Do wnętrza wiodą trzy bramy. To trzy filary reguły kamedułów – modlitwa, milczenie, samotność. Po ich przekroczeniu oczom ukazuje się skromny biały kościół, otoczony pustelniczymi domkami, wzniesionymi na wzór dawnych eremów. Mury kryją nieprzebrane skarby sztuki i architektury baroku – dzieła znanych włoskich mistrzów. Świątynia jest jak kameduła – zewnętrznie uboga, w środku – bogata. Trzeba niewiele ponad godzinę jazdy z Tarnowa, by przenieść się w świat odległy od współczesnej cywilizacji, zatopiony w świętokrzyskich lasach – dębowych, bukowych i grabowych, jesienią przybierających złote barwy. Dystans i cisza dają szansę refleksji nad życiem i przemijaniem. Pustelnia Złotego Lasu, zbudowana około 400 lat temu, jest dziś otwarta dla każdego – o ile dostosuje się do panujących tu od wieków reguł.
To miejsce oddalone około trzech kilometrów od centrum miejscowości Rytwiany, w pobliżu Staszowa. Przybysza stawia przed światem zatopionym w wielkiej historii i pięknej przyrodzie. Dowodzi, jak wielkie rzeczy mogą się dokonać w efekcie ludzkich dramatów. Oferuje to co znane i to co zapomniane. Wszystko, co konieczne, by zregenerować ciało i ducha, by oderwać się od świata. Taka jest idea relaksacyjno-kontemplacyjnego centrum SPeS. Salus per Silentium: zdrowie przez ciszę.
Klasztorne ogrody są dostępne od świtu do zmierzchu. Powstały na miejscu tych pierwotnych. Klimatyczne oczko wodne, drewniane huśtawki, kolekcja starych rolniczych narzędzi, wiaty grillowe, alejki i – jak przed wiekami – uprawy warzyw i ziół. Na dziedzińcu – restauracja serwująca potrawy oparte na starych przepisach, lodziarnia. Niewielki sklepik oferuje klasztorne miody, ręcznie robione krówki, anielskie landrynki, olejki kąpielowe, żele, ziołowe tabletki na ból gardła – produkty czerpiące z receptur sprzed wieków. Można wypożyczyć rower lub kijki do nordic-walking i udać się na przejażdżkę lub spacer po okolicznych wielohektarowych lasach. Dla ciała – jeszcze niewielkie spa i siłownia. Dla ducha – prócz ciszy i spokoju – rekolekcje i turnusy terapeutyczno-wypoczynkowe, duchowe przewodnictwo kapelana oraz możliwość zwiedzania pamiątek niezwykłej kamedulskiej przeszłości tego miejsca.
Klasztor – dziedzica Tęczyńskiego
Jan Magnus Tęczyński, herbu Topór, był potomkiem potężnego rodu i ważną postacią polskiego renesansu. Podczaszy królowej, cześnik koronny, elektor Władysława IV Wazy, wojewoda krakowski. Człowiek wykształcony. Podczas studiów we Włoszech przyjaźnił się z Galileuszem. To on był protektorem bratanka Jana Kochanowskiego, Piotra. Namówił go do przetłumaczenia słynnego wówczas dzieła Torquato Tassa „Jerozolima wyzwolona” na język polski. Modernizował zamki, będące w posiadaniu rodziny, fundował klasztory. Miał córkę Izabelę i trzech synów. Wydawało się więc, że może być spokojny o przyszłość jednego z najgodniejszych ówczesnych rodów. Los bywa jednak okrutny. W ciągu pięciu lat stracił wszystkich męskich potomków. Zginęli w niecodziennych okolicznościach. Córka została żoną Łukasza Opalińskiego – dali początek rodowi, który przejął dobra Tęczyńskich. Nazwisko jednak miało przepaść. By je ochronić, Jan z pomocą brata Gabriela, wojewody lubelskiego, zdecydował się na ufundowanie w Rytwianach drugiego w Polsce klasztoru ojców kamedułów (którzy kilka lat wcześniej osiedlili się na podkrakowskich Bielanach, na Srebrnej Górze). Ten klasztor miał być synem, dziedzicem, który zachowa pamięć o rodzie po wsze czasy. Kamień węgielny położono 1 maja roku 1624. Trzynaście lat później biskup krakowski konsekrował świątynię pod wezwaniem Zwiastowania NMP.
Dziś jest ich garstka, wówczas do kamedulskich zakonów, należących do tych o najsurowszej regule, chętnych było wielu, a liczba miejsc ograniczona. Wybrani musieli czekać na śmierć zakonnika, by zająć jego miejsce. Wokół świątyń budowano eremy, skromne domki z niewielkimi ogródkami. Zgodnie z zasadami mnisi żyli w samotności, w milczeniu i na modlitwie. Sami troszczyli się o pożywienie. Kobiety mogły tu bywać tylko trzy razy w roku i to wyłącznie w kościele. Dzięki Janowi Tęczyńskiemu do Rytwian zawitali szczególni lokatorzy – ogoleni na łyso, z długimi brodami i w białych habitach. Żyli tu 200 lat – do carskiego dekretu o kasacji zakonu. W ślad za nimi przybył barok najwyższej próby.

