O plaży inaczej

0
fot. Marta Tutaj
fot. Marta Tutaj
REKLAMA

Dla większości ludzi dobra plaża składa się z piasku w sąsiedztwie jakiejś wody, leżaków lub łóżek plażowych, parasoli, ewentualnie parawanów osłaniających przed wiatrem. Mile widzianym dodatkiem bywa restauracja czy bar serwujący drinki. Słońce, piasek i drink z parasolką to kwintesencja plażowych rozrywek. Ale – jak dla mnie – plaże to znacznie więcej atrakcji.

Ludzie i kraby

W Tajlandii, na plaży w skalnej zatoce, można było np. dodatkowo ćwiczyć wspinaczkę. Wznoszące się nad zatoką i sterczące z wody rzeźbione skały przyciągały amatorów tej formy aktywności. Można się było wspinać z użyciem haków i linek – tak to robiła czeska grupa rodzinna, w której osoba trzymająca linkę ubezpieczającą wspinaczy równocześnie pilnowała dzieci, bawiących się w piasku. Inni wybierali wspinaczkę z łodzi – jak jeden z młodych Niemców, który przed wspinaczką przywiązał swój plecak do nawisu skalnego tuż nad wodą. Potem okazało się, że zabranie plecaka wymaga dodatkowej wspinaczki, bo po południu woda opadła i plecak znalazł się dwa metry nad powierzchnią zatoki. Jeszcze inni wspinali się bez żadnego sprzętu, jeśli nie liczyć uwiązanego w pasie woreczka z talkiem – ci wędrowali malowniczo nad plażą, chwytając się występów skał, a leżący na piasku mogli to obserwować. Podobnie jak klienci baru, pijący swoje drinki lub kokosy z lodem przy kontuarze zaimprowizowanym z kilku wyrzuconych przez morze tyczek.

Ja, ponieważ nie wspinałam się ani nie piłam, zajęłam się na skraju plaży obserwacją małego kraba, który pracowicie kopał norkę w piasku. Dzięki tym maleńkim krabom, spacerując po wygładzonym przez fale piasku, można czuć się jak w galerii obrazów. Kraby, kopiąc, wyrzucają kuleczki mokrego piasku, które układają się w zawiłe ornamenty czy rzeźbiarskie obrazy przypominające pejzaże, wizerunki pojazdów, roślin albo zwierząt. Spacerując rankiem po plaży mogłam obserwować, co kraby „namalowały” piaskiem w nocy.

A gdy woda się cofała, odsłaniając kawałek dna zatoki, szukałam norek drobnych rybek z gatunku babek, które same nie kopią, ale korzystają w tym celu z usług krewetek. Potem pozwalają krewetkom zamieszkać w jamce, korzystać z resztek zdobytego jedzenia i… sprzątać. Ludziom wydaje się, że to oni wynaleźli instytucję służby domowej, ale ryby zrobiły to dużo wcześniej.

REKLAMA (2)
Kraby
Rzeźbiarstwo drobnych krabów | fot. Marta Tutaj

Sztuka łowienia

Na plaży egipskiej zajęcia dostarczały mi rybołowy – duże, przypominające orły ptaki, łowiące ryby na płyciźnie. Rybołowy w Egipcie mało zwracają uwagę na ludzi, chętnie korzystają natomiast z miejsc do siedzenia, takich jak słupki plażowych parasoli czy poręcze pomostów bo lubią patrzeć na świat z góry. Gdy sobie coś złowią, sadowią się natomiast na plaży i powoli, starannie skubią zdobycz. Przy jedzeniu ryby nie wolno się spieszyć.

Na tej samej plaży w Marsa Alam odnowiłam też znajomość z czaplą zielonawą – niedużym ptakiem, który podchodzi zdobycz na mocno przygiętych nogach, sunąc niemal brzuchem po piasku. Jedyna czołgająca się czapla, jaką znam. Nieco dalej, bardziej na dystans, z zanurzonych w wodzie kamieni polowały zimorodki – mimo drobnej postury dobrze widoczne nawet z daleka dzięki barwnemu upierzeniu.

