Standardowy turystyczny rejs po Nilu odbywa się na niewielkim odcinku ogromnej rzeki – obejmuje nieco ponad dwieście kilometrów Dolnego Nilu (płynącego przez Górny Egipt) między Luksorem a Asuanem. A przecież jest to jedna z największych atrakcji wycieczek do Egiptu, na pewno warta zaliczenia.
Montaż atrakcji
Większość turystycznych statków na Nilu to w zasadzie pływające hotele o wysokim standardzie, wyposażone w klimatyzowane kabiny, bary, restauracje, salony spa, sklepy z pamiątkami i biżuterią, a także basen na sundeku i miejsca do plażowania z leżakami i parasolami. Rejs trwa zwykle od trzech do pięciu dni, a program – oprócz zwiedzania zabytków Luksoru, Asuanu oraz położonych nad rzeką świątyń – obejmuje także atrakcje folklorystyczne, jak pokaz tańca brzucha czy tańca wirujących derwiszów lub wieczór pieśni nubijskich, często połączonych z przebieraniem turystów w lokalne stroje. Oczywiście są i codzienne przyjemności, jak drinki i przekąski, podwieczorki z ciastem i kawą, poczęstunki lokalnymi słodyczami. Na każdym statku jest też zwykle dyżurny fotograf albo i filmowiec, który fotografuje/nagrywa uczestników rejsu przy wszystkich atrakcjach i rozrywkach, a potem – nietanio – sprzedaje odbitki zdjęć i kopie filmów (albo – coraz częściej – przekazuje przez specjalne aplikacje w telefonie).
Można sobie na statku zamówić wisiorek ze swoim imieniem, wygrawerowanym hieroglifami (a raczej komercyjnym alfabetem, zestawionym dla celów handlowych z niektórych hieroglifów). Można skorzystać z masaży lub kuracji upiększającej, jaką stosowała (podobno) Kleopatra. Można poczuć się jak bohaterowie Agathy Christie czy książek turystycznych z początku XX wieku – sącząc drinki i oglądając zachód słońca nad starożytnymi świątyniami. Można przepłynąć pod mostami na Nilu wpław, pływając w basenie na sundeku…
Można też zwyczajnie patrzyć na życie, toczące się na rzece i przy rzece. Osobiście chętnie zrezygnowałabym ze wszystkich turystycznych „atrakcji” – od zwiedzania ruin po drinki – i powtórzyłabym rejs jakąś mniejszą, mniej luksusową, za to wolniej płynącą i swobodniej się poruszającą jednostką. Turystyka w Egipcie jest nieznośnie zorganizowana, pozostawiająca niewiele miejsca na własną inicjatywę w zwiedzaniu, poznawaniu ludzi i prawdziwej atmosfery kraju. Płynąc Nilem można jednak zobaczyć odłamki prawdziwego, nieuszminkowanego turystycznie Egiptu.
Życie na rzece
Dla mnie zaczęło się ono od wysp za Luksorem, otoczonych nilowymi bagnami, gdzie ludzie wciąż jeszcze – jak przed wiekami – wypasają bydło, łowią ryby, ścinają trzcinę i okresowo mieszkają. Mijaliśmy z bliska rybaków jakby z różnych epok wziętych, półnagich, brodzących w wodzie i stawiających sieci najstarszym na świecie sposobem, albo uzbrojonych w nowoczesne wędki i telefony komórkowe. Oglądałam prowizoryczne chatki z drewna i trzciny, przy których biegały dzieci, kury, psy i kozy, i pasterzy w długich galabijach, przeganiających wzdłuż brzegu stada krów, owiec, osłów albo gęsi. Ludzie pracujący na polach ładowali na drewniane dwukółki drewno lub słomę; dwóch chłopców jechało gdzieś na oklep na jednym chudym mule; młoda rodzina – mężczyzna w zawoju na głowie i okryta welonem kobieta z małym dzieckiem – podróżowała długą łodzią, poruszaną „na pych” długim drągiem.
Gdzie indziej grupa kobiet w kolorowych sukniach i chustach na głowach, wraz z towarzyszącą im gromadką dzieci, spacerowała nad rzeką. Trzech młodych chłopców ścigało się w poprzek rzeki łodziami, krzycząc z radości i machając z zapałem wiosłami z prostych desek. Na płaskim brzegu kilku mężczyzn przewróciło na bok motorową rykszę i chlapiąc się wodą, myli podwozie pojazdu. Przy końcu prowadzącej do rzeki uliczki zatrzymało się dwóch dorożkarzy – oparci o kozły rozmawiali, popijając kawę z małych filiżanek. Na porośniętym wysokimi trzcinami rozlewisku siedziały setki białych czapli, pomiędzy nimi zatrzymała się łódka, w której stało dwóch rybaków w białych galabijach. Wokół unosiły się białe pasma porannej mgły…
Gdzie indziej, na skraju miasta, na wysokim betonowym nadbrzeżu, siedziały pstre zimorodki i rybitwy, a parę metrów dalej kilku nastolatków ćwiczyło skoki do wody. Pośrodku rzeki zatrzymały się dwie stalowe barki, wydobywające piasek z dna. Mężczyźni na pokładzie akurat jedli śniadanie, podając sobie miski i kubki; w przerwach, między kolejnymi kęsami, obsługiwali pracujące pogłębiarki i wciągarki. Przy porośniętych zaroślami brzegach brodziły szczudłaki – niewielkie ptaki o niewiarygodnie długich nogach – a także czaple i ibisy. Pływały dzikie kaczki i gęsiówki egipskie. Na gałęziach siedziały kolorowe żołny, zawsze wypatrujące owadów.

