We wschodniej Małopolsce nie brakuje miejsc obrosłych legendami. Przekazywane z pokolenia na pokolenie, często wydają się wyssane z palca. Obok niektórych trudno jednak przejść obojętnie, ponieważ nieodmiennie połączyły się z atmosferą miejsc.
Z ciekawych dziejów zamku w Dębnie warto przytoczyć rok 1831, kiedy ukrywali się tu uczestnicy powstania listopadowego. Austriacy rewidujący zamek nie mogli ich zdemaskować, ponieważ powstańcy zajmowali dwa gościnne pokoje ze wspólnym piecem na wysokich nogach i przeciskali się pod nim w zależności od tego, które z pomieszczeń było aktualnie sprawdzane.
Kiedy w roku 1835 zamek przeszedł na własność Jastrzębskich, zgodnie z panującą modą dokonano adaptacji romantycznej. Wzniesiono krenelaż, czyli zębate zakończenie kurtyny wejściowej, a całość nakryto spłaszczonymi dachami. Wnętrza zamkowe wyposażono w meble i stolarkę w neogotyckim stylu. Wokół wzgórza powstały stawy rybne z groblami i park krajobrazowy. Dewastację wnętrz i ich wyposażenia przyniosło dopiero zlokalizowanie w budynku szpitala polowego podczas pierwszej wojny światowej. Nie lepiej było po wybuchu kolejnej wojny w roku 1939, kiedy to już 8 września wieś opanowali Niemcy. Zamek opuszczony przez ostatniego właściciela Stanisława Jastrzębskiego stał się siedzibą władz okupacyjnych. Niemcy musieli także szukać skarbów, niszczyli bowiem wnętrza i zrywali tynki.
Duch otworzył szufladę?
Po wojnie, w 1946 roku, na zamku mieścił się posterunek Milicji Obywatelskiej. Coraz szerzej rozchodziły się słuchy, że w budowli… straszy. Pewnej nocy pełniący samotnie służbę szeregowiec bez żadnej widocznej przyczyny wystrzelał w drzwi cały magazynek pepeszy. Przełożonym oświadczył, że zobaczył zjawę… Kiedy historię tę w latach osiemdziesiątych spisywała Bogna Wernihowska, współautorka książki „Duchy Polskie”, ów były szeregowiec mieszkał i pracował na Śląsku. Nie chciał jednak wracać wspomnieniami do krytycznej nocy… Natomiast jego kolega z tamtych lat, mieszkający w sąsiedztwie zamku, nie zaprzeczał, że sam był świadkiem zjawisk, których nie potrafił wytłumaczyć. Miał słyszeć świszczący – mimo zamkniętych drzwi – przeraźliwy wiatr i widzieć otwierającą się samodzielnie szufladę biurka. Co więcej, przekonywał, że widział także samą zjawę: był to niewielkiego wzrostu mężczyzna w stroju, który – jak określił – zobaczyć można dzisiaj tylko w telewizji. Wolno przeszedł przez pokój i zniknął. Działo się to tak szybko, że nie zdążył zareagować.
Pierwsza kustosz zamku Lidia Luchter-Krupińska szczególnie zapamiętała jedną podobną sytuację. – Kiedy wprowadziliśmy się jesienią 1978 roku do zamku z rodziną, po jakiejś uroczystości usłyszałam od strony dziedzińca łomotanie do drzwi. Jakby ktoś chciał się wydostać. Jednocześnie mąż wyszedł z biblioteki. Zeszliśmy do piwnic, przeszliśmy je, bo myśleliśmy, że ktoś w ciągu dnia się zawieruszył. Ale nie było nikogo – opowiada.
Drzewo genealogiczne na płótnie
Po zakończeniu wojny zamek w Dębnie przejęty przez Skarb Państwa zamieniono na magazyn malowideł ściennych krakowskiej ASP. Restaurację obiektu nadzorował historyk architektury Andrzej Krupiński, który po powstaniu województwa tarnowskiego został wojewódzkim konserwatorem zabytków. – Władze województwa wymyśliły sobie, żeby tu zrobić ośrodek szkoleniowy i konferencyjny. Interweniowałem wtedy w Ministerstwie Kultury i Sztuki, tłumacząc, że to zbyt cenny obiekt, żeby wykorzystywać go na takie cele, i wiązałoby się to z dewastacją. W rezultacie wojewoda w 1977 r. podpisał decyzję o powołaniu w Dębnie muzeum. Na początku w zamku nie było niczego prócz gołych ścian – wspomina dr Krupiński.