Oczywiście najlepsza jest plaża w sąsiedztwie łatwo dostępnej rafy, na której można popływać z maską, obserwując barwne ryby i korale. Jeśli jednak brak rafy, w płytkiej wodzie przy brzegu zawsze można coś znaleźć – wężowidła przypominające małe ośmiornice o pięciu ramionach, kraby pustelniki ubierające się w porzucone muszle, zagrzebane w piasku krewetki, którym widać tylko czułki i oczy, drobne rybki typu babki, albo iglicznie – długie, kręte, z ostrym noskiem, krewne koników morskich. Oczywiście są także małże – filtrujące wodę na płyciźnie, zagrzebane w piasku, uczepione kamieni, wyrzuconych z wody pni i kawałków korali. Jedno z moich ostatnich odkryć to Acanthopleuria – niesamowity małż z egipskiej plaży, wyglądający jak żywa skamielina.

Gdzie nie ma krokodyli

Kiedyś w Indonezji, gdy brodziłam w płytkiej wodzie przy plaży, mrugnął na mnie białoszary odłamek koralowca, leżący na dnie. Gdy się pochyliłam, to, co wyglądało jak porowaty kamień, rozwinęło się nagle jak parasolka, w niesamowitym tempie nabierając także kolorów. Była to spora ośmiornica, która znakomicie udawała kawałek korala. Spłoszona, nagle zmieniła kolor, rozwinęła się, urosła i ruszyła po dnie płynnym, falisto-wirującym ruchem. Był to niesamowity spektakl, którego zaledwie fragment udało mi się nagrać zanim ośmiornica uciekła.

Pływając z maską wzdłuż wybrzeży malezyjskiej wyspy Tioman, wynajdywałam sobie małe dzikie plaże, by na nich odpocząć. Czasem, gdy dłużej przebywałam w wodzie, korzystałam z płaskich głazów, by się rozgrzać. Kiedyś zdrzemnęłam się na takim głazie, a obudziwszy się stwierdziłam, że mam towarzystwo. Miejsce obok mnie na tej samej skale zajął jaszczur – duży waran monitor, niemal tak długi jak ja (ale szczuplejszy!). Przybył zapewne w tym samym celu – aby się ogrzać.

REKLAMA (3)

Gdy się poruszyłam, popatrzył na mnie, wysunął kilka razy (i schował­) niebieskawy rozwidlony język, i – powoli, niechętnie – zsunął się na piasek. Waranowi takich rozmiarów niewiele zagraża na małej plaży, ale wszystkie jednak ustępują ludziom.

Jeśli niektórzy uważają takie towarzystwo na plaży za nieco zbyt ekstremalne, to zapewniam, że zdarzają się bardziej kłopotliwe spotkania. Na malezyjskiej wyspie Pangkor plagą były małpy – makaki, które korzystały z lokalnych plaż na równi z ludźmi, i wcale nie uważały za stosowne ustępować większym krewniakom. Kiedy schodziły z drzew, lepiej się było wynieść, bo nie tylko kradły rzeczy plażowiczów, ale i pokazywały ostre zęby.

Na pięknej długiej plaży w Similijau na Borneo ostrzegano nas przed krokodylami, ale nigdy żadnego nie spotkaliśmy. Masowo obsiadały nas za to muszki piaskowe – maleńkie, czarne, z białymi skrzydłami. Ich ukąszeń z początku się nie czuło i w ogóle prawie się ich nie zauważało, ale godzinę czy dwie później cała skóra zaczynała paskudnie swędzieć. Ukąszenia muszek piaskowych powodują bowiem silną reakcję alergiczną, w dodatku utrzymującą się tydzień i dłużej. Te drobne owady są znacznie bardziej dokuczliwe od komarów, bo nie ma na nie skutecznych środków odstraszających. Jedyna ochrona to noszenie ubrania zakrywającego całe ciało i moskitiery na twarz – nie jest to jednak dobry strój na plażę. Z Similijau – choć mi się tam podobało – musiałam wyjechać po dwóch dniach. Wygnały mnie te miniaturowe muszki.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
0
Napisz komentarzx