Powrót na pustynię

0
167
Camping pod skalnym mostem
Camping pod skalnym mostem | fot. Marta Tutaj

Na Wadi Rum, pustyni Lawrence’a z Arabii, pierwszy raz byłam ponad dziesięć lat temu, jeszcze przed wojną w Syrii. Przetrwać na pustyni nie było wtedy całkiem łatwo – działało ledwie parę campingów, w marcu noce były zimne, a w campingach często brakowało wody, na co nie zawsze pomagał poczęstunek herbatą.

Pustynia jednak była cudowna, ze swymi rzeźbionymi skałami i różnokolorowym piaskiem, stale wygładzanym przez wiatr. Podczas tygodniowej wycieczki w Syrii spędziłam na Wadi Rum dwa dni. Teraz, podczas podróży przez Jordanię, postanowiłam wrócić.
Dziś znaleźć sobie miejsce na pustyni jest łatwo. Piasek Wadi Rum usiany jest campingami w różnej cenie i o różnym standardzie, odległymi zwykle o kilka kilometrów od siebie. Wszystkie mają – prócz wełnianych namiotów – także łazienki z ciepłą wodą, baterie słoneczne, samochody terenowe, fajki wodne, czasem także klimatyzację w namiotach, prywatne łazienki, namioty-restauracje i salony spa albo wielokomorowe namioty z białego tworzywa, przypominające pejzaż bazy na Marsie (wiele filmów z akcją na Marsie, od „Czerwonej Planety” po „Marsjanina”, kręcono zresztą właśnie w pejzażu Wadi Rum!).
Mój camp należał do najtańszych na kolorowej pustyni, ale miałam tam własny namiot z drewnianą podłogą, dwoma łóżkami i mnogością koców na chłodne noce, dwa obfite posiłki dziennie plus wodę i herbatę darmo przez cały dzień, łazienkę z ciepłą wodą i – przy dobrej pogodzie – dostęp do internetu. Wszystko za ok. 30 zł dziennie. Niewątpliwie baza turystyczna na pustyni bardzo się rozwinęła.

Ptaki i kwiaty
Ptaki i kwiaty | fot. Marta Tutaj

Wiosna na piasku
Na szczęście dookoła pozostała ta sama cudowna pustynia, z piaskiem czerwonym i żółtym, szarym albo płowym, a o zachodzie słońca – różowo-fiołkowym. W dodatku, ponieważ dwa dni przed moim przyjazdem spadł deszcz, pustynia każdego dnia rozkwitała tysiącami kwiatów. Były dywany drobnych, centymetrowych kwiatuszków, białych i różowych, kępy intensywnie żółtych, różowopurpurowe miniaturki irysów. Z piasku wynurzały się grube, czerwone pałki cynomorium szkarłatnego – pasożytniczej byliny, którą ludy pustyni żywiły się jeszcze w czasach biblijnych. Cynomorium nie tylko jadano, przyrządzano także z niego lekarstwa na problemy gastryczne i choroby nerek. W czasach wojen krzyżowych nauczyli się tego również rycerze szpitalnicy, którzy zabrali pustynną
bylinę na Maltę i tam uprawiali ją jako „grzybek hiszpański” w dobrze strzeżonym ogrodzie – za kradzież cynomorium groziły galery! A leczono nią niemal wszystko, od impotencji po ból zębów… Dziś wiadomo, że istotnie ma wpływ na wydzielanie hormonów i może być afrodyzjakiem… Ze względu na te, jak i jadalne właściwości, cynomorium zbierano przez wieki na pustyniach tak intensywnie, że w wielu miejscach wytępiono tę roślinę. Na Wadi Rum wciąż jeszcze rośnie, choć trzeba trochę szczęścia, by ją znaleźć.
Wiosną na piasku pustyni pojawiają się też zielone pasma spiralnie skręconej trawki i kępy zielonych liści, przypominających nasze tulipany, ale kwitnących całkiem innymi kwiatami. Nad kwiatami unoszą się miejscowe pszczoły – bardzo szybkie i bardzo kosmate. A na fantastycznie rzeźbionych i barwionych skałach albo białych krzaczkach, przypominających duchy roślin, siadają ptaki – białorzytki o kontrastowych, czarnych i białych piórach, dziwonie synajskie w różowej czerwieni, hałaśliwe czarnotki o pomarańczowych skrzydłach…

