O złotym hełmie i gorących źródłach

0
71
Plac-z-kolumną-NMP
Plac z kolumną NMP | fot. Marta Tutaj
REKLAMA

W Gyor mieszkaliśmy na wyspie. Była to co prawda wyspa niemal w centrum miasta, dostępna z ulicy krótkim mostkiem, ale jednak wyspa. W mieście położonym u zbiegu trzech rzek – Raby, Rabcy i odnogi Dunaju – tak chyba należało.

REKLAMA

Burzliwa historia

Walory położenia miasta docenili jeszcze Celtowie, którzy w starożytności założyli tu osadę zwaną – od rzeki Raby – Arrabona. Celtom odbili to warowne miejsce Rzymianie, a po upadku Cesarstwa Rzymskiego osiedlili się tu Słowianie, których wkrótce podporządkowali sobie przybyli ze wschodu koczownicy – Awarowie. Tych z kolei pobił i wygnał w IX w. Karol Wielki, który w twierdzy u zbiegu trzech rzek osadził własną załogę. Ponad sto lat później Stefan, pierwszy król węgierski, uczynił Gyor biskupstwem, umacniając w ten sposób swą władzę.

W przeciwieństwie do zabytkowych miast w Austrii i Czechach, z których wiele do dziś zachowało średniowieczną zabudowę, w ciągu całej swej historii od starożytności po czasy nowożytne Gyor było wielokrotnie najeżdżane, niszczone do fundamentów, odbijane i odbudowywane. Od X wieku najeżdżali je Mongołowie, Turcy i Czesi. W 1525 roku, podczas najazdu tureckiego i po bitwie pod Mohaczem, Gyor spalili wycofujący się Węgrzy, by wojska tureckie nie mogły bronić się w tej twierdzy. Pod koniec XVI wieku Turcy zdobyli Gyor i panowali tu kilka lat, zanim miasto znów zostało odbite przez Węgrów i ich chrześcijańskich sprzymierzeńców. Ponieważ po zaciętych walkach niewiele po mieście zostało, odbudowano je, nie szczędząc kosztów, w stylu barokowym. Dla Gyor nastąpił czas powodzenia i z tego okresu pochodzi większość zabytków miasta – jak stary i nowy Ratusz, pałac Esterhazych, kościół i klasztor Benedyktynów, barokowe wnętrze Katedry czy upamiętniająca zwycięstwo nad Turkami kolumna NMP. Miasto sporo zawdzięcza Habsburgom, którzy do XVIII w. inwestowali w tutejsze fortyfikacje, widząc w Gyor punkt obrony na szlaku z Turcji do Wiednia. Z kolei Napoleon, który na początku XIX w. stoczył niedaleko zwycięską bitwę z Austriakami i jakiś czas rezydował w mieście, wycofując się, nakazał zniszczyć miejskie fortyfikacje.

W czasie II wojny światowej wskutek nalotów mocno ucierpiała zabytkowa część miasta. Po wojnie odbudowywano ją z różnym szczęściem – czasem na betonowo. Mimo to na początku XXI w. miasto Gyor otrzymało europejską nagrodę za zachowanie dziedzictwa historycznego i kultywowanie tradycji.

Synagoga
Synagoga | fot. Marta Tutaj

Katedra i przystań

Gdy odwiedziliśmy Gyor przed kilku laty, odbywał się tam akurat kilkudniowy festiwal historyczny i w zabytkowej części miasta można było spotkać mieszkańców spacerujących w historycznych kostiumach. Zwiedzaliśmy wówczas m.in. Katedrę Wniebowzięcia NMP – najważniejszy i najstarszy kościół w Gyor, wybudowany ok. XI w. jako romańska rotunda, w wieku XIII odbudowany i rozbudowany w stylu gotyckim, a po kolejnych zniszczeniach odtworzony jako świątynia barokowa. W katedralnej kaplicy, powstałej w 1400 roku, przechowywana jest jedna z najcenniejszych pamiątek historycznych i zarazem religijnych – złoty hełm króla Władysława Świętego. Ten najsławniejszy z węgierskich władców urodził się i wychował w Polsce, jako syn Beli Arpada – wówczas królewicza na wygnaniu – i polskiej królewny, córki Mieszka II. Króla Władysława, który był i waleczny, i religijny, i który omal nie poprowadził krucjaty do Ziemi Świętej (zmarł na jej początku), kanonizowano w XII wieku. Do jego grobu pielgrzymował Władysław Jagiełło, który uznał go za swego patrona.

