Tam, gdzie diabeł kamień zrzucił

0
286
Folusz - Wodospad Magurski
Wodospad Magurski
REKLAMA

Gdy w Cieklinie postanowiono wybudować kościół, diabłom spodobać się to nie mogło. Żadne intrygi efektu jednak nie dawały i świątynia rosła. Czarty zdecydowały się ją więc zniszczyć w sposób niecodzienny. Zadanie powierzono najmocarniejszemu. Znalazł olbrzymi kamień i ruszył, by zrzucić go na kościół. Nie wiadomo czy poszukiwanie głazu się przeciągnęło, czy był zbyt ciężki, w każdym razie lot nad Cieklin trwał dłużej niż czart założył. Wydawało się, że się uda, do celu pozostało 3‒4 kilometry, ale wtedy zapiał kogut.

Jak powszechnie wiadomo, taki sygnał zawsze oznacza kres diabelskiej mocy. I tak było tym razem. Czart stracił piekielną siłę, a głaz runął na ziemię.
To nie jest historia zmyślona. Z przekazów Jana Długosza wiemy, że kościół w Cieklinie stał (obecna świątynia w tej miejscowości jest trzecią w historii), ale koronnym dowodem na prawdziwość przekazu jest fakt, że Diabelski Kamień zachował się do naszych czasów i każdy niedowiarek może go zobaczyć i dotknąć.

REKLAMA
Folusz - Diabli Kamień
Diabli Kamień

Brama Magurskiego Parku Narodowego
Aby to uczynić, trzeba się wybrać do Folusza, kilkanaście kilometrów za Gorlicami w kierunku Nowego Żmigrodu. Osadę założono w XVI wieku. Mieszkańcy zajmowali się folowaniem sukna i stąd nazwa wsi. Folusz to bowiem maszyna stosowana do mięcia i zgniatania tkaniny zwilżonej wcześniej wodą. Materiał kurczy się, staje się gęstszy i grubszy, a w efekcie także trwalszy. Maszyny takie powstawały nad potokiem Kłopotnica. Później Folusz zasłynął z kamieniarstwa, tu wyrabiano słynne na całą okolicę posadzki, krzyże i figury oraz doskonałe osełki do ostrzenia kos. W połowie XX wieku odkryto tu złoża ropy naftowej i wciąż można się natknąć na działające stare urządzenia wydobywcze.
Dzisiejszy Folusz to jednak przede wszystkim położona u stóp Magury Wątkowskiej, brama Magurskiego Parku Narodowego, rozdzielonego pomiędzy Małopolskę i Podkarpacie. Jednego z najmłodszych w naszym kraju i z pewnością jednego z najmniej „rozdeptywanych” przez turystów. Wieś stanowi idealną bazę wypadową do penetracji jego zachodniej części. Trasy nie są wymagające, znajdujemy się bowiem w centrum Beskidu Niskiego, w największym obniżeniu łuku Karpat w naszym kraju.
Gdyby tak pokusić się o sprowadzenie Magurskiego Parku Narodowego do pigułki, niechybnie odnajdziemy ją w ścieżce przyrodniczej wytyczonej w Foluszu właśnie i od miejscowości nazwaną. Nie tworzy ona klasycznej pętli, więc na początek musimy wybrać punkt startu. Oba krańce wyposażone są w wygodne parkingi, czyli – jak to się w obecnej nomenklaturze nazywa – miejsca dziennego wypoczynku. Nam bardziej do gustu przypadł ten we wschodniej części wsi, z wiatą na ognisko, choć jest bardziej oddalony od centrum. By tu dotrzeć po wjechaniu do Folusza od trasy Gorlice – Nowy Żmigród, trzeba za ośrodkiem wypoczynkowym, a przed sklepem spożywczym, na rozwidleniu dróg skręcić w lewo. Oznakowana i opisana ścieżka ma 4 kilometry, różnica wzniesień wynosi ok. 170 metrów. Przejście zajmie nam 60‒90 minut. Zaczynamy od oczka wodnego, a właściwie stawu utworzonego dla ochrony licznych w MPN płazów, m.in. traszek. Przed nami 12 przystanków ukazujących przyrodę ożywioną i nieożywioną parku oraz jego ochronę. W końcowej części natkniemy się także na ślady historii – ruiny starego mostu i pracującego niegdyś na Kłopotnicy tartaku wodnego. Głównymi punktami są wszakże dwa niezwykłe obiekty geologiczne. Czwarty przystanek to Wodospad Magurski – kilkunastometrowej wysokości próg skalny na potoku. Jeden z najokazalszych wodospadów całego Beskidu Niskiego, nieczęsto tu zresztą spotykanych. Jego piękno w całej okazałości dostrzec można jednak wczesną wiosną i późną jesienią, a latem – jedynie po obfitych opadach. W okresie bezdeszczowym wijący się wśród skał potok wysycha, ale i tak wodospad robi wrażenie, choć bardziej formą będącą efektem tak zwanej erozji dennej niż kaskadą wody, bo tej wiele nie ma. Przy końcu ścieżki, tuż przed wyjściem na parking południowy, docieramy wreszcie do zbocza wzgórza Kosma i Diabelskiego Kamienia. Geologowie widzą w nim gruboziarnisty piaskowiec magurski, a właściwie ich grupę, bo trzeba zaznaczyć, że spadając na ziemię, głaz się roztrzaskał i na Diabli Kamień składają się dziś m.in. Diabli Mur, Jędza i Baba Jaga. Wdrapać się na szczyt, by dotknąć śladów szponów czarta, nie można, ale można oryginalnie ukształtowane, podzielone szczelinami bloki, z których najwyższe sięgają 15 metrów, obejść dokoła.

