Jest rok 1163. Pobożny rycerz Jaksa, bajecznie bogaty i wpływowy możnowładca wraca z Jerozolimy. W czterech workach wiezie do Miechowa ziemię z Golgoty, „ułomek” Krzyża Świętego i kasetkę z ziemią, po której stąpał Chrystus. Towarzyszą mu mnich Marcin Gallus oraz kilku braci z zakonu Kanoników Regularnych – Stróżów Świętego Grobu. Jaksa ufundował im kościół i klasztor. W Jerozolimie uzyskał na to zgodę patriarchy Amalryka. Ta właśnie świątynia góruje dziś nad Miechowem, przywodząc wydarzenia z zamierzchłej przeszłości, na poły historyczne, na poły – mityczne.
Wraz z ogromnymi, jak na lokalne realia, zabudowaniami klasztornymi jest dowodem, jak ważnym ośrodkiem był kiedyś – położony około stu kilometrów od Tarnowa – Miechów. Ściągali tu pielgrzymi z całej Europy, by odwiedzić najstarszą na kontynencie replikę Grobu Pańskiego… zwłaszcza gdy ten oryginalny dostał się w ręce innowierców. Jakieś trzysta lat później, w cieniu tych zabudowań, spacerował zapewne Maciej Miechowita – lekarz, profesor i ośmiokrotny rektor Akademii Krakowskiej, nadworny medyk króla Zygmunta Starego, jeden z najsławniejszych krakowskich astrologów.
Sanktuarium Grobu Bożego
Pierwszy miechowski kościół konsekrował biskup krakowski Gedka. Szybko jednak okazał się on zbyt mały, aby pomieścić pielgrzymów zdążających tu z wszystkich kierunków, by odwiedzić Grób Pański, który otrzymał wszystkie przywileje odpustowe. Dlatego w pierwszej połowie XIII wieku rozpoczęto budowę kolejnej świątyni – w stylu romańskim. Jej fragmenty są częścią obecnej (kaplica Marii Magdaleny), przebudowanej najpierw w stylu gotyckim, a następnie – barokowym. Dziś ogromna bazylika, pamiętająca początki chrześcijaństwa na naszych ziemiach i wyprawy krzyżowe, ma dodatkowo wieżę zwieńczoną hełmem w kształcie kuli, na szczycie której widać złocony krzyż bożogrobców i figurę Chrystusa.
Wnętrze zachwyca przepychem. To esencja rokoka. Złoto „kapie” ze ścian. Dwanaście ołtarzy i ponad trzydzieści figur świętych robi niesamowite wrażenie. Wszystko pomyślano tak, by eksponować największą tajemnicę chrześcijaństwa – Zmartwychwstanie Pańskie. Scenę Zmartwychwstania przedstawia ołtarz główny. Jezus, wśród główek aniołów, opuszcza spowity chmurami grób. Obok anioł i trzy Marie, a na górze sam Bóg Ojciec. Przy prezbiterium kaplice: Ukrzyżowania i Matki Bożej Częstochowskiej. I najważniejsza – Kaplica Grobu Bożego, znajdująca się w miejscu pierwszego kościoła wzniesionego tu w czasach komesa Jaksy i posadowiona na przywiezionej przez niego świętej ziemi. Idzie się do niej pięknymi krużgankami. Przez mały otwór można wejść do wnętrza Grobu… i poczuć się jak w Jerozolimie.
To dlatego przez wieki miechowscy bożogrobcy odgrywali tak ważną rolę. Tu urzędował generał zakonu (obok kościoła można obejrzeć jego siedzibę, tzw. zamek) i tu wydawano najważniejsze dokumenty. Tu wreszcie przez 700 lat ściągały rzesze ludzi – i tych prostych, i tych najważniejszych. By prosić i dziękować – jak choćby królowa Jadwiga, która pielgrzymowała do Grobu z wdzięczności za „oczyszczenie z zarzutu wiarołomstwa”.
Zakonnicy w charakterystycznych białych habitach z czerwonymi krzyżami jerozolimskimi w miechowskim kościele wprowadzili nieznane wcześniej nabożeństwa, a także zwyczaj urządzania grobu Chrystusa w Wielki Piątek.
Ogromna i piękna bazylika to nie wszystko, co w Miechowie pozostało po bożogrobcach. Kościół otaczają zabudowania klasztorne. Pierwsze wzniesiono już w XII wieku. Od tej pory wielokrotnie przebudowane i rozbudowane, dziś mieszczące wiele instytucji, wciąż robią wrażenie i są kolejnym dowodem potęgi miechowitów, którzy gospodarowali tu siedem wieków. W 1819 roku, na mocy ukazu carskiego (Miechów znajdował się wówczas pod zaborem rosyjskim), musieli opuścić to miejsce. Z zakonnej biblioteki Rosjanie wywieźli 17 skrzyń starodruków, zawierających ponad 4,5 tysiąca ksiąg. Płynęły na barkach Wisłą – do Warszawy, skąd przewieziono je do Petersburga. A że było zimno, część zbiorów flisacy spalili dla rozgrzewki… Taki był koniec potęgi zakonu w Miechowie i początek upadku miasta, pozbawionego i zakonników, i pielgrzymów, którzy stanowili o jego pomyślności. Dopiero pod koniec ubiegłego wieku udało się uzyskać decyzję o podniesieniu kościoła do godności Bazyliki Mniejszej i erygować Miechowską Kapitułę Kolegiacką, a w zabytkowych stallach znów zasiedli kanonicy.

