Tam, gdzie duch na fortepianie grywa

0
144
Zamek w Przecławiu
Zamek w Przecławiu | fot. Mariusz Polański
REKLAMA

Na miśnieńskiej porcelanie jadano tu na co dzień. Samych talerzy było dwieście. W jadalni stały ciężkie meble z czarnego dębu i kosztowne, indyjskie – z żelaznego drzewa – takie jak te, w które swoje rezydencje wyposażali najbogatsi maharadżowie. W salonie – XVI-wieczna rzeźbiona holenderska komoda, a na niej – dwanaście wielkich wazonów z chińskiej porcelany. W zbrojowni – komplet średniowiecznych mieczy, hełmów i karabel. No i ogromna biblioteka z rękopisami i pierwszymi wydaniami dzieł „ojca literatury polskiej”. Nic dziwnego, wszak od 1667 roku przecławski zamek był własnością rodu Reyów. Tak, tych Reyów – w prostej linii potomków Mikołaja.

REKLAMA

Dziś z tych materialnych pamiątek niewiele niestety zostało. Ale pieczołowicie odrestaurowana rezydencja pozwala zagłębić się w długą i ciekawą historię, poczuć ducha czasów minionych, zobaczyć kopie fresków Michała Anioła czy Rafaela, a także pompejańskich malowideł.

Do Przecławia z Tarnowa jest około 60 kilometrów. Najprościej dojechać tam drogą wojewódzką nr 984 w kierunku Mielca, w Radomyślu Wielkim skręcając w stronę miasteczka. Zamek znajduje się na jego obrzeżach, przy ul. Podzamcze 8. Z daleka jest widoczna jego charakterystyczna bryła i ogromne stare drzewa rosnące w otaczającym go parku, zaprojektowanym w XVII wieku przez samego Tylmana z Gameren.

Jedna z zamkowych sal
Jedna z zamkowych sal | fot. Mariusz Polański

Pięć wieków historii

Drewniany dwór na przecławskim wzgórzu w XV wieku wznieśli Ligęzowie. Wiek później, jako posag Anny, stał się własnością Andrzeja Koniecpolskiego. To on przebudował posiadłość w stylu renesansowym. Potomek tego możnego rodu, Achacy, za bigamię został skazany na banicję. Musiał więc rodowe dobra sprzedać – trafiły w ręce… Tarnowskich herbu Leliwa. Niedługo cieszyli się nimi nowi właściciele. Nastały bowiem czasy potopu szwedzkiego. Zamek został splądrowany i zniszczony. W takim stanie odkupił go Władysław Rey, prawnuk Mikołaja. W rękach rodziny Reyów majątek pozostawał prawie 300 lat, mieszkało w nim dziewięć pokoleń rodu, aż do 1944 roku. Wówczas został zniszczony przez żołnierzy Armii Czerwonej. Podobno na zamkowych parkietach palili ogniska, używając cennych ksiąg na podpałkę. Przepadło bogate wyposażenie, przepadła biblioteka. W końcu odrestaurowany, dziś znajduje się w prywatnych rękach. Zarówno znaczna część zamku, jak i park są dostępne dla zwiedzających. Co ważne, można skorzystać z pomocy przewodnika.

Reyów dzieje

Andrzej Rey, wnuk Mikołaja był człowiekiem gruntownie wykształconym – studiował w najważniejszych kalwińskich ośrodkach Europy. Był posłem na sejm elekcyjny po śmierci króla Zygmunta III Wazy i ambasadorem Rzeczpospolitej w Królestwie Anglii i w Niderlandach. Blisko współpracował z królem Władysławem IV. Był jego sekretarzem, ale przede wszystkim dyplomatą. To on reprezentował króla podczas protestanckiego pogrzebu Anny Jagiellonki. To on w 1637 roku wyruszył z misją dyplomatyczną na dwory: duński, angielski i niderlandzki. Przepraszał za odrzucenie protestanckiej narzeczonej i zapraszał na królewski ślub.