Włoska perła w złotym lesie
Jak już wspomnieliśmy, barokowa świątynia w Rytwianach z zewnątrz robi umiarkowane wrażenie. Po przekroczeniu jej progu, przybysz zamiera w zachwycie. To barok, którego nie powstydziłyby się włoskie miasta – a Italia to przecież kolebka tego stylu. Zasługi trzeba oddać Janowi Tęczyńskiemu, ale przede wszystkim ówczesnemu przeorowi Venantemu da Sabiaco, który jest autorem całej koncepcji architektonicznej i wykonawcą części wystroju wnętrza – urzekającego wysublimowaniem. Tego co on pozostawił puste, nikt już wypełnić się nie ośmielił. Przez kilka lat w Rytwianach pracowali także szeroko znany Jan Baptista Falconi – oraz Karol de Prevot.
Świątynia ma charakter bazyliki. Kamienne portale nad wejściem głównym i bocznym pochodzą z lat 30. XVII wieku. Dekoracje sztukatorskie pokryły niemal całe wnętrze. Według badaczy to właśnie w Rytwianach miał zostać skrystalizowany kamedulski kanon ikonograficzny. Na sklepieniach kolebkowych z lunetami umieszczono bogate manierystyczne sztukaterie. Podobne dostrzec można w kaplicach św. Romualda i św. Jana Chrzciciela. Będąc w rytwiańskim kościele (obecnie prowadzony jest w nim remont) warto zwrócić uwagę również na dzieła krakowskiej wczesnobarokowej snycerki, niezwykle cenne kropielnice i lavabo, epitafium i tumby Stanisława Opalińskiego oraz unikatowe posadzki – marmurowe i ceglane.

Klasztor – ratunek pułkownika Dowgirda
Rytwiany to obowiązkowy punkt dla tych, którzy śledzili przygody pułkownika Krzysztofa Dowgirda i wachmistrza Kacpra Pilcha, wprowadzani muzyką Waldemara Kazaneckiego. Mowa o kultowych „Czarnych chmurach” oczywiście, pierwszym polskim serialu płaszcza i szpady, rozgrywającym się w drugiej połowie XVII wieku, gdy ważyły się losy utrzymania przy Rzeczpospolitej Prus Książęcych. Rytwiany „zagrały” przygraniczny klasztor, w którym rozstrzygała się przyszłość Dowgirda – w odcinku IV („Przeprawa”), gdy uciekał z Prus i kończącym film epizodzie X („Pościg”), gdy, uprowadzony, miał być oddany w ręce elektora. To tu wymknął się elektorskim, docierając do klasztoru w wozie siana, a później opuszczając go w wozie trupy komediantów. To tu, po porwaniu, przywiozła go czarna karoca poczty elektorskiej, tu został uwięziony wraz z wracającym na drogę cnót obywatelskich rotmistrzem Zarembą, tu uwolnili go przebrani za mnichów Pilch z kompanami. To na dziedzińcu kościoła Zwiastowania NMP żywota dokonał kapitan rajtarów Knothe, zabity w pojedynku przez Zarembę.
W klasztorze powstało muzeum serialu. Urządzono go w pomieszczeniu, gdzie braciszkowie wraz z piękną aktorką z trupy upili kapitana Knothe, który podpisał glejt umożliwiający wozom komediantów opuszczenie murów eremu. Zgromadzono tu m.in. rekwizyty z filmu, fotosy oraz pamiątki z benefisu, który – z okazji 40-lecia powstania – zorganizowano w Rytwianach nakręconemu w 1973 roku serialowi. Obejrzeć można też figury głównych bohaterów oraz replikę słynnego czarnego powozu. Fani „Czarnych chmur” rozpoznają czy jest to właściwy pojazd, bo w drogę nie ruszył przecież jeden. To trzeba jednak uczynić osobiście.

![Dom zasypany odpadami na Piaskówce. Problem trwa od lat [ZDJĘCIA]](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2026/04/DSC0159-218x150.jpg)




![Pożar domu w Woli Rzędzińskiej. 29 strażaków w akcji, jedna osoba ranna [ZDJĘCIA]](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2026/04/Pozar_na-Woli_Rzedzinskiej-3-218x150.jpg)












![Na uboczu stoi wieża… [ZDJĘCIA] Wieża widokowa „Wiatrówki”](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2024/10/Wiatrowki-wieza-2-218x150.jpg)



