlepszy w tej części Europy. Jak zapisał jeden z kronikarzy, zgromadzenie przodowało nie tylko pobożnością, ale „także w odniesieniu do jego ziem, budynków, książek, obrazów i innych dóbr, oraz pod względem liczby członków wyróżniających się w nauce i sztuce”.

Astronomia i łowy

Opactwo zgromadziło m.in. jedną z najlepszych bibliotek. Benedyktyni nie tylko pozyskiwali księgi, ale sami też tworzyli kroniki i dzieła historyczne. Do najcenniejszych przechowywanych tu dzieł należy Codex Millenarius z 800 roku.

W połowie XVI w. opat Lechner utworzył w klasztorze szkołę publiczną dla chłopców. W XVII wieku opat Fixlmillner, znany z dobroczynności i zainteresowań naukowych, wybudował na terenie klasztoru wysokie na ponad 50 m obserwatorium astronomiczne, znane dziś jako Wieża Matematyczna. Siostrzeniec opata, Placidus Fixlmillner, który został dyrektorem obserwatorium, to pierwszy astronom, który obliczył orbitę Urana. Górująca nad budynkami opactwa Wieża Matematyczna wygląda zresztą jak obiekt z książek Verne’a i nadaje temu miejscu niezwykłości.

Nie jest to jedyny nietypowy obiekt w opactwie. Od XVII wieku mnisi z Kremsmünster zajmowali się m.in. hodowlą ryb – i to nie byle jakich, jesiotrów. Pomiędzy budynkami klasztornymi ciągnie się więc rząd basenów z figuralnymi fontannami, gdzie i dziś pływają stada jesiotrów różnych odmian. Chodniki nad częścią basenów zabudowano zadaszonymi galeriami, w których obecnie znajduje się ogromna kolekcja trofeów łowieckich – głównie imponujących rogów jelenich, choć zdarzają się i długie rogi koziorożców alpejskich. Niektóre pochodzą z XVII i XVIII wieku. Większość to dary od lokalnych wielmożów, polujących w okolicach, ale nie brak podobno pamiątek po zwierzętach upolowanych przez samych mnichów… Benedyktyni z Kremsmünster mieli nie tylko naukowe zainteresowania.

Austria
fot. Marta Tutaj

Od kościoła do sadu

Kościół opactwa, pod wezwaniem Chrystusa Zbawiciela i św. Agapitusa (ten ostatni, biskup Rzymu zmarły w Konstantynopolu, jest także świętym prawosławia), istnieje od wieku XIII. Obecny kształt zawdzięcza jednak barokowej przebudowie na przełomie XVII i XVIII wieku oraz architektom i malarzom z Włoch, specjalnie sprowadzonym. Charakterystycznym elementem wystroju wnętrza są wielkie gobeliny, okrywające kolumny nawy głównej. Natomiast współczesna kaplica św. Michała ma wystrój maksymalnie prosty i ascetyczny, w kamieniu i drewnie – jakby nawiązujący do miejsc zgromadzeń pierwszych chrześcijan. Obok kaplicy jest ekspozycja poświęcona ziołom i użytecznym roślinom polnym – zielarstwo było także jedną z benedyktyńskich specjalności.

Na terenie klasztoru funkcjonują także dwie szkoły z internatami, zbudowane wokół malowniczych wewnętrznych dziedzińców z drzewami i studniami. Benedyktyńskie szkoły przez wieki uchodziły za bardzo dobre, ukończyło je kilku pisarzy i naukowców. Nie tylko jednak chlubne karty znajdują się w szkolnej kronice. W 2010 roku kilku wychowawców szkoły oskarżono o nadużycia seksualne oraz przemoc fizyczną i psychiczną wobec wychowanków. Procesy trwały kilka lat, ostatecznie jednak sąd wydał wyroki skazujące, a klasztor wypłacił 700 tys. euro odszkodowań. Wydarzenia te i wyroki odnotowano prawdomównie w kronikach klasztoru. Z benedyktyńską skrupulatnością.

Opactwo ma także wykorzystywane przez szkoły boiska i tereny rekreacyjne, a prócz tego spore obszary uprawne – m.in. rozległe sady i zagony kwiatów, hodowanych także na sprzedaż. Są też ogrody warzywne i szklarnie, w których hoduje się m.in. owoce tropikalne i rośliny egzotyczne. Można tu spędzić cały dzień bez chwili nudy, spacerując po ogrodach lub wędrując długimi krużgankami, pełnymi rzeźb, jelenich rogów i ryb pluskających pod nogami, zwiedzając imponującą bibliotekę albo muzeum historii naturalnej w Wieży Matematycznej. Na klasztornym dziedzińcu niedaleko bramy można też napić się piwa (tak!) lub zamówić suty obiad w znajdującej się tu restauracji. A potem – jako że Kremsmünster otaczają góry – można wybrać się jedną z wyznaczonych tu specjalnie tras wędrówkowych. Przy trasach są „stacje” jako miejsca modlitwy lub medytacji.

Miasto Kremsmünster zbudowano wokół klasztornego wzgórza, i choć rozrosło się przez wieki, klasztor stanowi nadal jego centrum i oś. Przyjechaliśmy pociągiem. Do głównej bramy klasztoru ze stacji idzie się nie więcej niż dziesięć minut. Po zwiedzeniu klasztoru postanowiliśmy jednak zejść w drugim końcu klasztornych podcieni, ciągnących się wzdłuż głównych budynków. Gdy to zrobiliśmy i zeszliśmy schodami na ulicę, okazało się, że jesteśmy w całkiem innej części miasta, o prawie pięć kilometrów od stacji.

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o