– Wycieczki szukały tu drewnianego kościółka z Dębna Podhalańskiego. Dlatego organizowałam śluby cywilne, lekcje muzealne poświęcone broni myśliwskiej czy wystawy czasowe – wylicza pierwsza kustosz obiektu.
Jako Oddział Muzeum Okręgowego w Tarnowie zamek udostępniono zwiedzającym. Jest ciekawym przykładem średniowiecznej rezydencji feudalnej. Ponad 70% prezentowanych tu zbiorów to kolekcja posanguszkowska. Niektóre były jeszcze w wyposażeniu zamku podhoreckiego, który należał do tego rodu. Można np. zobaczyć lustra z Sali Zwierciadlanej tego obiektu, a także malarskie kopie dzieł mistrzów włoskich i francuskich.
Wśród szczególnych eksponatów jest także największe w zbiorach polskich drzewo genealogiczne na płótnie, obrazujące ponad sto liści – postaci rodu Tarłów. Obraz, podarowany przez Emilię Chomiczewską z Łodzi, po konserwacji został rozpięty na krosnach. Okazał się jednak tak duży, że aby powiesić go w Sali Rycerskiej, trzeba było wciągać płótno na linach po zewnętrznych murach budowli.
Sceneria dla filmowców
Uroda zamku stała się magnesem dla filmowców, którzy właśnie tutaj nakręcili wiele scen kostiumowych. Adaptacji pomieszczeń na plan początkowo sprzyjał brak eksponatów, których nie trzeba byłoby usuwać. I tak po dębińskim dziedzińcu spacerowała np. Aleksandra Śląska jako królowa Bona, ubrana w zdobione suknie przygotowane dla potrzeb produkcji specjalnie przez Modę Polską. Aktorem był tutaj nawet słynny gospodarz Piwnicy Pod Baranami Piotr Skrzynecki. Po zamku jako narrator filmu „Kochankowie z Dębna” oprowadzał widzów Marek Kondrat. A niedawno powstały tu sekwencje do popularnego serialu TVP „Korona Królów”. Malownicza sylwetka zamku filmowana z zewnątrz grała Poznań, sceny nakręcone w zamkowych wnętrzach opisywano jako Niepołomice.
Ciekawym dębińskim eksponatem jest mszał rzymski z 1774 r., zakupiony przez Macieja Lanckorońskiego i opatrzony jego dedykacją. Został ocalony i był przechowywany poza zamkiem przez kościelnego w okresie przedwojennym Franciszka Bodziocha. Mężczyzna wyniósł go z budynku, kiedy zobaczył jak Niemcy palą zamkowe zbiory rękopiśmienne. Dopiero po wielu latach wyznał, że zabezpieczył mszał nad zakrystią kościoła. I kiedy w roku 2012 zdjęto poszycie dachu świątyni w związku z remontem, odnaleziono ukrytą księgę. Zgodnie z decyzją miejscowego proboszcza powróciła ona do zamku. Maciej Lankoroński był także fundatorem pięknej figury Jana Nepomucena, umiejscowionej nieopodal rzeki Niedźwiedź, w południowo-zachodniej części parku okalającego zamek.
To urokliwe założenie parkowe jest kolejnym powodem, dla którego warto odwiedzić Dębno. Nawet jeśli się w nim już było, trzeba wejść do muzeum mieszczącego się w budynku, który niezmiennie uchodzi za perłę polskiej architektury późnego gotyku. Cały czas bowiem pojawiają się tu nowe elementy. Jak ostatnio, kiedy w Sali pod słupem otwarto wystawę „Madonna z Dzieciątkiem”, prezentującą zbiory belgijskiego kolekcjonera Wilfrieda de Meyer.



![Alarm pożarowy na budowie przy ul. bł. Karoliny. Na miejscu straż pożarna i policja [ZDJĘCIA]](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2026/04/IMG_20260413_085024-218x150.jpg)



![Pożar domu w Woli Rzędzińskiej. 29 strażaków w akcji, jedna osoba ranna [ZDJĘCIA]](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2026/04/Pozar_na-Woli_Rzedzinskiej-3-218x150.jpg)
