Płazy żyjące w ogniu
Na zboczach wzgórza Kosma łatwo natknąć się na salamandry (dość licznie pojawiają się także w rejonie Wodospadu Magurskiego), beztrosko przechodzące przez ścieżkę. Ten największy europejski przedstawiciel płazów ogoniastych może dorastać nawet do ponad 30 centymetrów. Wywodzona z języka perskiego nazwa oznacza „żyjąca w ogniu”. Trudno się więc dziwić, że czuje się dobrze w sąsiedztwie Diabelskiego Kamienia.
By wrócić na parking wschodni, musimy przejść przez centrum Folusza. Po drodze miniemy znaną smażalnię pstrągów. Dość chętnie odwiedzaną. Jeżeli zdecydujemy się tu zajść, trzeba wziąć pod uwagę, że choć okolica cicha i senna, jednak turystyczna i ceny tu takież. Natkniemy się też na Dom Pomocy Społecznej. Sam obiekt architektonicznie wiele do zaoferowania wprawdzie nie ma, ale to właśnie tutaj, w październiku 1968 roku zmarł Epifaniusz Drowniak, rozsławiony jako malarz prymitywista Nikifor Krynicki. Po drugiej stronie drogi mamy do dyspozycji Park Rekreacji i Edukacji Ekologicznej, plac zabaw i miejsce do organizowania imprez plenerowych.
Ścieżkę przyrodniczą Folusz można oczywiście przemierzyć poczynając od Diablego Kamienia – kwestia wyboru. Samochód można także zostawić w centrum, choćby na dość obszernym parkingu przed DPS-em.

Folusz - Najwyższy szczyt Magury Wątkowskiej
Najwyższy szczyt Magury Wątkowskiej

Węzeł szlaków
Jak się rzekło, Folusz to doskonała baza wypadowa do penetracji zachodniej części Magurskiego Parku Narodowego. Krzyżuje się tu kilka szlaków pieszych. Wybór jest spory, tym bardziej że w grę wchodzą różnorodne kombinacje. Chociażby taka. Rozpoczynającym się w centrum wsi szlakiem czarnym (odgałęzienie wiedzie także pod Diabli Kamień) wędrujemy w kierunku szczytu Ferdel, do miejsca zwanego Barwinok (670 m n.p.m.), do połączenia ze szlakiem zielonym. Następnie szlakiem zielonym na południowy wschód poprzez rezerwat Kornuty (najstarszy w Beskidzie Niskim, ponad 3 hektary fantazyjnie ukształtowanych głazów o wysokości do 10 metrów) do najwyższych wzniesień – Wątkowej (849 m n.p.m.) i Magury (829 m n.p.m.). Ta pierwsza to najwyższy szczyt całej Magury Wątkowskiej i Magurskiego Parku Narodowego. Dalej szlak zielony (przez krótki czas towarzyszy Głównemu Szlakowi Beskidzkiemu – czerwonemu) odbija w lewo na północ i sprowadzi nas do Folusza. Całość zajmie nam ok. 6‒7 godzin.
Można szlakiem żółtym wybrać się do Bartnego, można – docierając wcześniej do wspomnianego wyżej szlaku czerwonego – obejrzeć pochłaniane dziś przez przyrodę pozostałości opuszczonej wsi łemkowskiej – Świerzowej Ruskiej.
Można wiele, więc ambitni i wytrwali na prześlicznych trasach mogą spędzić wiele, wiele godzin. Zarówno na nogach, jak i na rowerach. Bo to wymarzone miejsce również tej formy wypoczynku. Trasę można dopasować do sprzętu i kondycji. Do dyspozycji jest kilka szlaków, przebiegających bezpośrednio przez Folusz lub nieodległych.
Pieszo czy na rowerze – to nasz wybór, ale przed jednym faktem zostaniemy postawieni – Magurski Park Narodowy urzeknie nas – przyrodą, ciszą, malowniczością i wrażeniem, że jesteśmy tak daleko od cywilizacji.

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o