Strona główna Rozmaitości Podróże Tam, gdzie gęsi w butach chodziły

Tam, gdzie gęsi w butach chodziły

0
Szklana bima
Jedyna na świecie szklana bima w synagodze w Chmielniku | fot. Mariusz Polański
REKLAMA

Kiedy w XVII wieku na drzwiach domów w Chmielniku zaczęły się pojawiać pierwsze mezuzy, ci, którzy je tam zawieszali, na pewno nie wyobrażali sobie, jak wielka tragedia spotka ich potomków trzy wieki później. Może gdyby wiedzieli, że naziści zamordują, wypędzą lub wyślą do obozu w Treblince prawie wszystkich – wówczas ponad 10 tysięcy chmielnickich Żydów, ominęliby to miasto z daleka. Zanim jednak do tego doszło, chrześcijanie i Żydzi przez kilka wieków żyli tu w symbiozie, a Chmielnik był modelowym wręcz sztetlem.

Chmielnik leży niespełna 90 kilometrów od Tarnowa (jadąc przez most na Wiśle w Borusowej). Trzeba go znaleźć i odkryć. Nie rzuca się w oczy jako atrakcja na turystycznym szlaku. Ciekawe i niecodzienne dziedzictwo minionych wieków jest skrzętnie skrywane. Dlatego przed wyprawą, warto zajrzeć na stronę internetową Ośrodka Edukacyjno-Muzealnego „Świętokrzyski Sztetl” i zweryfikować informacje na temat możliwości poznania żydowskiej przeszłości okolicy.

Żydowskie dziedzictwo

Zanim społeczność żydowska zniknęła z Chmielnika, a obecni mieszkańcy uznali tę wspólną przeszłość raczej za obciążenie niż powód do dumy, zgodna koegzystencja wszystkim przyniosła wiele dobrego.

18 kwietnia 1630 roku ówczesny właściciel miasta – Krzysztof Gołuchowski pisze: dozwalają tymże starozakonnym zamieszkania, zakładania handlów różnych, winnicy, szynków y budowlów na placach nakoniec wystawienia Bóźnicy y szkółek.

REKLAMA (2)

Ten przywilej zachęcił Żydów sefardyjskich do przeprowadzki tutaj. Wygnani z Hiszpanii byli przekonani, że w Chmielniku znaleźli swoje miejsce na ziemi. Zwłaszcza że okoliczności były nader sprzyjające.

Od około połowy XVII wieku do końca lat osiemdziesiątych kolejnego stulecia Chmielnik był jednym z najważniejszych ośrodków polskiego kalwinizmu. W 1558 ówczesny właściciel miasta, Jan Oleśnicki, zmienił jedyny wówczas tu kościół (pw. św. Trójcy) w zbór kalwiński. Cztery lata później z miasta został wygnany ostatni katolicki proboszcz.

Synagoga
Synagoga – dziś Ośrodek Edukacyjno-Muzealny, ul. Wspólna 13 | fot. Mariusz Polański

W 1630 roku miasto stało się własnością kalwińskiej rodziny Gołuchowskich. Tu odbywały się synody – ariańskie i kalwińskie. Zbór, spalony podczas potopu szwedzkiego, szybko odbudowano. Nie był jednak długo potrzebny. Kontrreformacja zrobiła swoje – arian wypędzono z miasta – mniej więcej 10 lat po tym, jak pozwolono się tu osiedlać Żydom. Zajmowali więc opuszczone ariańskie domy i sklepy, nie przeczuwając, że w przyszłości historia zatoczy koło. Chmielnik się rozwijał, otrzymywał kolejne przywileje. Gmina żydowska rosła w siłę. Kwitł handel – zbożem, drewnem, zwierzętami. Na tutejszych jarmarkach można było kupić francuski aksamit, adamaszek i płótno. Rozwijało się rzemiosło. W 1764 roku było m.in. 9 żydowskich krawców, 4 kapeluszników, 1 drzewiarz, 2 koronkarzy, 1 złotnik, 1 poważny kopacz i 8 pobożnych nauczycieli. Produkowano piwo, handlowano winem.

Świątynia na wieki

Pierwsza synagoga w Chmielniku przy dzisiejszej ulicy Wspólnej 13 (300 metrów na północ od Rynku) została wybudowana w XVIII w. W latach siedemdziesiątych kolejnego stulecia strawił ją pożar. Gruntownie przebudowana w 1876 roku – budynek wzniesiono z kamienia i cegły, na planie prostokąta. Przykryto go czterospadowym dachem. Główna sala modlitewna nakryta została czteropolowym sklepieniem z geometryczną dekoracją stiukową. Nad nią zbudowano tzw. babiniec, czyli salę modlitwy dla kobiet.

Podczas II wojny światowej hitlerowcy zdewastowali budynek. Po wojnie służył jako spichlerz. Totalnie zrujnowany, nie przypominał bogato wyposażonej świątyni, która stanowiła centrum modlitewne, ale też intelektualne przedwojennego, zasobnego Chmielnika.

Decyzja o odbudowie synagogi zapadła dopiero w 2008 roku. Postanowiono iść drogą inną niż zwykle. Zamiast rekonstrukcji postawiono na nową aranżację, by zachowała jak najwięcej oryginalnych fragmentów cennego zabytku. Od 9 lat świątynia pełni rolę Centrum Edukacyjno-Muzealnego, nad którym pieczę sprawuje kieleckie muzeum.

Wnętrze, zaprojektowane przez tę samą pracownię, która przygotowała koncepcję budowy Muzeum Powstania Warszawskiego w Warszawie, zadziwia. I edukuje w nowoczesny sposób.

Unikatowa i jedyna na świecie szklana bima, do której może wejść każdy zwiedzający, robi wrażenie. Podobnie jak szklany Aron ha-kodesz, kiedyś miejsce, w którym przechowywano święte zwoje Tory.

Ekspozycja nie jest obszerna, ale dobrze skomponowana. Systematycznie ją poznając, można poczuć atmosferę sztetlu. Stare fotografie pokazują żydowskie mieszkania, jarmarki, szkoły. Poznajemy uczniów chederu i mełameda (nauczyciela), który – by ich zachęcić do nauki – smarował ich palce miodem, a na kartach książek z hebrajskim alfabetem rozrzucał rodzynki. Najlepsi mogli kontynuować naukę w jesziwach – akademiach talmudycznych.

Możemy zobaczyć uczennice szkoły Bejt Jakow, która wychowywała kobiety tak, by mogły stać na straży ortodoksyjnego modelu rodziny. Widzimy je w mundurkach z lat 30. ubiegłego wieku, w których poznawały hebrajskie litery i Mojżeszowy Pięcioksiąg, studiowały rozdziały z Księgi Izajasza, a na pamięć uczyły się 50 psalmów i modlitw przeznaczonych dla kobiet. Odmawiały je później w babińcu – na piętrze chmielnickiej synagogi. Obszerna sala zachowała elementy architektonicznych dekoracji. Poznajemy również te dziewczyny, które należały do organizacji „Młody Strażnik” – szerzącej kulturę, oświatę i propagującej wychowanie fizyczne. Członkowie organizacji musieli być gotowi na wyjazd do Palestyny. Czy dziewczęta ze zdjęć zdążyły tam dotrzeć, zanim hitlerowcy dotarli do Chmielnika?

Możemy poznać postać niezwykłą – ostatniego przedwojennego chmielnickiego rabina, Lejzora Szyję Epsztajna. Był uznanym autorytetem talmudycznym i człowiekiem tak pobożnym, że Żyd – zbliżając się do niego – najpierw całował własną rękę, którą dotykał jego rękawa, a dopiero później zaczynał z nim rozmowę. Archiwa skrywają jednak informację o tym, jak ten świątobliwy rabin w lutym 1937 roku trafił do stopnickiego aresztu podejrzany o… próbę przekupstwa wicestarosty srebrną papierośnicą.

REKLAMA (3)

Uruchamiając kolejne przyciski, słyszymy muzykę graną podczas żydowskich wesel, a wokół widzimy używane wówczas instrumenty. Słyszymy anegdoty. Odtwarzamy opowieści.

Na wizytę w centrum warto zarezerwować co najmniej godzinę. Kilkaset metrów na północ od niego znajduje się kirkut. Ten cmentarz żydowski jest cały czas otwarty dla zwiedzających.

Chmielnickie kościoły

Choć Żydzi stanowili ponad 80 procent ludności przedwojennego Chmielnika, pamiątki ich przeszłości to nie jedyne cenne zabytki w miasteczku. Na uwagę zasługują dwie katolickie świątynie – znajdujący się w centrum, barokowy kościół parafialny pw. Niepokalanego Poczęcia NPM (pl. Kościelny 7) z obrazem patronki w głównym ołtarzu oraz kościół pw. św. Trójcy, wzniesiony – na terenie Starego Chmielnika (przy wyjeździe z miasta w stronę Jędrzejowa) – na miejscu drewnianej świątyni, konsekrowanej już w 1354 roku przez biskupa krakowskiego Bodzantę. Warto również zobaczyć tablicę upamiętniającą bitwę z Mongołami, która pod Chmielnikiem miała miejsce w 1241 roku – podczas ich pierwszej ekspansji na Europę (znajduje się przy drodze prowadzącej do Szydłowa).

Chmielnik na całą Europę słynął z „fabryk gęsi”. Pewnie dlatego, że mięso tych ptaków, a zwłaszcza gęsi smalec jest ważnym składnikiem żydowskiej kuchni. Działało tu około 40 tuczarni. Codziennie kilkanaście aut wywoziło gęsi z Chmielnika w różne strony kraju i poza jego granice, także na stoły wiedeńskie.

Gęsia studnia
Gęsia studnia w Chmielniku | fot. Mariusz Polański

To był prawdziwy przemysł. Bogacili się hodowcy
(głównie okoliczni chłopi), właściciele miejskich tuczarni, kupcy i transportowcy. Poważne dochody wiązały się
nie tylko z mięsem ptaków, odrębną „branżę” stanowił handel pierzem i jajkami. W sezonie liczba sprzedawanych gęsi przekraczała 100 tysięcy. Trafiały nie tylko do kuchni żydowskich; „trefne” – te, które nie spełniały rygorystycznych wymogów koszerności, sprzedawano nie-Żydom. O gęsi trzeba było dbać. Kupione od gospodarzy, trafiały do chmielnickich tuczarni, do miasteczka, gdzie zamiast po trawie, chodziły po twardym podłożu – żwirze, kamieniach. By nie narażać ptaków na skaleczenia, ich płetwy zabezpieczano „bucikami” z ciepłej smoły. Jeszcze kilka lat temu wyśmienite potrawy m.in. z gęsiny właśnie można było degustować w Chmielniku w klimatycznej żydowskiej restauracji „Cymes”. Dziś już jej nie ma. Czulent z gęsiny po chmielnicku pozostał jedynie nazwą potrawy. Żydzi jedli ją w szabat.

W centrum miasteczka stoi „gęsia studnia” – pomnik ptaka, który przez wiele lat stanowił o zasobności tutejszych mieszkańców.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze
0
Napisz komentarzx