Tam, gdzie Biblię tłumaczono

0
100
Pińczów
fot. Mariusz Polański
REKLAMA

Po Arianach, „kalwinach” i Żydach nie ma tu już dziś śladu. Choć głoszone przez nich prawdy ożywają podczas spaceru po miejscach, które pamiętają to, co działo się tutaj w XVI i XVII wieku. A działy się rzeczy doniosłe. Bo to właśnie wtedy Pińczów, leżący zaledwie 80 kilometrów od Tarnowa, odgrywał w dziejach ówczesnej Rzeczpospolitej rolę niezwykłą. Było to miejsce wielkiego i znaczącego fermentu intelektualnego. W tyglu różnych religii i kultur mieszały się sprzeczne, ale gorąco bronione idee. Dziś niewielkie, klimatyczne miasteczko warto odwiedzić choćby po to, by uprzytomnić sobie, jak niezwykłych wydarzeń było świadkiem. I zobaczyć to, co pozostało po latach nadziei, wynikających z przekonań, że mądrość i wykształcenie mają moc zmieniania świata.

Pińczów – centrum polskiej reformacji
XVI-wieczna Europa rozgorzała ideami reformacji. Nowe prądy dotarły także do Polski. Nauki Lutra i Kalwina znajdowały podatny grunt głównie wśród magnatów i szlachty. Uległ im Mikołaj Oleśnicki, potomek biskupa Zbigniewa, właściciel m.in. Pińczowa. Działał zdecydowanie. Wypędził z miasta paulinów, a kościół pw. św. Jana Ewangelisty, w którym pracowali, zamienił na zbór kalwiński. Miasto stało się centrum reformacji w Polsce, promieniując na cały kraj. Co się tu wówczas działo! W pokościelnych budynkach, obok zboru, powstało słynne na całą Europę gimnazjum – nazwane później sarmackimi Atenami. Sam Kalwin przysłał tu Francuza Piotra Statoriusa-Stojeńskiego, który nie tylko uczył, ale też przygotował pierwszy w historii polskiego szkolnictwa program gimnazjalnej edukacji. To właśnie tu, w Pińczowie, w 1559 roku w kalwińskim zborze po raz pierwszy odczytano słowa hymnu Jana Kochanowskiego (Czarnolas także leży przecież na ziemi świętokrzyskiej – ale to temat na inną opowieść) – „Czego chcesz od nas Panie, za Twe hojne dary?”. Tu, w powstałej w sąsiedztwie kościoła drukarni (której budynek jest obecnie remontowany) swoje dzieła – którymi chciał uzdrowić i zreformować ówczesną Rzeczpospolitą – drukował Andrzej Frycz Modrzewski. Tu wreszcie działał sam Jan Łaski – bratanek biskupa, autora słynnych „Statutów”. Był znany w całej Europie. Idee reformacji pomagał szerzyć w Niemczech i w Anglii, która właśnie na dobre zrywała z Rzymem. Ostatnie lata życia poświęcił umacnianiu idei reformacji w Polsce, działał w Pińczowie. Tu zresztą został pochowany – w ówczesnym kalwińskim zborze. Przyjechał tu pewnie dlatego, że w Pińczowie trwały prace nad pierwszym polskim przekładem całej Biblii. Gorączkowe – bo w sąsiednim Krakowie tłumaczono katolicką wersję Księgi. Protestanci nieznacznie przegrali z czasem, jednak Biblia Brzeska (wydano ją w Brześciu Litewskim) do dziś jest przedmiotem zachwytów badaczy języka.

REKLAMA

Biblia Brzeska, czyli Pińczowska

Zasadą reformacji było czytanie Biblii w języku ojczystym. Jej znawcy, wykładowcy Akademii Pińczowskiej, mieli wszelkie dane po temu, by podjąć się niełatwego zadania jej tłumaczenia. Przekładali z języków oryginalnych.

Po raz pierwszy przekład nie był dosłowny, biblijne frazy dopasowywano do rodzimych realiów. Pewnie dlatego zajęło to aż siedem lat. Przez trzy ostatnie prace finansował książę Mikołaj Czarny Radziwiłł. Kosztowało go to ponoć 3 tysiące czerwonych złotych. W końcu tłumaczenie było gotowe. 4 września 1563 roku wydał je drukiem, w Brześciu Litewskim, Cyprian Bazylik – w nakładzie 500 egzemplarzy.

Księga była piękna. Drukowana dużymi gotyckimi czcionkami, ze starannie wykonanymi drzeworytami na stronie tytułowej i w części starotestamentowej. Jej wymiary to 255 na 401 milimetrów. Zawiera wskazówki, jak czytać ją przez cały rok i podaje numerację wersetów – jako pierwszy polski przekład. Napisana XVI-wieczną polszczyzną o wysokim poziomie artystycznym i literackim. Na wstępie – dedykacja dla króla Zygmunta Augusta…

Nawet to nie uchroniło jej przed tym, co stało się zaledwie 10 lat później. Trafiła na polski indeks ksiąg zakazanych, który powstał z inicjatywy kardynała Bernarda Maciejowskiego. Co prawda znalazła się w sąsiedztwie dzieł Galileusza, Kanta, Kopernika czy Woltera, ale jednak… To nie koniec dramatycznych dziejów Biblii Pińczowskiej. Dzieła zniszczenia dopełnił Mikołaj Krzysztof Radziwiłł – syn Mikołaja Czarnego. Konwertowany przez jezuitów na katolicyzm, jako pokutę za grzechy ojca, postanowił wykupić i zniszczyć wszystkie egzemplarze przetłumaczonej w Pińczowie Księgi. Wydał na to więcej niż ojciec na opłacenie tłumaczy – 5 tysięcy czerwonych złotych. Zebrał większość egzemplarzy i spalił je na rynku w Wilnie! Pozostałe zniszczono w czasach kontrreformacji. Na szczęście kilka ocalało. Najbliżej, jeden z tych cennych zabytków polskiego piśmiennictwa, można oglądać w rzeszowskiej bibliotece. Jeden egzemplarz znajduje się w Muzeum Narodowym w Warszawie. Inne, w różnym stopniu uszkodzone – w kilku bibliotekach uniwersyteckich.

Obraz Matki Boskiej Mirowskiej

Pińczowskie kościoły

Kościół św. Jana Ewangelisty stoi w centrum, na rogu pińczowskiego rynku. Kiedyś gotycki, w XVII wieku przebudowany w stylu manierystycznym. Trzynawowy, o bazylikowym układzie, z dobudowaną później kaplicą Aniołów, kryjącą ciekawy architektonicznie nagrobek Anny z Łuszczów Juszczykowej oraz jej dzieci. Ta świątynia doświadczyła zawieruchy reformacji, a później powrotu do katolicyzmu. Część poklasztornych popaulińskich zabudowań zajmuje dziś muzeum. Warto tu zajrzeć i zobaczyć Pińczów wielki, intelektualnie otwarty, niezwykły.

Nad miastem góruje druga świątynia. Ale jakże inne są jej dzieje. To – ufundowany przez biskupa krakowskiego Piotra Myszkowskiego – kościół pw. Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny, będący częścią zespołu klasztornego ojców reformatów na Mirowie. Wzniesiony w stylu późnogotyckim. Przylegają do niego kwadratowe kaplice, przykryte kopułami, które wieńczą latarnie.

W jednym z ołtarzy bocznych znajduje się uznawany za cudowny – obraz Matki Boskiej Mirowskiej. Przywiózł go z Rzymu margrabia Zygmunt Myszkowski. Przez wieki wysłuchał wielu próśb. Wiele z nich się spełniło… Stąd jego sława i wiara w moc zanoszonych tu modlitw. Na budynek klasztorny składają się trzy skrzydła połączone krużgankami. Zwłaszcza wiosną i latem idealne miejsce na spacer i kontemplację. Kompleks znajduje się w południowo-wschodniej części miasteczka, zamyka ulicę Klasztorną.

Żydowskie dziedzictwo

Pierwsi Żydzi zamieszkali w Pińczowie w pierwszej połowie XVI wieku. Pod koniec tego stulecia otrzymali pozwolenie na budowę bożnicy. I zbudowali ją. Zachwyca do dziś, zwłaszcza że niedawno została odrestaurowana. Stoi przy ulicy Klasztornej 8. Jedna z najstarszych w Polsce, pierwsza, w której wszystkie pomieszczenia tworzą jednolitą, zwartą bryłę przykrytą wspólnym dachem. Zaprojektował ją, najpewniej, florencki architekt Santi Gucci, który miał w Pińczowie swój warsztat, a ślad jego ręki widoczny jest na wielu tutejszych zabytkach. Dziś odremontowana, z nową posadzką i śladem miejsca, w którym stała bima, robi wrażenie. Warto ją odwiedzić, zwracając uwagę na ścianę z macew, znajdującą się na podwórzu. Wewnątrz można zobaczyć XIX-wieczne zwoje Tory i inne ciekawe judaica. W sieni, na kolebkowym sklepieniu podziwiać można XVIII-wieczną polichromię autorstwa Jehudy Lejba. Pińczów szybko stał się jednym z ważniejszych żydowskich ośrodków, a Żydzi przyczynili się do rozwoju gospodarczego miasta. Powstały fabryki sukna, wyrobów bawełnianych i farbiarnia. Kres ich życiu tutaj położyli hitlerowcy. W 1942 trzy tysiące pińczowskich Żydów trafiło do obozu w Treblince…

Święta Anna i Ciuchcia Express

Kult św. Anny ma w Pińczowie długą tradycję. Późnogotycka figura świętej zachowała się w kościele Jana Ewangelisty. Poświęcona jej kaplica powstała na wysokim wzniesieniu, także noszącym jej imię, według projektu Santi Gucciego. Ufundował ją margrabia Zygmunt Myszkowski przy pomocy członków Bractwa… św. Anny. Była to pierwsza w Polsce wolno stojąca kaplica kopułowa o wyłącznie kultowym przeznaczeniu. Zbudowano ją na wzgórzu położonym na północ od centrum miasta. 13-metrowa, przykryta kopułą. Obok niej znajdują się figury świętych – Pawła, Tekli oraz Michała Archanioła. Warto tu wejść, choćby po to, by zobaczyć przepiękną panoramę miasteczka i minąć XVIII-wieczny pałac Wielopolskich (z centrum ulicą Piłsudskiego na północ, a następnie za ostrym zakrętem drogi w prawo, pałac miniemy wcześniej po lewej, alternatywna droga do samej kaplicy to ścieżka na wzgórze na granicy cmentarza parafialnego, od ulicy Grodziskowej). By obejrzeć wnętrze najlepiej wybrać się w lipcu. Z okazji święta patronki, w tym miesiącu jest otwarte przez kilkanaście dni.

Pińczów to także Ciuchcia Express Ponidzie. Działa już ponad sto lat. Starymi, klimatycznymi wagonikami można się przejechać do Kielc, ale także do Jędrzejowa, gdzie mieści się stare opactwo cystersów. Obecnie prowadzone są prace remontowe. Na tory ciuchcia ma wrócić jesienią tego roku.

REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments