Człowiek, znaleziony przez Blablacar, który wiózł mnie do stolicy Czech (polski pociąg w tym kierunku okazał się jeszcze wolniejszy niż przesiadkowe autobusy, za to kilka razy droższy), uprzedził, że w ciepły weekend w Pradze „zadepczą nas tłumy”.
– Moim zdaniem to najatrakcyjniejsze miasto Europy. Ale tłumy turystów to plaga! Do najważniejszych zabytków prawdopodobnie nie zdołacie nawet wejść bez dużo wcześniejszej rezerwacji. A i wtedy trzeba stać w tasiemcowych kolejkach…
Przechadzka po Starówce
Mieszkaliśmy na Żiżkovie, na najwyższym (piątym!) piętrze starej, wysokiej kamienicy. Rankiem następnego dnia, uchyliwszy okno w jadalni, mogłam obserwować praskie pustułki, karmiące młode na dachu sąsiedniej kamienicy. Przed dziewiątą ruszyliśmy w kierunku Starówki. Jest największa w Europie. I, oczywiście, piękna. Niestety – zostaliśmy uprzedzeni! – z mijającymi się nawet na placach, nieprawdopodobnie licznymi grupami spoconych, zmęczonych i zniecierpliwionych turystów.

Prowadzeni przez przewodników – którzy do smartfonów na wysięgnikach przypinali różne chorągiewki i maskotki – turyści pełzali ulicami, koczowali na placach, ustawiali się w kilometrowych kolejkach do kas (i do toalet!). Okupowali stoliki w restauracjach, czekali, aby wsiąść do dorożek albo grających wagoników wożących po mieście, przysysali się z siłą rozpaczy do kufli piwa albo lizali lody, kapiąc po wszystkich i po wszystkim… Dla mnie ten widok był zbyt przygnębiający.
Tak, przeszliśmy się po starym mieście, ale wobec kolejek do kas, z których każda wyglądała jak ogólnopolska pielgrzymka na Jasną Górę, odpuściliśmy prawie wszystko. Na przykład Złotą Uliczkę, której wejście blokował – oprócz tłumu – elektronicznie sterowany krzyżak i kilku policjantów. Hradczany obejrzeliśmy tylko z zewnątrz (owszem, udało nam się wejść do Katedry św. Wita dzięki kilku podstępom i udawaniu członków bardzo licznej, mocno zdezorientowanej wycieczki w kolejce!).
Odpuściliśmy Synagogi i Cmentarz Żydowski, które chciał zobaczyć mój austriacki przyjaciel. I Muzeum Secesji i Alfonsa Muchy, które chciałam zobaczyć ja. I tak dalej.
Owszem, byliśmy pod Ratuszem Staromiejskim i obejrzeliśmy sławny, ponad 600-letni, zegar Orloj z ruchomymi figurami, wśród których jest (prawie) dwunastu apostołów oraz Śmierć i personifikacje (niektórych) grzechów głównych. Nie obeszło się bez ofiar, bo kiedy figury ruszyły, mój przyjaciel został pchnięty na dwóch młodych ludzi, pracujących tu jako tzw. żywe pomniki, i zebrał na siebie większość pokrywającej ich złotej farby.
Potem wspięliśmy się na Wieżę Ratuszową, by obejrzeć panoramę dachów Pragi. Mogę o niej powiedzieć, że była warta wspinaczki, choć w tłumie na schodach cudem uniknęliśmy obrażeń. Sfotografowaliśmy się przed Bramą Prochową, dwiema innymi bramami oraz przed Teatrem Narodowym.
Przeszliśmy się m.in. ulicą Husovą pod pomnikiem tzw. Wisielca (albo Zygmunta Freuda, wiszącego na jednej ręce) Davida Černego. Znaleźliśmy restaurację Dobrego Wojaka Szwejka (nie weszliśmy) oraz Muzeum Franza Kafki (nie weszliśmy). Obejrzeliśmy rzeźbę Černego poświęconą Kafce i uznaliśmy, że dzieła tego artysty nie są akurat tym, co najbardziej chcemy w Pradze oglądać. Poszliśmy na małą wystawę rzeźby ceramicznej, całkiem przypadkową – dlatego, że była w centrum, a nie było tam kolejki. Ceramika była trochę w stylu Alfonsa Muchy.
Na moście i gdzie indziej
Przebiliśmy się na Most Karola – co nie było łatwe, ale warte wysiłku. Na moście grały orkiestry – od jazzbandu i dętej po nepalskiego solistę z instrumentem o dziwnym dźwięku i niemożliwej do wymówienia nazwie. Na moście tańczyły dziewczynki, malarze malowali na poczekaniu portrety i widoki, sprzedawano lody i pamiątki. A widoki były wspaniałe. Przeszliśmy most dwa razy, by obejrzeć je z obu stron – tłum walący środkiem niestety uniemożliwiał oglądanie obustronne.

Potem uciekliśmy na Malą Stranę, gdzie znacznie swobodniej spacerowaliśmy malowniczymi uliczkami, a później oglądaliśmy panoramę starego miasta z parku na stoku wzgórza. Zwiedziliśmy dwa czy trzy kościoły, weszliśmy na jedną wieżę i zjedliśmy (bez czekania na stolik!) parówki z knedliczkami i piwem w małej, spokojnej restauracji.
Następnego dnia postanowiliśmy zmienić taktykę, odstać kolejkę i „zaliczyć” przynajmniej jedną atrakcję. Padło na Galerię Sztuki Europejskiej. Metodą wymiennych dyżurów odstaliśmy, zaliczyliśmy, aczkolwiek czasu na zwiedzanie mieliśmy już nie za wiele…
Po południu czas był się żegnać. Znajomi, którzy mogli zostać do końca dnia, postanowili resztę czasu spędzić na Żiżkovie i najwyżej przespacerować się do Wieży Telewizyjnej z rzeźbami Černego.
Oczywiście do Pragi trzeba wrócić i coś jeszcze pozwiedzać, bo jest tego warta. Uznaliśmy, że najlepiej będzie zrobić to jakoś w środku tygodnia – wtorek, środa? Najlepiej na początku lutego lub listopada.
# TEMI, Trzeba wrócić do Pragi Marta Tutaj, Praga Marta Tutaj







![Prace przy „Szczucince” rozpoczęli od wycinki dzikiej zieleni [ZDJĘCIA] Stacja Dąbrowa Tarnowska 2026](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2026/04/Stacja-Dabrowa-Tarnowska-2026-5-218x150.jpg)
