Krajobraz do wędrowania
Wraz z Islandczykiem, który przyjechał równo ze mną i dwójką Polaków, przybyłych z Izraela, odbyliśmy wycieczkę wynajętym samochodem od kamiennych mostów, wielkiej diuny i do wąwozu Khazali, gdzie na ścianach są prehistoryczne rysunki z czasów nabatejskich, przedstawiające ludzi i antylopy. Po południu jednak wyruszyłam sama, z aparatem fotograficznym i butelką wody, na spacer po okolicy – po piasku wśród skał.
Wadi Rum jest cudownym miejscem do wędrówek – nie ma tu płotów ani zakazów wstępu, nie ma nawet dróg, jeśli nie liczyć kolein w piasku, co jakiś czas zasypywanych przez wiatr. A każda mijana skała odsłania nowy krajobraz, nowy świat pełen fantastycznych kształtów i widoków, miejsc do odkrywania, zacienionych skalnych nisz do odpoczynku albo ścieżek do wspinaczki. Można iść cały dzień i nie spotkać nikogo, nikt też cię nie zawróci z drogi, gdziekolwiek pójdziesz. Ptaki, duże, biegające po piasku chrząszcze z rodziny czarnuchowatych, czasem kozy wysoko na skałach, to w zasadzie jedyne towarzystwo.
Pustynia Wadi Rum ma ok. 720 km kw. powierzchni, ale jako labirynt malowniczych skał, wąwozów i wzniesień zdaje się bezkresna. Wiosną, gdy nie jest jeszcze zbyt upalnie, można jednak bezpiecznie po niej wędrować pieszo, zapamiętując mijane formacje skalne, by w drodze powrotnej odnaleźć swój camping. Wiele lat temu, podczas pierwszej bytności na Wadi Rum, zdarzało mi się odejść od campingu na tyle daleko, że w drodze powrotnej musiałam wynająć „podwózkę”. Wówczas zwykle byli to Beduini wynajmujący wielbłądy turystom i po południu wracający do wioski lub obozowisk na pustyni. Teraz – choć na Wadi Rum wciąż nietrudno i zobaczyć, i wynająć wielbłądy – podwiozła mnie autem obsługa jednego z pustynnych campingów, dość odległego od mojego. Dwóch Arabów w pikapie zbierało na pustyni, jak się okazało, drewno na wieczorne pieczyste – głównie korzenie drzewek i pustynnych krzewów. Zdobycie drewna na pustyni wymaga przemierzenia wielu kilometrów.
Niektórzy mieli ambitniejsze wycieczkowe plany. Wśród moich sąsiadów na campingu było młode małżeństwo – ona Ukrainka, on pół Polak, pół Ukrainiec mieszkający w Kanadzie. Przyjechali z wielkimi plecakami i zamiarem spędzenia w namiocie tylko jednej nocy – potem planowali iść przez pustynię, z plecakami, aż do Aqaby – ponad 50 km. Nocować mieli na pustyni – co nie jest problemem, skały Wadi Rum dają wiele wygodnych schronień. Zastanawiali się tylko, czy po drodze znajdą wodę, bo trudno byłoby obciążyć się jej zapasem na parodniową wędrówkę.

Skalny most
Skalny most | fot. Marta Tutaj

Miejsce, by zostać
Kilka dni spędzonych na pustyni to był najlepszy czas naszej podróży. Wciąż prześladuje mnie myśl, że nie powinnam stamtąd wyjeżdżać. Czyż przed plagami tego świata nie uciekało się na pustynię?
W obliczu alarmujących wiadomości o zamykaniu granic w Europie i Stanach, z wioski Wadi Rum wyjechaliśmy dość pospiesznie w kilka osób – dwie Francuzki, para Niemców, Amerykanka z Florydy, ja… Niektórzy postanowili zostać – jak mój sąsiad Islandczyk, który twierdził, że podczas dwuletniej podróży nigdy nie czuł się tak szczęśliwy i spokojny, jak na Wadi Rum. Albo Wietnamka Lin, która przyjechała do Jordanii jako wolontariuszka i miała uczyć miejscowych tworzyć strony internetowe. Czy Tania, Rosjanka, która twierdziła, że widziała już niejedne złe czasy i te spróbuje przeczekać w namiocie…
Nie byli jedyni. Na lotnisku w Ammanie czekający na odprawę Polacy, którzy w histerycznym tempie przez ostatnie godziny jechali z południa kraju, opowiadali, że spotkali po drodze turystów – Polaków, Niemców czy Francuzów – podróżujących w całkiem przeciwną stronę. Na południe, w kierunku Aqaby i Wadi Rum.
Życzę tym ludziom wszystkiego najlepszego. A także im zazdroszczę. Pustynia przetrwała Nabatejczyków i Rzymian, wojny arabskie i kolonialne podboje, znów wojny i czasy terrorystów… Czyż nie będzie tam łatwiej dotrwać czasów, kiedy zachwyt dla świata będzie znowu silniejszy niż strach?

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o