Jaksa – komes możny i pobożny
Jaksa pochodził z rodu Świebodziców-Gryfitów, w połowie XII wieku został księciem Stodoran – ludu słowiańskiego zamieszkującego dorzecze Szprewy i Haweli (dopływ Łaby) i bił własną monetę. Zanim to się stało, ten możny komes, znany z kart powieści Józefa Ignacego Kraszewskiego „Historia prawdziwa o Petrku Właście”, trafił do Małopolski. W 1145 roku poślubił Agapię, córkę Petrka – wówczas drugiej najważniejszej, po królu, osoby w kraju. Wzmianki o jego działalności i jej ślady, pokazują jak potężnym był człowiekiem. Dość powiedzieć, że zgłaszał pretensje do Brenny (dzisiejszy Brandenburg), Kopanica, w której ostatecznie osiadł, to część dzisiejszego Berlina, a jego syn był zakładnikiem samego cesarza Fryderyka Barbarossy. Wiadomo, że Jaksa uczestniczył w słynnym zjeździe możnych w Łęczycy, a kilka lat po nim, wraz ze swym szwagrem spiskował przeciw Bolesławowi Kędzierzawemu.
Był też komes człowiekiem pobożnym. Dlatego, zabezpieczywszy swoje dobra, udał się w 1162 roku na bardzo niebezpieczną wyprawę do Jerozolimy. Na morzu zagrażali korsarze, a na lądzie rabusie. Doskwierały głód i pragnienie. Dotarłszy na miejsce, książę zachwycił się tym, jak urządzone było Królestwo Jerozolimskie. Zrobiły na nim wrażenie bogate miasta, rezydencje i opactwa. Patrzył na działalność najstarszych chrześcijańskich zakonów, a najbardziej spodobali mu się bożogrobcy. Uzyskał zgodę na ich sprowadzenie do Polski, przekazując część posagu żony – wsie Komorów, Zagórzyce i Miechów. Kościół został konsekrowany w rocznicę zdobycia Jerozolimy – 15 lipca 1186 roku.
Sześć wieków później miechowscy rajcy zdecydowali się uczcić pamięć Jaksy – utworzyli herb miasta. To połączone godła: bożogrobców i rodu Gryfitów. Pamiątką po Jaksie dysponuje także… Florencja. W tamtejszym muzeum znajduje się jego bogato zdobiony miecz.
Maciej Miechowita – prekursor polskiej medycyny
Urodził się 16 lat przed Kopernikiem w rodzinie chłopskiej jako Maciej Karpiga. Do historii przeszedł jednak jako Miechowita. Studiował na Akademii Krakowskiej, a następnie na uniwersytetach włoskich. Po powrocie do kraju, został wykładowcą i rektorem krakowskiej uczelni, której ufundował katedrę medycyny. To właśnie wtedy na studia do Krakowa przyjechał Mikołaj – syn Mikołaja z Torunia. Przyszły astronom, który „ruszył Ziemię…”. O tym, że jego uczeń wyda dzieło, które poruszy cały ówczesny świat jednak nie wiedział, zmarł 20 lat przed wydaniem „O obrotach sfer niebieskich”.
Miechowita był człowiekiem o rozległych horyzontach i szerokich zainteresowaniach. Był właścicielem jednej z największych ówczesnych prywatnych bibliotek, liczącej około tysiąca pozycji. Jeden z traktatów poświęcił geografii i etnografii wschodniej Europy – polemizował w nim m.in. z Ptolemeuszem. Jest autorem „Kroniki Polskiej” opisującej dzieje naszego kraju od początków osadnictwa na tych ziemiach do roku 1506, która przysporzyła mu wielu kłopotów – nakłady konfiskowano, a kolejne wydania cenzurowano.
Główną dziedziną działalności uczonego była jednak medycyna. Nie tylko ją praktykował – i to na królewskim dworze, ale stworzył jej teoretyczne podstawy. Jest autorem pierwszej polskiej drukowanej książki medycznej. Napisał ją w związku z szerzącą się wówczas zarazą dżumy. Wydał też pierwszy polski poradnik medyczny.
Nie wszystkie jego dzieła ukazały się drukiem. Wśród rękopisów tego wielkiego człowieka renesansu odnaleziono m.in. recepty alchemiczne, traktat o śpiewie kościelnym, czy wreszcie poradę lekarską dla Spytka z Melsztyna – potomka naszego Leliwity













![Maksymilian Kwapień wrócił na scenę w Tarnowie [ZDJĘCIA] Maksymilian Kwapień](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2026/02/Koncert-13-218x150.jpg)










