Wieczór pełen wrażeń

0
30
krab
Krab | fot. Marta Tutaj

Pewnego popołudnia na wybrzeżu zwanym Pantai Panggalisang na wyspie Bunaken łódź wyrzuciła małżeństwo młodych Niemców – Iris i Toma. Oboje niedawno zdobyli licencje nurkowe i przybyli na wysepkę z zamiarem nurkowania na tutejszej rafie.

Tom był typem wysportowanego nordyka, najlepiej wiedzącego, jak coś powinno być właściwie zorganizowane (od pierwszego dnia odczuła to dość wyluzowana obsługa hostelu). Iris była drobna, obdarzona poczuciem humoru i potrafiła w uroczy sposób ironizować na temat wszystkiego, co jej mąż w danej chwili wiedział najlepiej. Jakkolwiek wróżyło to ich małżeństwu, razem stanowili bardzo przyjemne towarzystwo na upalny wieczór.

w-plażowym-barze
W plażowym barze | fot. Marta Tutaj

Przywieźli ze sobą z Manado, portowego miasta na Sulawesi, dużą butelkę rosyjskiej wódki wolnocłowej. W takim towarzystwie (ja, Tom, Iris i butelka) ulokowaliśmy się w hotelowym barze wśród mangrowców na plaży.

Wystrój plażowych barów na Bunaken stanowią zwykle puste butelki po różnych trunkach; po sezonie realnie osiągalne tu napoje wyskokowe to piwo Bintang i domowej roboty bimber ryżowy. Nic więc dziwnego, że Robert, chłopak z obsługi hotelu, chwilowo w roli barmana, wolał przysiąść się do nas, niż sterczeć za kontuarem wśród pustego szkła. Tom polewał właśnie drugą kolejkę, gdy coś zaczęło się dziać w bungalowie na skraju plaży, stojącym nieco powyżej naszego stanowiska w barze.

Dzień wcześniej wprowadziły się tam dwie młode dziewczyny, też Niemki. Teraz jedna z nich wybiegła pędem na zewnątrz, krzycząc i zasłaniając twarz.
– Nein, nein, nein, nein! – szlochała, gdy współlokatorka, która wyszła za nią, próbowała coś tłumaczyć.
Przytomniejsza dziewczyna rozejrzała się, jakby nie wiedząc, co zrobić.
– Hilfe! – rzuciła niezdecydowanie w naszą stronę.
Tom poruszył się niespokojnie, ale Iris ze słodkim uśmiechem zwróciła się do Roberta.
– Robert, ty jesteś z obsługi. Może powinieneś sprawdzić, co tam się stało.
Robert niezbyt miał ochotę porzucać swoją szklankę, ale musiał uznać zasadność wezwania. Wstał więc i po chwili zniknął we wnętrzu bungalowu. Tom tymczasem zapytał spokojniejszej Niemki, w czym rzecz. Odpowiedź przyjął z lekkim zdziwieniem.
– Spinner! (pająk) – wyjaśnił nam krótko. Podobno był w łazience, a potem wbiegł pędem – jak twierdziły lokatorki – do sypialnej części bungalowu. Gdzie zniknął.
– Duży? – zainteresowała się uprzejmie Iris. – Może jadowity?
Roztrzęsiona Niemka na werandzie dostała lekkich drgawek i pospiesznie zeszła o kilka schodków w dół, by oddalić się od zagrożenia. Robert z hałasem otworzył okno bungalowu, by zakomunikować:
– Wyrzuciłem go na zewnątrz!
Dziewczyna ponownie wbiegła o kilka schodków w górę, obrzucając przerażonym spojrzeniem roślinność pod oknem bungalowu. Jej spokojniejsza koleżanka próbowała znów zachęcić ją do powrotu do środka, spotkała się jednak z kolejnym „Nein, nein, nein”.
– Nie wróci do środka! Okropnie boi się pająków – poinformowała nas.
– Tu już nie ma pająka! – zdziwił się z okna Robert. – Wyrzuciłem go na zewnątrz. Zresztą nie był niebezpieczny. O co jej chodzi?
Arachnofobka wymamrotała coś przez zasłonę włosów na twarzy.
– Mówi, że pająk ma za dużo nóg. Owłosionych nóg – przetłumaczyła jej przyjaciółka.
– Osiem – poinformowałam Iris, która znad szklanki rzuciła mi pytające spojrzenie. – O ile Robert nie uszkodził go przy wyrzucaniu…
– Niczego nie uszkodziłem! – oburzył się Robert.
Dziewczyna na ganku znów zaszlochała. Tom, jak prawdziwy mężczyzna w obecności roztrzęsionej kobiety, poczuł, że powinien zareagować.
– Może pójdę tam sprawdzić? – wskazał w kierunku bungalowu. Iris wręczyła mu szklankę wódki.
– Idź, mój bohaterze! Przecież tam mogą być dwa pająki!
Tom wypił, odetchnął głęboko i ruszył w kierunku bungalowu przez ciemny piasek. Niestety, już niemal u stóp schodów jakby się potknął, podskoczył na jednej nodze, spojrzał w dół i skonstatował:
– Coś mnie ugryzło. Coś mnie ugryzło w nogę!
– Pająk? –zdumiał się Robert. – On nie był niebezpieczny!…
Nie był to najlepszy tekst na uspokojenie dla mieszkanek bungalowu. Tym razem obie dziewczyny pisnęły zgodnie, tuląc się do siebie na szczycie schodków i rzucając pełne paniki spojrzenia w ciemność.

pająk
Pająk | fot. Marta Tutaj

Obie z Iris odważnie podeszłyśmy do rannego, by obejrzeć jego obrażenia. Istotnie, na dużym palcu prawej stopy Toma lśniło parę świeżych kropli krwi.
– Pająk by cię tak nie ugryzł! – oceniła przytomnie Iris.
Tom przełknął ślinę.
– Myślisz, że… wąż? – zapytał niepewnie.
– Tu nie ma węży. Tylko morskie – ogłosił Robert.
– Morskie węże są najbardziej jadowite na świecie! – zauważył Tom, zupełnie już nie wyglądając na bohatera.
Wyraziłam wątpliwość, czy wąż morski wypełzłby z oceanu, by na suchym piasku u stóp schodów czyhać na Toma.
– To zresztą nie wygląda na ukąszenie węża. Nie ma śladu zębów – dodałam, świecąc latarką na stopę poszkodowanego. – Może skorpion? – zaryzykowałam. Parę dni wcześniej w swoim mandi, czyli zbiorniku na wodę w łazience, znalazłam stworzenie z wyglądu bardzo podobne do skorpiona, tylko zamiast kolca jadowego na końcu odwłoka miało długie, cienkie pokładełko. Na tej podstawie uznałam, że prawdopodobnie nie było to zwierzę niebezpieczne. Nawet, zanim się utopiło.
Dwie Niemki na schodkach, usłyszawszy o skorpionie, przycisnęły się do siebie mocniej, a Tom zbladł.
– Może po prostu się potknąłeś, kochanie? – spróbowała zażegnać kryzys Iris.
– Ależ poczułem, że coś mnie ugryzło! – oburzył się Tom.
Robert tymczasem opuścił bungalow i świecił latarką wokół schodków.
-A-ha! – zawołał nagle jak ktoś, kto rozwiązał zagadkę. – Tutaj! Popatrzcie.
W cieniu pod schodkami oświetlił parę imponujących krabów. Były wielkie jak talerze, a gdy się pochyliliśmy, ruszyły do przodu, ostrzegawczo rozchylając potężne szczypce.
– To pewnie jeden z nich – ocenił Robert. – Potrafią uszczypnąć do krwi.
– Cudownie! – ucieszyła się Iris. – Nie są jadowite, prawda?
Tom rzucił jej przeciągłe spojrzenie.
– Ale nie wiadomo, co mogły mieć przedtem w tych… szczypcach – zauważył. – Czy to nie są padlinożercy?
– Padlinożercy? – nie zrozumiał Robert. – Nie. Jedzą różne resztki…
Iris spojrzała na trzymaną w dłoni szklankę z wódką, potem na stopę Toma, i jednym szybkim haustem wypiła alkohol.
– Nie martw się, kochanie – powiedziała do męża. – Mam w plecaku butelkę wody utlenionej. Przeżyjesz.
– To tylko kraby – rzucił Robert. – Nie są niebezpieczne.
– Ty tak mówisz o wszystkim – zauważyła jedna z Niemek.
– Bo to prawda! – Robert postanowił bronić reputacji wyspy. – Nigdy nie spotkałem tu żadnego niebezpiecznego stworzenia. Nawet komary nie są tu malaryczne…
Spokojniejsza Niemka skinęła głową.
– To znam. Jak pływałyśmy w Nusa Tenggara łodzią od wyspy do wyspy, to na każdej powtarzali nam, że ich komary nie są malaryczne. „Ale nie płyńcie na następną wyspę – dodawali – oni mają dużo malarycznych komarów!”
Iris spojrzała z namysłem na swego męża, potem na swoją pustą szklankę.
– Pójdę po tę wodę utlenioną – powiedziała, jak na dobrą żonę przystało. – A potem, sądzę, że wszyscy powinniśmy się napić.
Nad ranem, gdy stopa Toma została oblana solidną porcją wody utlenionej i opatrzona dużym plastrem, a nerwy naszych sąsiadek nieco ukojone drinkami z coli i wódki, Robert ponownie wygłosił monolog o braku niebezpiecznych zwierząt na wyspie. Niestety, nie trzeba było długo czekać, by życie zadało mu kłam. Rankiem przyszedł do hotelu Dempsey, instruktor, z którym mieli tego dnia nurkować Iris i Tom. Prawą dłoń miał tak spuchniętą, że wyglądała jak nadmuchana do granic możliwości rękawiczka chirurgiczna. Jak się okazało, w nocy ukąsiła go skolopendra. Fakt – skolopendra, znana też jako krocionóg, ma jeszcze więcej nóg, niż pająk…

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o