Łódki i „wrzutki”
Wieczorem do płynącego statku przybijają małe miejscowe łódki. Podpinają się do burt, podskakują na nilowych falach, ciągnąc za sobą burzliwy kilwater, powodowany szybkością statku. Mężczyźni w łódkach machają rękami, nawołują. Okazuje się, że to prawdziwi poligloci – słychać język angielski, francuski, niemiecki, hiszpański, nawet polski – zależnie od tego, kogo przybysze spodziewają się zastać na pokładzie. Następnie wyrzucają – w górę, na wysokość niemal trzech pięter! – worki zawierające chusty, podkoszulki, kaszmirowe szale, ozdobne galabije, albo modlitewne dywaniki. Gdy zaciekawieni turyści rozpakowują worki i oglądają zawartość, mężczyźni w łódkach znów gestykulują i wykrzykują ceny. Potencjalni klienci z górnego pokładu odkrzykują, targują się. To normalne – cena od wyjściowej stosunkowo szybko, choć z zachowaniem całej procedury targowania, idzie w dół. Najważniejsze, by doszło do transakcji. Tak wygląda handel na Nilu – podobno już od wieków.
Jeśli ktoś na górnym pokładzie zdecyduje się na zakup, jeden z mężczyzn w łódce wspina się – dość ryzykownie – po zewnętrznych relingach na górny pokład, by odebrać zapłatę i resztę towaru. Jeśli do transakcji nie dojdzie, turyści na górze pakują towar do worków i odrzucają w dół, do łodzi. Nie zawsze trafiają w łódź. Zdarza się, że worek ląduje w rzece i szybko zostaje daleko w tyle… ale cóż, nie ma handlu bez strat.
Podobnie handluje się podczas przechodzenia śluzy przed Asuanem. Zwykle odbywa się to późnym wieczorem lub nocą, ale i tak turyści wychodzą wówczas na górny pokład, by obserwować śluzowanie, a na wysokich nadbrzeżach zbiera się tłum sprzedawców, nawołujących i wymachujących kolorowymi płachtami materiału. Noc bez handlu byłaby stracona.
Nil od źródeł do ujścia – ponad stukilometrowej delty – mierzy 6650 kilometrów. Dwustukilometrowy odcinek między Luksorem i Asuanem jest więc bardzo niewielką cząstką tej wielkiej rzeki. Statek, płynący bez przystanków, byłby w stanie przebyć ten dystans w jeden dzień. Ale i tak chętnie powtórzyłabym rejs – w możliwie najwolniejszych tempie. Bo Egipt oglądany z rzeki nie jest na pewno mniej interesujący niż ten turystyczny, starożytny, ryty w kamieniu…

![Byle nie nastąpić na psie kupy [ZDJĘCIA] Psia kupa](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2026/02/IMG_20260205_151148-218x150.jpg)









![Memoriałowo i charytatywnie przy stołach [ZDJĘCIA]](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2026/01/926a96ac-c839-4c51-b091-8c42158ad149-218x150.jpeg)

![Wernisaż wystawy „IMPULS” w Galerii Bema 20 [ZDJĘCIA] Impuls](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2026/01/Bema-20-wystawa-14-218x150.jpg)
![Cudowny czas zamknięty w kształcie i kolorze… [ZDJĘCIA] Magdalena Latawska-Honkisz](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2026/01/Wystawa-Magdaleny-Latawskiej-Honkisz-3-218x150.jpg)









