Strona główna Rozmaitości Podróże Tam, gdzie żołnierz dziewczynę chciał zhańbić

Tam, gdzie żołnierz dziewczynę chciał zhańbić

3
Dom bł. Karoliny
fot. Mariusz Polański
REKLAMA

Był listopadowy dzień 1914 roku. Wojenna zawierucha dotarła już na ziemię tarnowską. Austriacy się wycofywali, wkraczały wojska rosyjskie. Leżąca 20 kilometrów na zachód od Tarnowa Zabawa, a także sąsiednie wioski stały się ich kwaterą. Ludzi ogarnął lęk.

Przestraszyła się także Maria Kózka. Nie o siebie się bała, ale o 16-letnią córkę Karolinę. Mimo że dziewczyna od kilku dni codziennie rano uczestniczyła we mszy świętej z racji trwającej nowenny ku czci św. Stanisława Kostki, patrona młodzieży, 18 listopada matka kazała jej zostać w domu. Była przekonana, że tu będzie bezpieczna. Jednak około 9.00 w obejściu pojawił się rosły Kozak. Chwycił ojca Karoliny za gardło i zażądał informacji o miejscu stacjonowania wojska austriackiego. Na to co działo się na podwórzu, Karolina patrzyła zza firanki. Żołnierz ją zobaczył. Wtargnął do izby. Dziewczyna próbowała wymknąć się z domu, ale wielka postać zasłoniła drzwi. Wściekły żołdak, krzycząc i przeklinając, kazał ojcu i córce iść za sobą. Wyszli na podwórze i dalej, w stronę lasu. Na jego skraju Rosjanin przystawił Janowi Kózce broń do piersi i kazał mu wracać do domu. Nie zważał na jego protesty. Jan dowlókł się do zabudowań, oparł o ścianę stodoły i tak zastygł w przerażeniu. A łzy spływały mu po twarzy… Tymczasem w lesie rozgrywał się dramat. Gdy Karolina zorientowała się o co chodzi żołnierzowi, zaczęła uciekać w las. Ten puścił się za nią w pościg, wymachując szablą. Ciął w lewe podudzie. Ranił ją w głowę. Próbowała się bronić. Szamotali się. Coraz bardziej zły, dźgał na oślep. Prawa ręka, lewa, odcięte palce, klatka piersiowa i podcięte gardło. Zostawił dziewczynę w kałuży krwi i uciekł. Kilka dni później słyszano, jak – przeprawiając się promem przez Dunajec – mówił: Boże, zmiłuj się! Ubiłem dziewoję.

Znaleziono ją dopiero po dwóch tygodniach. Na zmasakrowane i zamarznięte ciało natrafił człowiek zbierający w lesie chrust. Zwłoki przyniesiono do domu. Obmyto pod gruszą, rosnącą na podwórzu, pod którą siadywała latem. W niedzielę, 6 grudnia 1914 roku, w pogrzebie Karoliny Kózkówny uczestniczyło ponad 3 tysiące osób. – Pierwsza dusza do nieba – mówili o niej. Tak zaczął się jej kult, który z roku na rok jest coraz silniejszy.

Zabawa – pośród równinnych lasów

Zabawa to wieś stara. Ją i sąsiedni Zdrochec pozwolił założyć w radłowskich lasach biskup Wisław z Kościelca. Było to po najeździe Tatarów w 1241 roku, by pomóc tym, którzy wszystko stracili w wyniku łupieżczych wypraw. Przez lata, wraz z sąsiednią wsią Wał Ruda, należała Zabawa do radłowskiej parafii. Zmieniło się to w 1913 roku. Wówczas obie miejscowości stały się samodzielną parafią. A jej siedzibą został kościół – wzniesiony z inicjatywy świeckich mieszkańców i ich staraniem. Dziś jest to sanktuarium błogosławionej Karoliny. Jego kustosz, ks. Zbigniew Szostak dba o to, by kult rodaczki miał godną oprawę.

REKLAMA (2)

Sam kościół jest miejscem niezwykłym. I nie chodzi tu o unikatową architekturę czy starożytną historię. To jedyna na świecie świątynia, w której błogosławiona – a jednocześnie parafianka – jest pochowana pod głównym ołtarzem. Sarkofag z relikwiami Karoliny umieszczono pod mensą 18 marca 1987 roku. Wyżej – jej obraz beatyfikacyjny. Karolina jest zresztą obecna w całej świątyni. Przedstawiający ją witraż w prezbiterium ufundowali pielgrzymi, którzy od lat przybywają do Zabawy nie tylko modlić się przez jej wstawiennictwo, ale także, a może przede wszystkim, po pocieszenie. Tu znajduje się bowiem Kaplica Męczenników i Ofiar Przemocy. A także pomnik Ofiar Wypadków Drogowych i Komunikacyjnych „Przejście”. Co roku sanktuarium pierwszej polskiej męczennicy odwiedza 80 tysięcy osób. Szczególnie wiele przybywa ich tutaj 18. dnia miesiąca, w dniu śmierci „jasnego anioła”.

Wnętrze domu bł. Karoliny i jej postać na modlitwie
Wnętrze domu bł. Karoliny i jej postać na modlitwie | fot. Mariusz Polański

Ty ścieżkę życia mi ukazujesz

Niedaleko od kościoła-sanktuarium, znajduje się rekonstrukcja domu, w którym mieszkała błogosławiona Karolina Kózka, a w nim pamiątki po błogosławionej męczennicy. Postać dziewczyny, na klęczkach, przed obrazem. Na stole książki. Na ścianie vota. I różaniec, na którym często modliła się Karolina.

Dom rodziny Kózków znajdował się w – liczącym 47 gospodarstw – przysiółku zwanym dziś Śmietana. Nie był obszerny ani komfortowy, zwłaszcza dla tak licznej rodziny. Składał się ze stajni, przez którą wchodziło się do sieni i pokoju mieszkalnego, w którym żyło 13 osób. Jednak to tu gromadzili się krewni i sąsiedzi – na wspólne czytanie Pisma Świętego, żywotów świętych, religijnych czasopism, śpiewanie kolęd w okresie Bożego Narodzenia, i Gorzkich żali podczas Wielkiego Postu.

Karolina była czwartym z jedenaściorga dzieci. Pomagała rodzicom w niewielkim gospodarstwie. Przede wszystkim jednak opiekowała się młodszym rodzeństwem. Rodzina Kózków żyła skromnie i pracowicie. Na modlitwie, nauce i pracy mijały też dni Karolinie. Wuja Franciszka wspierała w prowadzeniu wiejskiej świetlicy i biblioteki. Tam odbywały się poważne rozmowy dotyczące rolnictwa, sadownictwa i hodowli, śpiewano pieśni religijne i patriotyczne, deklamowano utwory wieszczów. Karolina angażowała się także w działalność różnych wspólnot religijnych. Była prawą ręką proboszcza i aktywną animatorką duchowego życia parafii. Dzieciom czytała książki i uczyła katechizmu, przygotowując je do przyjęcia I komunii. Opiekowała się chorymi i przygotowywała ich do przyjęcia ostatniego sakramentu.

Błogosławiona!

Szlak męczeństwa biegnie przez las, śladami ucieczki dziewczyny i jej heroicznych zmagań z napastnikiem. Ma 2,5 kilometra, wyznaczają go kolejne stacje drogi krzyżowej. Wędrówka nim przynosi wyciszenie, a dramatyczne wydarzenia z ostatnich chwil życia Karoliny i jej głębokie przekonanie o słuszności dokonanego wyboru są punktem wyjścia do przemyśleń i refleksji. W miejscu śmierci – kamień. Na początku szlaku dzwon – dzwonię, więc jestem. Karolino, prowadź.

REKLAMA (3)

I prowadzi Karolina z roku na rok coraz większe zastępy. Już uczestnicy jej pogrzebu dali wyraz przekonaniu o świętości życia i o męczeństwie. Decyzją biskupa Leona Wałęgi (tego samego, który kilka miesięcy przed śmiercią udzielił jej sakramentu bierzmowania) jej ciało przeniesiono z parafialnego cmentarza na przykościelny plac.

Droga Karoliny do oficjalnej chwały Kościoła była krótka. Kongregacja do spraw Świętych uznała jej śmierć za męczeństwo. Niepotrzebne więc było potwierdzenie cudu. Rozpoczął się proces beatyfikacyjny. Jego finał miał miejsca w Tarnowie. Mszę św. w miejscu, na którym dziś wznosi się kościół pod jej wezwaniem, celebrował papież Jan Paweł II. Na honorowym miejscu zasiadły siostry Karoliny – Katarzyna i Maria, jedyne żyjące spośród jej licznego rodzeństwa.

Na tej ścieżce ucieczki został zadany ostatni, zabójczy cios. Karolina nie ocaliła życia doczesnego. Znalazła śmierć. Oddała to życie, aby zyskać życie z Chrystusem w Bogu – mówił w homilii papież.

Podczas mszy stało się to, na co wszyscy czekali od lat. Ojciec Święty wygłosił formułę beatyfikacyjną: „Naszą powagą apostolską ogłaszamy, że czcigodna sługa Boża Karolina Kózkówna otrzymuje z dniem dzisiejszym tytuł Błogosławionej, a jej święto będzie można obchodzić 18 listopada, w dniu jej narodzin dla nieba”. Wówczas, przy dźwiękach pieśni „Chwała na wysokości Bogu”, zgromadzone tłumy mogły zobaczyć odsłaniający się obraz nowej Błogosławionej.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
3 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze
3
0
Napisz komentarzx