Katedra stoi na wzgórzu Kaptalan, frontem do zbiegu trzech rzek. Schodząc w dół wąską, brukowaną uliczką, dociera się na nadrzeczne bulwary, gdzie zachowały się miejskie mury obronne, strzeżone przez zabytkowe armaty. Spotkać tu można spacerowiczów, amatorów joggingu i wędkarzy, a także czaple, kaczki i mewy, bo choć to centrum miasta, rzeka stwarza przestrzeń także dla ptaków. Niedaleko za katedrą rzeka traci zresztą miejski charakter i staje się niemal „dzika”, płynąc dalej wśród drzew i gęstych zarośli. Gdy byliśmy tu wcześniej, w lecie, pod historycznymi murami była przystań, po rzece pływały kajaki i drewniane łodzie. Co chwilę ktoś schodził po schodkach od ulicy, niosąc wiosła, a na kamiennych schodach opalali się młodzi ludzie.

Po drugiej stronie naszej wyspy, za mostem nad Rabą, stoi natomiast okazała synagoga, za nią jeszcze jeden kościół i ta część Gyor, którą najbardziej polubiłam – podmiejskie uliczki zabudowane niskimi domkami. Pejzaż przypomina tu jako żywo garnizonowe miasteczko z filmu „C.K. Dezerterzy”. Można tu spacerować wieczorami, wstępując po drodze na lody albo świeże bułki – bo jest i mała piekarnia, zapewniająca temu spacerowi odpowiednią oprawę zapachową.

Wnętrze-kościoła-Karmelitów
Wnętrze kościoła Karmelitów | fot. Marta Tutaj

Tu termy, tam fontanny

A przecież Gyor nie jest miasteczkiem – to główny ośrodek administracyjny komitatu
Gyor-Moson-Sopron, miasto przemysłowe m.in. z fabryką Audi, a także popularne kąpielisko termalne. Kompleks termalny Raba Quelle powstał w 2003 roku na cyplu między zbiegiem Raby i Dunaju. Korzysta z trzech źródeł wód termalnych o temperaturze ponad 60 stopni, znajdujących się ok. 2000 m pod powierzchnią ziemi. Są to wody mające w składzie m.in. chlorek jodu, wodorowęglany, kwas metakrzemowy i związki siarki, nadające tutejszej wodzie specyficzny, słodkawy smak. Kąpiele pomagają podobno m.in. w schorzeniach narządów ruchu, bólach mięśni, kości i stawów oraz chorobach układu oddechowego. Ośrodek wód termalnych w Gyor ma jednak nie tylko znaczenie lecznicze (dominujące w niezbyt odległym i najbardziej popularnym wśród wiedeńczyków Moson-Magyarovar). Są tu także baseny rekreacyjne m.in. ze zjeżdżalniami, grotą i wodospadem, parasolami wodnymi, gejzerami i „nurtem rzecznym”, a także drink bar zlokalizowany w basenie i tory do pływania. Jest basen ze stanowiskami do gry w szachy i basen pod (sztucznymi) gwiazdami. W ośrodku można też skorzystać z kilku rodzajów sauny.

Odwiedzający miasto amatorzy kąpieli na ogół spędzają w Raba Quelle cały dzień i dopiero późnym wieczorem odbywają nastrojowe spacery po mieście, w poszukiwaniu miejsca na kolację lub drinka. Toteż restauracje i bary w centrum i na starym mieście otwarte są do późna. Nie brak tu nastrojowych miejsc, żeby usiąść i coś zamówić – od kipiących kwiatami zaułków w starych murach, pod ozdobnymi, wiszącymi szyldami, po lokale niemal „marynistyczne” (choć Węgry nie mają morza) – jak Bar Kapitana Drake’a, nadrzeczne tawerny czy restauracja na statku zacumowanym na Dunaju. Nie brak tu także atrakcji bardziej nowoczesnych i komercjalnych – jak migający wszystkimi barwami tęczy most spacerowy, wielkie koło diabelskiego młyna, z którego gondoli można oglądać panoramę miasta i zbiegu rzek, czy fontanna z tryskającą wodą… butlą syfonu.

Do moich ulubionych miejsc – prócz nadrzecznych bulwarów – były ławeczki na głównym deptaku obok fontanny z rzeźbami smoka i człowieka i mieczem (być może świętego Jerzego). Otóż człowiek i smok w tym przedstawieniu, stojący na ziemskim globie, patrzą na siebie w zamyśleniu i wcale nie kwapią się do walki… A niedaleko jest budka z zupełnie niezłym langoszem i dobra winiarnia…

Gyor jest też nieźle skomunikowany z tzw. resztą świata. Leży dokładnie w połowie drogi między Wiedniem i Budapesztem, dodatkowo na trasie kolejowej, którą jeżdżą (a przynajmniej jeździły do niedawna) pociągi z Budapesztu do Paryża. Z Wiednia nietrudno dotrzeć do Gyor autobusem za ok. 5 euro. Od kilku lat miasto ma też własne lotnisko.

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o