Owocem pobytu Andrzeja w Niderlandach było spotkanie z samym Rembrandtem. Obraz tego sławnego malarza „Szlachcic polski” przedstawia najprawdopodobniej właśnie wnuka Mikołaja Reya. Przez lata wisiał w przecławskim zamku – do końca I wojny światowej. Dziś jest eksponowany w waszyngtońskiej Galerii Sztuki.

Bagno Przecławskie
Bagno Przecławskie | fot. Mariusz Polański

Niezwykle cenny obraz trafił do Przecławia, gdy posiadłość tę kupił Władysław – syn Andrzeja i prawnuk Mikołaja. Kanclerz królowej Marii Gonzagi, ambasador Polski w Królestwie Francji i przedstawiciel dyplomatyczny Rzeczpospolitej w Królestwie Szwecji, uczestnik sławnej bitwy pod Beresteczkiem oraz walk o Warszawę w 1656 roku, a także kongresu pokojowego w Oliwie w 1660 roku. Ożeniony z Teofilą Gorajską – córką przywódcy polskich kalwinistów – katolicyzm przyjął dopiero około 1655 roku. To on podpisał abdykację króla Jana Kazimierza. Był elektorem Michała Korybuta Wiśniowieckiego, a później Jana III Sobieskiego.

Gdy przecławski zamek stał się jego własnością, w roku 1667, był wojewodą lubelskim. Tu, w Przecławiu, odkupionym od Tarnowskich, postanowił zbudować, drugie po słynnych Puławach, prywatne muzeum w Polsce.

Eksponował, a jakże, dzieła sławnego
przodka, rękopisy i pierwsze wydania wiekopomnych dzieł Mikołaja Reja. Zamek pozostawał w rękach rodziny Reyów aż do końca II wojny światowej. Kolejne pokolenia dbały o dziedzictwo przekazywane przez przodków. Nawet gdy naprzeciw występowały siły natury. Na początku XIX wieku zamek strawił pożar. Został odbudowany przez Kajetana Reya – w stylu neogotyckim – postawiono alkierz, a na piętrze dobudowano portale. A że często pojawiali się tu ważni gości, nad potokiem wybudowano 12 gościnnych domków.

Pewnego razu na piętrze zamku zatrzymał się ważny austriacki urzędnik. W nocy, po drewnianych schodach, zakradł się do jego pokoju niedźwiedź, mieszkający w przyzamkowym parku. Był zaprzyjaźniony z rodziną Reyów, ale nie z nowym gościem. Podobno ten ostatni całą noc udawał nieboszczyka, by nie paść łupem miłego misia. Gospodarzom, podobno nie wyszło to na dobre.

Mniej więcej wiek później na zamku miało miejsce inne, niecodzienne wydarzenie. Otóż, słynni piloci – Żwirko i Wigura musieli awaryjnie lądować na… zamkowym dziedzińcu. Gospodarze przyjęli ich z hono-
rami, a służba wyremontowała uszkodzoną maszynę, by mogli lecieć dalej. Piloci twierdzili później, że w nocy w jednej z zamkowych komnat ktoś grał na fortepianie. Podobno wciąż można usłyszeć w Przecła-
wiu te niezwykłe dźwięki. Podobno gra duch zmarłej córki Mieczysława Reya (tego który w 1862 roku próbował wspiąć się na szczyt Mont Blanc) – Marii.

Około 3 kilometrów od miasteczka znajduje się bardzo ciekawy rezerwat przyrody – Bagno Przecławskie, o powierzchni około 25 hektarów. Obejmuje otwarte torfowisko i otaczający je las. Można tu zobaczyć ponad 200 gatunków roślin torfowiskowych, między innymi modrzewicę zwyczajną, żurawinę błotną, turzycę bagienną, kilka gatunków rosiczki i widłaka. A także ciekawe gatunki płazów, gadów, ptaków i ssaków, m.in. traszki, ropuchy, jaszczurki, żmije zygzakowate i padalce, jak również sójki, sikorki, dzięcioły, czarne bociany, wilki, lisy, jenoty i kuny.

Ale to historia na inną opowieść.

REKLAMA

Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze